#4bQCQ

Moja młodsza o dwa lata siostra Ala wpadła z najlepszym przyjacielem. Znali się od przeszło 15 lat, zaczęli ze sobą chodzić i po pół roku była w ciąży. Chłopak ze wsi, z zasadami, to szybko się oświadczył, a zaraz po tym był ślub. Na świat przyszedł Michał.

Na początku jeszcze to małżeństwo jakoś funkcjonowało, zwłaszcza że szwagier 95% czasu spędzał poza domem (praca w Niemczech), by utrzymać rodzinę. Siostra nigdy nie pracowała i pracować nie zamierza, pomimo że bywa u nich cienko z kasą, a moja mama chętnie zajęłaby się dzieckiem.

Siostra ma też trudny charakter. Męża nazywa dupkiem, świnią. Do dziecka też się potrafi odnieść w podobnym tonie. Jak się Michała zapytasz, kto to tata, to bez wahania odpowie, że świnia. Do tego dochodzi moja trzecia siostra, Wiktoria (lat 38, niezamężna, z ogromną niechęcią do facetów), która buntuje młodszą przeciw mężowi, dziecku, całej jej rodzinie. Uczy małego, że tata jest niepotrzebny, na co on komu, że to gnój i świnia. Ala jej na to pozwala i jeszcze cieszy się jak głupia.

W domu Ali panuje wszechobecny syf. Ostatnio kazała mężowi wynająć mieszkanie z 4 pokojami, a nie trzema jak dotychczas, bo "ona się nie mieści". Z tym że użytkuje tylko jeden pokój, bo dalsza ich część służy jako magazyn.

Michał nie jest zaniedbanym fizycznie dzieckiem. Jest czysty, najedzony, ma ładne ubrania, ale pod względem psychicznym i rozwojowym bywa w tyle. I to nie z powodu jakiejś choroby, tylko lenistwa siostry. Ma 3,5 roku, a nadal sika w pieluchę. Nie potrafi nazwać kolorów. Staram się go uczyć pewnych rzeczy jak go widzę, ale nie jestem w stanie nadrobić braków, jakie narobiła jego mama. Moja matka też często pomaga uczyć Michała, ale siostra potem tego z nim nie powtórzy i całe nasze wysiłki jak krew w piach.
Do tego dochodzą jeszcze szantaże dziecka, często groźby typu "jak nie będziesz grzeczny, to wsadzę cie do pociągu i wywiozę do ojca". No nóż się w kieszeni otwiera.

Rozmawiałam i z Alą, i z Wiktorią. Nawet z mężem Ali, że tak być nie może. Dziecko nie powinno być zaniedbywane na rzecz telefonu i świętego spokoju. Nie powinno wychowywać się w brudzie i nienawiści. Szwagier obiecał, że pogada z Alą, ale ja wiem, że to na nic. Wpatrzony jest w nią jak w obrazek, a ona jest na tyle głupia, że nie da sobie przepowiedzieć.

Nie wiem co mam robić. Nie chcę dzwonić do MOPS-u, ale chyba będę musiała, jak sytuacja się nie zmieni.

#JxjxD

Znacie program "Śmiechu warte"? Znacie.
Znacie "Świat według Kiepskich"? Znacie.
A znacie nieśmiertelny gag o stawaniu na grabiach? Znacie.

Ja. Mój brat. Mój kuzyn. Szczyle.
Przed oczami wizja kilkusekundowej popularności w wyżej wspomnianym programie.
Kamera podwędzona rodzicom.
Nas troje.
Grabie jedne.
Brat został operatorem kamery, ja główną aktorką, a kuzyn ratującym mnie i przez to wpadającym w błoto.
Plan idealny.
Kamera! Akcja!
Biegnę przez pole i z całym impetem naskakuję na grabie. Pędzący kij wbił się w moje czoło z niesamowitą prędkością. Zemdlałam.
Obudziłam się po zaledwie kilkunastu sekundach. Co ujrzałam?
Moich wspólników próbujących wykopać dół grabiami. Uznali, że łatwiej jest zakopać zwłoki, niż biec po pomoc, przyznać się rodzicom o skradzionej kamerze i głupim pomyśle.

Minęło ponad 15 lat, dawno po naszych osiemnastkach, a ja wciąż nie mam zamiaru z nimi pić. Myślą, że abstynentka. Ja tam dobrze wiem, co oni zrobią jak zaliczę zgona.

