#1moHc

Lata wyśmiewania, obelg i niezrozumienia. Własna matka była w stanie mi powiedzieć, że spasłam się jak świnia. Mąż też potrafił mi się śmiać w twarz podczas kłótni, że jestem gruba albo wyzywać od leni. Ciągła depresja, brak miesiączki, trudności z zajściem w ciążę, zaczątek wdowiego garbu... No po prostu dramat. Były dni, kiedy nie chciałam wstawać z łóżka, leczyłam się na depresję. Gdy poszłam do ginekologa, powiedział mi, że mam przestać chodzić do McDonalda, to okres mi wróci. Kolejny powtórzył to w mniej dotkliwych słowach. Trzeci postawił diagnozę, że to PCOS i mam brać inozytol, witaminę D i będzie lepiej. Nie było. Miałam za sobą specjalistyczne diety: niskowęglową, Dukana, keto, i wiele, wiele innych. Katowałam się na siłowni, byleby schudnąć, ale naprawdę nic to nie dawało i nikt mi nie chciał wierzyć, że naprawdę się staram, ale nie idzie. Po prostu widziałam tylko dno i trzy metry mułu naokoło.

Co się okazało po tych wszystkich latach?

Guz przysadki mózgowej. Uleczalny. Wycięli mi go i w ciągu roku schudłam, nie mam depresji, miesiączka wróciła. Chodzę na terapię małżeńską z mężem i mamy się powoli dobrze. Lekarz uratował mi życie, pomimo tego, że nie było zagrożone, chociaż myślę, że jeszcze kilka lat i pewnie byłabym w grobie. Od lat miewałam myśli samobójcze. To były tak straszne lata... Wiedziałam, że COŚ mi jest, a każdy mnie odsyłał z kwitkiem i mi nie wierzył. Żaden lekarz. Tylko teksty, że wymyślam, jestem przewrażliwiona, taka moja uroda. Własna rodzina mi nie wierzyła.

Nigdy nie sądziłam, że ucieszy mnie diagnoza guza, ale powiem Wam, że ucieszyła. Bo w końcu wiedziałam, co mi jest. Po prostu jestem przeszczęśliwa.
12Dzwonnik12 Odpowiedz

Pogratulować! Dobrze że w końcu ktoś postawił prawidłową diagnozę..

Abigaila37 Odpowiedz

Perełko, skoro już jesteś zdrowa to teraz na pewno wszystko pójdzie lepiej. Tego ci życzę z całego serca.

Oprocznieba Odpowiedz

Nie mam słów na lekarzy. Jak ręka nieuyebana i przyczyny nie widać gołym okiem to można się z nimi bujać latami i wysłuchiwać o tym jakim się jest hipochondrykiem. Trzeba na prawdę szczęścia i samozaparcia żeby ktoś w końcu poszukał, połączył wątki, skierował na badania i postawił dignoze, a przy tym nie stracić wiary w siebie. Cieszę się że u Ciebie to się super skończyło!

skurwinator Odpowiedz

Ja zawsze mówię, że lepsza jest zla diagnoza, niż lata poszukiwania diagnozy i życie w nieświadomości. Oczywiście pomijam sytuacje, kiedy diagnozą jest jakaś niuleczalna choroba bądź rychła śmierć, ale to czego tak często się boimy - guzy, nawet jakieś zmiany nowotworowe bardzo często są uleczalne. Czasami powazne objawy daje jakaś pierdoła, zakażenie bakterią. Czasem problemy całościowe organizmu wynikają z problemów hormonalnych, czasem jakiś organ nie funkcjonuje poprawnie. Wszyscy się boimy usłyszeć od lekarza, że niezbędna będzie operacja, może leczenie farmakologiczne do końća życia, może amputacja, stomia, etc, ale hej - dzięki temu można często gęsto żyć potem jeszcze długie lata w spokoju, bez bólu, całkiem komfortowo. Najgorsze jest bujanie się od lekarza do lekarza po nic.

BanonC Odpowiedz

Chwała Bogu, że dobrze się skończyło. Może to dobry czas do refleksji, że to Bóg mógł Ci pomóc?

MaryL2 Odpowiedz

Strasznie mi przykro to czytać :( zdrowa osoba nigdy tego nie zrozumie. Mam nadzieję, że teraz będzie już tylko lepiej!

Dodaj anonimowe wyznanie