Mój ojciec palił fajki odkąd pamiętam. Przez całe moje życie towarzyszył mi zapach dymu papierosowego. Ojciec potrafił palić dwie paczki dziennie.
Kiedy miałem 16 lat przestał. Rzucił palenie.
Widząc, ile kasy na to przeznacza, postanowiłem, że nigdy nic nie zapalę i słowa dotrzymałem. Z tym że jest mały problem.
Niedawno dowiedziałem się, że mam raka płuc.
Dzięki, tato.
Zacznę od tego, że mam 18 lat i małą wiedzę na temat higieny.
Gdy byłam mała, moja rodzicielka nie mówiła nic o podcieraniu się. Dopiero gdy miałam jakieś 9 lat, sama zauważyłam, że jak tego nie zrobię, to będzie wszystko śmierdzieć. Właśnie, bielizna. Do teraz mam problem, żeby zmieniać ją codziennie, bo nawet jak byłam mała, to nikt mi o tym nie przypominał. Staniki mam 3, jeden porządny, w którym chodzę na co dzień. Staram się prać go co 3 dni, ale nie zawsze to się udaje. O dziwo, nigdy nie miałam żadnej choroby intymnej.
Co do mycia się - do końca podstawówki kąpałam się raz na tydzień i trzeba było mnie do tego zmuszać. W gimnazjum już kąpałam się 2-3 razy w tygodniu, w liceum staram się robić to codziennie albo przynajmniej myć włosy co drugi dzień.
Podczas okresu podpaski zmieniałam raz na dzień, jak już się przepełniła. Nie usłyszałam od mamy ani słowa wytłumaczenia na temat seksu, okresu, higieny czy czegokolwiek. Wszystkiego dowiedziałam się dzięki internetowi i rówieśnikom.
Mam też zakaz golenia nóg. W wieku 18 lat. Na szczęście mam własne maszynki schowane w pokoju, piankę do golenia zabieram od taty.
Ostatnio przeżyłam szok. Chcę się wybrać na wakacje do ciepłych krajów. Zafascynowana całą wyprawą oglądałam zdjęcia różnych osób z tej wycieczki na Instagramie. Bardzo się zdziwiłam, jak zobaczyłam, że u żadnej dziewczyny nie wystaje ani jeden włos łonowy z bikini. Przez 18 lat żyłam w przekonaniu, że tylko prostytutki i łatwe dziewczyny się tam golą, bo tak wmówiła mi mama. Wydawało się to sensowne.
Nikt nie zna tej tajemnicy. Staram się dbać o siebie, ale z każdym dniem siedzenia w domu, typu podczas ferii, nic ze sobą nie robię. Boję się, czego jeszcze nie wiem, co powinnam robić...
Zawsze byłem nieśmiały w stosunku do dziewczyn, jednak nie przeszkodziło mi to w zakochaniu się. Moim ''chodzącym ideałem'' była Alicja, najpopularniejsza dziewczyna w liceum z równoległej klasy. Co tu dużo mówić - była piękna, każdy chłopak chciał mieć taką ładną dziewczynę. Ja mogłem jedynie pomarzyć, nie dość, że byłem cichy i brzydki, to jeszcze, żeby było zabawniej, w towarzystwie kobiet przeokropnie się jąkałem.
Pamiętam, gdy w Dzień Kobiet kupiłem dla niej kwiatka. Gdy chciałem jej go dać, ona tylko obrzuciła mnie pełnym obrzydzenia spojrzeniem i wyśmiała, przy wszystkich. Wtedy byłem bardzo upokorzony. Na szczęście moi rodzice oznajmili mi, że musimy się przeprowadzić, bo tato dostał ciekawą ofertę pracy w Warszawie. Nie chciałem zostawiać Lublina, ale w sumie i tak nie miałem tam żadnego życia towarzyskiego.