#J9jgw

Moich 18. urodzin nie wspominam zbyt dobrze, ale jednym z niewielu plusów było to, że do moich oszczędności doszła spora sumka pieniędzy.

Postanowiłam się trochę rozerwać, odbić sobie nieudaną imprezę i poleciałam na wagary do Paryża, a dokładniej bawiłam się w Disneylandzie. Nikt się nie zorientował, co odwaliłam, bo powiedziałam rodzicom, że idę spać do koleżanki (w nocy miałam odlot), a następnego dnia od pierwszej godziny lekcyjnej były lekcje, zajęcia dodatkowe kończyłam o dwudziestej, więc zdążyłam wrócić do domu. Zwolnienie sobie sama napisałam (jeszcze nie było elektronicznych dzienników itp.).

Pierwszy raz poczułam się wtedy pełnoletnia i wolna. Może jedynie niezbyt dojrzała, ale żyje się tylko raz.

#466N4

W mojej rodzinie kolędowanie w Wigilię jest jedną z najważniejszych tradycji. Każdy, kto dostanie prezent musi zacząć śpiewać kolędę, a inni dołączają (najlepiej, żeby kolędy się nie powtarzały).
Moja mama w związku z tym zawsze opowiada, jak to jak była mała nie wiedziała, że kolęda "In Exelsis Deo" to nie po polsku, a zamiast tego na całe gardło śpiewała: "Gdy się Chrystus rodzi i na świat przychodzi... Gloria! Gloria! I NIECHCĄCY ZDEEEECHŁO!".
Choć słyszałam tę historię tyle razy, do dziś śmieję się do łez.

#uotA3

Mój znajomy z osiedla był w więzieniu dwa razy (ok. 1 rok i 2,5 roku) i bardzo sobie chwali pobyt. Systematyczna opieka lekarza i psychologa, regularne posiłki (smaczne!), regularne ćwiczenia, odpoczynek od nałogów/używek, regularny sen, brak troski, brak nudy (gry w karty, monopoly, czytanie książek), ciekawi ludzie z opowieściami. Ogólnie ten kolega każdemu poleca taki pobyt do 3-6 miesięcy na odstresowanie...

#GKvAo

Mieszkałem w akademiku, w którym imprezy były na porządku dziennym (chyba jak w każdym akademiku, ale mniejsza z tym). Nie przeszkadzało mi to zbytnio, do pewnego czasu...

Otóż jakieś dwa lata temu przygotowywałem się na ważne kolokwium, które po prostu musiałem zaliczyć. Dzień przed tym kolokwium wszystko sobie powtórzyłem i poszedłem wcześniej spać, aby się wyspać. O 2:00 w nocy jakieś towarzystwo wróciło z klubu i przeniosło imprezę do akademika, w pokoju gdzieś niedaleko mnie... Nie szczędzili decybeli, muzyka napierdzielała tak, aż drżały ściany. Oczywiście się zbudziłem i bardzo mi się to nie spodobało, więc postanowiłem coś z tym zrobić.
Nie miałem zamiaru ich opierdzielać, bo po pierwsze zapewne nic by to nie dało, a po drugie należę do nieśmiałych osób i takie przemówienia w moim przypadku raczej nie wchodzą w grę.
Wpadłem na pomysł wyłączenia bezpieczników, aby uciszyć muzykę. Nie chciałem wychodzić z pokoju, więc postanowiłem zrobić zwarcie poprzez podłączenie nożyczek do przewodów od miernika i podłączenie tych przewodów do gniazdka... Wiem, że ten pomysł jest kretyński, ale mi wydał się idealny. Jak postanowiłem, tak zrobiłem (nie, nie pieprznął mnie prąd :D). Wetknąłem przewody do gniazdka, w gniazdku pojawiła się niebieska iskierka, zza drzwi było słychać tylko charakterystyczny trzask wyłącznika i jęk zawodu imprezowiczów, a sama muzyka ucichła. Ja poszedłem spać.

