#13IU5

Historia będzie o dziwnym, a raczej już chorym współlokatorze.

Przed pierwszym rokiem studiów dosyć szybko zaczęłam szukać stancji. Zaraz po tym, jak pogodziłam się z tym, że rodzice nie zapłacą za kawalerkę, zaczęłam szukać pokoju. Warunkiem było to, że co weekend będzie mógł bez problemu nocować mój chłopak (zaczął studia zaoczne). Pomijając mieszkania z widokiem na balkon (jeden pokój ma drzwi na balon, a drugi okno), mieszkanie 4-pokojowe z 12 lokatorów itp., w końcu znalazłam coś, co byłam w stanie zaakceptować. Pokój w domku jednorodzinnym, oddzielna kondygnacja, brak opłat za rachunki i przystępna cena, dosyć niska jak na bardzo dobrą lokalizację. Przy oglądaniu pokoju (są dwa na kondygnacji) poznałam współlokatora (nazwijmy go x). Podpisałam umowę i jedyne co zostało, to wrócić za 3 miesiące z rzeczami.

Wprowadziłam się i pierwsze dni, a nawet tygodnie, mijały w spokoju. X nie spotkałam przez kolejne dwa miesiące. Jednak nie mogło być wiecznie tak pięknie. Nagle z zamrażarki zaczęły ginąć mi pierogi. Nie byle jakie, bo od babci! Od mamy bym zrozumiała, ale od babci pierogów nie dam sobie kraść. Problem był w tym, że winnego nie było. Kolejno zniknęło pół kilo płatek śniadaniowych i inne studenckie jedzenie. Winnego trzeba było znaleźć. Poszłam do właścicieli wyjaśnić sytuację, niestety zwyczajnie się nie dało tego rozwiązać. X miał tendencje do wyjeżdżania za granicę, wracania po 2 czy 3 miesiącach i dopiero płacił za pokój. Jednak gdy nie było z nim kontaktu, a dług u właścicieli był ogromny, postanowili wyjąć szybę z drzwi (większość drzwi to szyba), pozbyć się jego rzeczy i znaleźć nowych najemców. Gdy x usłyszał głosy i próbę wyjęcia szyby, w końcu otworzył drzwi, miał zejść do właścicieli na rozmowę i wyjaśnienia zaraz po prysznicu. Prysznic wziął, potem zniknął na kolejny miesiąc, nie docierając na rozmowę. Tym razem pokój został otwarty.

Na stancję próbował wrócić jeszcze raz, jednak wymienione zamki w drzwiach wejściowych na to nie pozwoliły oraz to, że właściciel stwierdził, że wpuści go, jak będzie miał pieniądze. Padał deszcz, więc wręczył tylko właścicielowi komputer, który miał ze sobą, aby go schował w domu (była 3 w nocy) i powiedział, że wróci jutro z pieniędzmi. Już nigdy tu nie wrócił. Zostawił wszystkie swoje rzeczy. Poszwę na kołdrę (prawie pełną) wypełnioną śmieciami i nowymi koloniami bakterii oraz meblościankę wypełnioną butelkami. Butelkami od 0,5 l do 3 l wypełnionymi moczem. Tak, spędził cały ten czas w pokoju, nie wychodząc. A właściwie wychodząc tylko po to, żeby ukraść moje jedzenie.

Uprzedzając pytania: nie wiem, gdzie robił kupę. Potrafiłam w domu spędzić cały weekend, a nawet i dłużej. Nigdy go nie spotkałam poza tą sytuacją z drzwiami.
agawaana Odpowiedz

płatek śniadaniowych? Dopełniacz (kogo? czego?): płatka / płatków

Livarot Odpowiedz

Jakoś nie chce się w to wierzyć. Jeśli nie było jakiegoś innego wyjścia którym czasem się wymykał (i przy okazji robił kupę) to po tygodniu by z nudów jajo zniósł. Tego nikt by nie wytrzymał.

3210

Trochę to wygląda na jakieś zaburzenie

Anonimka90 Odpowiedz

A jakby przewrócił się w pokoju, uderzył w głowę i umarł? Kiedy ktoś by się nim zainteresował?

3210

Jak można zainteresować się nieobecnością kogoś kto podobno jest za granicą?

Dodaj anonimowe wyznanie