Przed wyjazdem przysiągłem sobie, że odtąd będę zupełnie nowym człowiekiem. Poszedłem do fryzjera, zacząłem bardziej dbać o wygląd i zapisałem się do psychologa, żeby pomógł mi "odnaleźć" się w towarzystwie kobiet. Czasami wychodziłem nawet wieczorami do pubów i zagadywałem tam jakieś niewiasty. Po kilku latach ''treningu'' szło mi całkiem nieźle. W klasie maturalnej zauważyłem, że koleżanki dosyć mocno zabiegają o moje względy. Ja jednak wolałem żyć sam, tak mi było wtedy lepiej.
Na pierwszym roku studiów zobaczyłem ją, moją dawną miłość, Alicję. Gdy tylko zobaczyłem, jak wdzięcznie przemierza korytarz uczelni, od razu zapomniałem o przykrościach, jakie spotkały mnie z jej strony. Chciałem nawet do niej zagadać, powiedziałem ''Cześć'', ale chyba mnie nie poznała. Zrobiło mi się przykro, ale w sumie myślę ''dobra nasza''. Trochę się zmieniłem, zmężniałem, więc czemu nie, postaram się do niej uderzyć. Po miesiącu ''przypadkowych spotkań'' umówiłem się z nią na randkę. Później na kolejną i jeszcze jedną.
Po trzech miesiącach powiedziała, że nie może dłużej tego w sobie tłumić, wyznała, że mnie kocha. W pierwszej chwili chciałem powiedzieć to samo, ale przyjrzałem się jej uważniej i zrozumiałem, że tak naprawdę tylko jej powierzchowność mnie fascynuje, bo osobowość raczej płytka. Zacząłem się śmiać jak głupi, ona nawet nie wiedziała, o co chodzi. Wtedy ja rzuciłem ''Trzeba było wziąć tego kwiatka'' i wyszedłem.
Wylazła ze mnie mściwa bestia i nie żałuję, ona nie była warta mojej uwagi.
To była najważniejsza dla mnie impreza miejska - tylko raz w roku, wielkie przygotowania, wielkie poświęcenia, masa pracy i ogrom poświęconego czasu. Wszystko po to, by całe moje starania, cała moja scenografia i charakteryzacje dziecięcych aktorów spłynęły razem z deszczem, bo organizator nie pomyślał o tym, że nad sceną przydałby się daszek... Kto by pomyślał, że w Polsce czasem pada... Serio, ponad pół roku przygotowań poszło na marne.
Uwaga, będzie obrzydliwie.
Zawsze sprzątając klatkę mojego królika zjadłam jego bobki. Wybieram te, co wyglądają najładniej (o ile da się to tak nazwać) i zaczynam ssać je jak cukierki.
Niby zdrowe, bo królik je tylko siano i ziółka, ale i tak obrzydliwe.
Wczoraj w pracy poszedłem do ubikacji. Pisuar + toaleta przedzielone ścianką działową, 2 x drzwi. Podszedłem do pisuaru i siuuu. Nagle słyszę, że do ubikacji obok wpada jakiś koleś, szybko rozpina spodnie i ściąga gacie, siada na klopie i sruuuuururururuurrrruuuuu... Normalnie taka biegunka, że chyba meksykańskiego kebaba maślanką popił. I słyszę, że coś mówi. Dosłyszałem "Et dimitte nobis debita nostra". Zawinąłem się stamtąd, ale po powrocie do kompa aż sobie sprawdziłem na necie. Gość odmawiał "Ojcze nasz" po łacinie. Normalnie spodziewałbym się "O żesz ku... , ja pier..." itp., a tu taki religijny człowiek... Szacuneczek.
Czekam na wpis na anonimowych: "Raz mnie taka sraka złapała, że się do Boga o pomoc modliłem".
Mój syn miał wyjechać na dłuższy czas za granicę, dlatego ja i mój mąż mieliśmy przyjechać do jego mieszkania (jest na studiach) i spędzić z nim kilka dni, a potem odwieźć go na lotnisko. Przed przyjazdem zajechaliśmy jeszcze do paru sklepów, aby kupić kilka drobiazgów.
