#1tdMX
Zaczynając od początku, gdy miałam około 7 lat w mojej rodzinie zaczęły pojawiać się dzieci (mniej więcej co 2 lata nowe). Rodzina z tymi dziećmi bardzo lubiła przyjeżdżać do nas do domu. I jak wyglądały takie zazwyczaj wieczorne odwiedziny? Moi rodzice i rodzice tych dzieci siedzieli sobie przy stole na pogaduszkach... a ja? Ja musiałam zajmować się początkowo tym jednym rocznym dzieckiem, potem już dwoma, trzema, bo zawsze był tekst: Idźcie do pokoju Ani (imię zmienione) pobawić się z nią, ona ma zabawki w swoim pokoju itp.
Jak to wyglądało w praktyce? Ulubieni goście przyjeżdżali nawet na tygodniu, nie tylko w weekendy. Zamiast wieczorem odrabiać lekcje, musiałam siedzieć z tymi dziećmi. Ja 11 lat i troje małych dzieci, gdzie najmłodsze nawet nie mówiło a reszta biegała po pokoju, wyciągała moje zabawki z szafek - oczywiście niszcząc je przy tym. Nie słuchały się mnie, biły się między sobą, Wokół był pisk i płacz. A rodzice tych dzieci? Nic sobie z tego nie robili, mieli gdzieś co robią ich dzieci. Gdy mieli już jechać, przychodziła ich matka, a na widok popsutych zabawek obracała wszystko w żart, bo to tylko dzieci.
Z wiekiem gdy te dzieci rosły problem był większy, więcej wrzasków, biegania po domu, zaglądanie do każdych zakamarków, pchanie paluchów do komputera, pralki. Moi rodzice też usprawiedliwiali je tym, że są dziećmi, że ja też taką byłam - pamiętam doskonale, że nie.
Pewnego razu nie wytrzymałam. Miałam wtedy 15 lat, była jesień, na dworze padało. Gdy "kochana " rodzinką przyjechała przywitałam się z nimi po czym wyszłam na dwór czym prędzej, nie tłumacząc gdzie wychodzę. Wolałam marznąć na dworze 2h niż z nimi siedzieć. Co zastałam w domu gdy wróciłam? Pobite lustro w przedpokoju, wyrwany wieszak na ubrania że ściany, wszechobecny syf i rodziców próbujących to posprzątać. Gości już nie było, ponoć zabrali się szybko po tym jak gówniarze pobiły lustro.
Rodzice zdziwieni: Ty wiesz jakie to rozwydrzone dzieci??? Co one tu wyprawiały??? - wiem - odparłam - szkoda, że wy nie widzieliście tego wcześniej. Po tym zdarzeniu kochanej rodzinki nie było dobry miesiąc, a jak już przyjeżdżali to ja zawsze wychodziłam na dwór.
Jak ja to dobrze znam. Też zawsze było,że przyjeżdżali goście i ładowali dzieciory do mnie -.- Taktykę też miałam podobną, ledwo wchodzą, a ja pilnie muszę wyjść, niech się sami męczą.
nie poniszczyli ci zabawek, sprzetu, przyborow szkolnych?
Niektórzy rodzice są słabi w wychowywanie i lubią zrzucać swoje dzieci innym na głowę przy każdej możliwej okazji. Po takich doświadczeniach może trudno w to uwierzyć, ale istnieją też nierozwydrzone dzieci :)
Oj tak. Też doskonale pamiętam takie sytuacje. Co prawda nie przełożyło się to u mnie na niechęć do dzieci, ale za to nie lubię niezapowiedzianych zjazdów rodzinnych w moim domu. Najgorszy moment następuje, kiedy masz już te 15 lat i ani to pogadać z dorosłymi, bo każą się zająć młodszym kuzynostwem, ani to z kuzynostwem spędzać czasu chęci nie ma.
Właśnie tak się kończy ładowanie dzieci do opieki dzieciom.
Wcale ci się nie dziwię.
A ja nie lubię, bo nie lubię. Też mam pisać o tym wyznanie?
Tak, napisz. Moze bedzie ciekawe.
Nic z tego, nie będzie ;D
Mój kuzyn był ze mną w pokoju, on chciał robić coś brokatem a ja powiedziałem że nie bo rozwali wszystko i poszedłem umyć ręce bo mi się czymś pobrudziły, jak wróciłem yo zobaczyłem kuzyna z pustym pojemnikiem po brokacie i złotym brokat na dywanie
Jak ja to rozumiem. Do pokoju obok do brata przychodził kolega z dzieckiem, oni sobie we dwóch siedzieli a dziecko robiło co chciało, czasami wręcz bezczelnie mi je podrzucał a później jak wychodził to wołał dziecko, nawet do mnie nie zaglądając żeby sie pożegnać, podziękować za opiekę czy chociaż powiedzieć "pocałuj mnie w dupe"...
bylo zamykac pokoj na klucz
nie ogarniam rodzicow, ktorzy robia sobe darmowa nianke ze starszego rodzenstwa lub wlasnie dzieci ludzi, do ktorych ida w gosci
ile bylo takich sytuacji, kiedy bachor wppuszczony do cudzego pokoju poniszczyl czesto zdrowy sprzet, a rodzice na pomysl zwrotu kosztow pierdzielili, z eto tylko dziecko i on nie chcial :/
Nie każdy ma klucz do pokoju
Mi dzieciaki obrzydzila znajoma, ma tylko dwojke (lvl 5 i 4) ale ciagnie je ze soba doslownie wszedzie. Po ostatniej wizycie chyba juz jej nie zaprosze, dzieciaki dostaly kubek mleka i po kawalku ciasta, ktore rozkruszyly doslownie po calym domu, i ktore pozniej wygrzebywalam wykalaczka z pomiedzy desek podlogi. Mleko rozlane doslownie wszedzie. Ktores z nich nasikalo na ozdobna poduszke po babci (zauwazylam po ich wyjsciu), i nawet nie uslyszalam przepraszam. Lubie ta kobiete, ale jej dzieci nie trawie.
to zależy od wychowania xd