#1zoGA
Poszliśmy do przytulnej restauracji.
On nawet niczego sobie - miły, sympatyczny, z poczuciem humoru. W pewnej chwili pomyślałam sobie, że nawet jest w pewnym sensie w moim guście.
Kwiatki, winko, kolacja przy świecach. Idealnie!
Czar prysł, kiedy w owej restauracji mój prawie ideał z szerokim uśmiechem na twarzy powiedział mi:
- TY ŻEŚ DZIOUCHA JEST DUPNO!!!
Pierwsze co przyszło mi do głowy, to strzelić mu w pysk i wyjść.. i tak zrobiłam.
Dopiero później, kiedy byłam już w domu, zadzwoniłam do mojej przyjaciółki się wyżalić i opowiedzieć jej o całej sytuacji. Dopiero ona mnie uświadomiła, co to znaczy DUPNO DZIOUCHA.
Na pewno nie jest to ktoś, kto ma gruby tyłek.
Jak w tym kawale o warszawiance i Ślązaczce.
Powiedz im "weź się odpierdol" to warszawianka się obrazi, a Ślązaczka ładnie ubierze.
Już Cię za dupną dziouche zapewne nie uważa.
No rozumiem że mogłaś się poczuć urażona, ale żeby od razu po ryju?
Nie ma to jak zachować się jak stereotypowa psychiczna laska zamiast zapytać co to znaczy.
Dobra ale co to w końcu znaczy?
No że ładna z niej dziewczyna.
@sapernik dzięki
@sapernik... no chyba nie bardzo. Ty żeś dzioucha jest dupno bardziej znaczy, że jest udana. W tym sensie, że powiedziała coś smiesznego, ew. popełniła jakąś gafę i on się z niej trochę naigrywał (ale w pozytywnym sensie). Jakby chciał jej sprawić komplement powiedziałby, że jest gryfno
Takiego fajnego synka żeś ciulła ty gorolico wredno.
nie prosciej bylo zapytac, co mial na mysli?
Nie prościej było nie mówić po śląsku wiedząc, że dziewczyna nie rozumie?
Inetta Ale zeby od razu po twarzy walic?
Inetta to tez musi być ograniczona. Ja nigdy na Śląsku nie byłam w sumie i kojarzę jakieś słowa z filmów, książek itp.
Jo to dupca... XD
A chłopak nie mówił do ciebie w języku polskim, tylko po Śląsku, bo...?
Mógł po prostu wtracic takie zdanie do rozmowy. Mi, jako osobie, która również pochodzi ze Śląska też zdarzają się takie "wtrącenia"
Czy jeżeli wiesz, że twój rozmówca nie zna śląskiego, to również pozwalasz sobie na takie wtrącenia? <pytanie z ciekawości>
@Braks tak, ale nie jest to robione specjalnie czy złośliwie.. To swego rodzaju "odruch" (?)
Oczywiście od razu wyjaśniam co dane słowo znaczy
też tak często mam.. uważam że to normalne słowo a nie śląski i tylko taki wyraz twarzy "wtf" mówi że jednak nie :)
A co w tym dziwnego? Jeśli człowiek pochodzi np. z takiego śląska, to te wszystkie gwarowe słowa i wyrażenia są dla niego całkowicie normalne, naturalne. Nie ma tak, że człowiek sobie myśli „hmm, to określenie jest typowo śląskie, więc lepiej użyję innego”. Tak jak MalaWredota pisze, to odruch. W mojej rodzinie od lat używa się słów rosyjskich, niemieckich i z dawnej gwary mazurskiej. Czasem i mi się zdarza znajomemu powiedzieć, żeby szubę na schaby założył, albo że muszę ubrania przechechłać, zanim wyjdę, albo że zrobiłam coś na abarot. Nie specjalnie, po prostu całe życie się tak u mnie mówiło.
Braks, kiedy przyjechałem z Poznania do Warszawy, ciągle wtrącałem coś z gwary - zupełnie nieświadomie. To chyba dość naturalne, gdy słyszysz regionalizmy na każdym kroku i nie zdajesz sobie sprawy z tego, że nie w każdej części kraju to zrozumieją.
Co innego coś wtrącic a co innego powiedzieć całe zdanie. Ja mieszkam i pracuje w niemczech, dokładnie pracuje z jedzeniem. Ile razy zdarzyło mi się do rodziny powiedzieć nazwę np warzywa po niemiecku. Ale jednak gadam z nimi normalnie i zdaje sobie sprawę w jakim języku mówię. Chłopak z wyznania raczej powiedział to specjalnie po slasku, co dla mnie jest bez sensu, bo wielość Polaków tego nie rozumie
Ja np nie pochodzę z kraju anglojęzycznego a w rozmowie z kimś czasem rzucę jakims słowem z języka angielskiego jeśli ono bardziej oddaje to o czym chce powiedzieć, to co dziwnego w tym że ślązak mówi po "swojemu"?