Gdy jechaliśmy już do mieszkania, zajrzałam do jednej z toreb z zakupami, która leżała koło mnie i znalazłam w niej duże opakowanie wazeliny i paczkę prezerwatyw. Zdziwiona zapytałam męża po co to kupił, a on na to, że nasz syn poprosił go o kupienie wazeliny, a prezerwatywy kupił tak na wszelki wypadek, żeby pamiętał o chorobach. Zdziwiło mnie to, mimo że syn powiedział nam dawno temu, że woli chłopców, bo nigdy nie rozmawiał z nami na takie tematy i taka prośba całkowicie do niego nie pasowała. W głębi duszy coś mnie zabolało, bo nagle pomyślałam, że może tylko ze mną nie chce o tym rozmawiać i zawsze jak tylko wspominałam cokolwiek o seksie, to jak najszybciej próbował zmienić temat. Pomyślałam, że bardziej ufa ojcu i przez to przez całą drogę analizowałam wszystkie moje błędy wychowawcze, które mogły doprowadzić do tego, że nie ufa nam na tym samym poziomie. Pomyślałam, że to na pewno przez to, że zbytnio na niego naciskam i za bardzo go o wszystko wypytuję i pewnie przez to czuje się przy mnie niekomfortowo.
Gdy weszliśmy do mieszkania, a ja już przekonałam samą siebie jaką to beznadziejną matką jestem, mój mąż przekazał synowi to co kupił, przy okazji wspominając mu coś o odpowiedzialnym seksie. Syn popatrzył na mnie zakłopotany i powiedział coś w stylu "eee, dzięki", a ja załamałam się całkowicie, bo jak zwykle wyolbrzymiam każdy problem i stwierdziłam, że moja obecność na pewno mu przeszkadza.
Aż nagle nasz syn zapytał:
- A znaleźliście jakąś walizkę?
- Jaką walizkę? - zapytał mąż
- Nie czytałeś mojego SMS-a? Zepsuła mi się walizka i muszę kupić nową przed wyjazdem.
No i okazało się, że syn wcale nie prosił o "dużą wazelinę", tylko o "dużą walizkę", a mój mąż nie doczytał dokładnie i wyszło co wyszło.
Zdaję sobie z tego sprawę, że jestem przewrażliwiona i szukałam problemu tam gdzie go nie było, ale tak czy inaczej ulżyło mi.
Miałam wtedy 4 latka. Tata zabrał mnie do teatru na spektakl dla dzieci "Królewna Śnieżka". Oglądam spokojnie, gdy nagle zaczyna się scena z zatrutym jabłkiem. Wszystkie dzieci na sali krzyczą "Nie jedz tego! To trujące! Nie jedz!". Nastała chwila ciszy, aktorka zbliża jabłko do ust i nagle ja krzyknęłam na całą salę "Tato, to ona będzie je jadła ze skórką?".
No cóż, aktorzy nie mogli się powstrzymać ze śmiechu i musieli na chwilę przerwać spektakl :D
Moja przyrodnia siostra jest upośledzona.
Nie jakoś bardzo, w ramach codziennych spraw wymaga nadzorowania rzeczy typu - zapłaciłaś za mieszkanie? Działa nieźle.
Ma też chłopaka. Też upośledzonego.
Mają 22 lata.
Planują dziecko.
Ostatnio moja uzależniona od seansów „Gry o Tron” dziewczyna postanowiła nadać pikanterii naszym intymnym zbliżeniom. Parę dni temu podczas seksu wykrzyczała coś w stylu „Piłuj mnie braciszku, tak jakbym była twoją Cersei!”. Cała atmosfera pękła niczym mydlana bańka i zdecydowanie odechciało mi się kontynuowania wiadomej czynności. Wczoraj jednak znowu wylądowaliśmy w łóżku i wszystko szło bardzo ładnie, aż do momentu, gdy moja ukochana ściągając mi spodnie rzekła „Ach, tu się kryjesz, mój dzielny Tyrionie!”.
Jak mam jej powiedzieć, że nie chcę się w to już bawić?
Dodaj anonimowe wyznanie