Gdy wcześniej dochodziło do zwarć w naszym akademiku to wyłączały się tylko "pstrykane" bezpieczniki odpowiedzialne za bodajże trzy czy cztery pokoje. W tym przypadku było inaczej, otóż wypierdzieliło jakiś główny bezpiecznik odpowiedzialny za całe piętro i nie można było go z powrotem włączyć, trzeba było czekać na elektryka. Elektryk przyjechał dopiero o 10:00, skutkowało to tym, że ludziom na całym piętrze rozmroziły się lodówki (oczywiście wszelkie mrożonki były do wyrzucenia), a gdy musieli rano się umyć lub skorzystać z toalety to musieli robić to po ciemku. Dodatkowo było to kilka dni przed sesją, więc jeśli ktoś się uczył w nocy do sesji, to mu to uniemożliwiłem... Wszyscy myśleli, że zwarcie powstało przez przypadek, nikt nie ma pojęcia, że doszło do tego z mojej winy. Jestem skończonym idiotą :D

#3QZwt

Sporo kobiet marzy o chwili zaręczyn. O klękającym przed nimi ukochanym mężczyźnie, wyciągającym w ich stronę piękny pierścionek. Najlepiej w drogiej restauracji. Reszta klientów czeka z niecierpliwością, a gdy zabrzmi "tak" biją brawo.

Wiecie, jak wyglądały oświadczyny w wykonaniu mojego już męża? Nie przelewało nam się. Do tego stopnia, że nad wydatkiem rzędu 20 zł musieliśmy zastanowić się 3 razy. Pewnego dnia przyszedł do mnie z Tymbarkiem w szklanej butelce, szarpnął za kapsel, przeczytał, wziął moją rękę i zawleczkę zatknął mi na palec. Na zawleczce było napisane "Uśmiechem do mnie mów". Aby nie było wątpliwości, przyjął pozę nonszalancką i z uśmiechem 10-latka zapytał "Będziesz tak do mnie mówić do końca życia?".
Dziś ten kapsel wisi na tablicy korkowej w naszej sypialni i zawsze, kiedy jesteśmy na siebie źli - idziemy jeszcze raz go przeczytać i przypomnieć sobie, o co tak naprawdę chodzi w miłości.

#I9tZn

Była sobie mała dziewczynka, która w wieku 7 lat została mamą dla swojego braciszka. Mama prawdziwa upijała się, biła tak, że dziewczynka ze strachu się moczyła. Dziewczynka potrafiła karmić, przewijać i ubrać niemowlę, potrafiła wszystko, ale odebrało jej to dzieciństwo.
Tak, odebrano mi je, mam już 17 lat i męczę się sama z sobą.

#xkFwx

Jakieś dwa  lata temu, może dłużej, spotkałam dziewczynę w krakowskim tramwaju. Jako że była 1.00 w nocy, myślę, że z uczelni nie wracała.
Nie powiem, nie należała do brzydkich osób.
Jechała tak kilka przystanków, kiedy zaczepiło ją kilku niezbyt trzeźwych i mało rozgarniętych Sebków o gabarytach niedźwiedzia. Wykrzykują klasyczną plątaninę bajerów, że ładna, że może by się umówili, a ona starała się ich tylko ignorować.
Kiedy tramwaj miał się zatrzymać na przystanku, dziewczyna wstała, a jeden z nich klepnął ją w tyłek.

I teraz akcja.

W życiu nie widziałam tak szybkiej reakcji. Dziewczyna obróciła się na drążku i z półobrotu przywaliła Sebkowi prosto w twarz. Dodam tylko, że miała urocze glany :)
Tramwaj się zatrzymał, dziewczyna wybiegła, a chłopaczek po wiązance niecenzuralnych słów prawdopodobnie musiał udać się na pogotowie, gdyż nos na pewno został złamany. Chcąc uniknąć nieprzyjemności związanych z nagłym atakiem śmiechu, wysiadłam na tym samym przystanku.

Dziewczyno, jesteś moim bohaterem!!

#ZGsgf

Blisko 30 lat temu pracowałem w pewnej rodzinnej firmie. Żona szefa (niech będzie pani Grażyna), która pracowała w księgowości (nie mając na ten temat pojęcia), chciała pewnego dnia jakiś dokument ode mnie. Poszedłem więc do mojego pokoju, wziąłem odpowiedni segregator i znalazłem ksero tego dokumentu z adnotacją, że dałem go pani Grażynie 2 tygodnie wcześniej.

Idę do niej i mówię, że dałem jej ten dokument przed dwa tygodniami. Ona machając jakąś kartką, mówi:
- Gdyby pan dał, to bym miała. Skoro nie mam, to pan nie dał. Proszę o dokument.
- Ależ pani na pewno ma ten dokument.
- Pan jest bezczelny! Nie mam go, pewnie pan go zgubił!
Spojrzałem na kartkę w jej dłoni i spokojnie powiedziałem:
- Trzyma pani ten dokument w ręku...

I nastąpiła piękna cisza :)
Dodaj anonimowe wyznanie