Mam 26 lat i wczoraj dowiedziałam się, że jestem dla mojej mamy nikim. Jestem zwykłą kasjerką ze sklepu (mimo iż miałam wyższe stanowisko i już nie pracuję w sklepie). Mama nawet nie wie dokładnie, czym się teraz zajmuję. Jest jej za mnie wstyd. Jestem zerem. A to wszystko tylko dlatego, że mieszkam z narzeczonym i dopiero na przyszły rok chcemy zrobić wesele, na które oczywiście nie zasługuję, bo przecież zachowuję się jakbym żyła w małżeństwie, więc powinnam wziąć ślub i zapomnieć o zabawie, bo nie mam prawa ubierać białej sukienki, nie mam prawa cieszyć się z rodziną z faktu zawarcia związku sakramentalnego. Nie mam prawa istnieć, bo przynoszę wstyd rodzinie.
Mimo iż większość ludzi z tej rodziny bierze ślub, dopiero gdy urodzi się dziecko lub biorą ślub z rozsądku, to ja jestem wstydem dla całej jakże chrześcijańskiej rodziny. Od babci usłyszałam tylko "co ludzie powiedzą?!".
Jestem załamana.
Wspominaliśmy rodzinnie przy stole wszyscy zeszłe mikołajki, każdy opowiadał co śmiesznego dostał w dzieciństwie, jak dawniej mikołajki wyglądały itd.
Jak byłem małym brzdącem (8 lat), to mama z tatą zorganizowali mi i mojej młodszej siostrze najlepsze mikołajki w życiu. Przyszedł Mikołaj (mój tata, oczywiście o tym nie wiedziałem) i dał mi mnóstwo prezentów. A potem z mamą zamknęli się w pokoju, a mama powiedziała żebym popilnował siostry, bo mama z Mikołajem muszą pogadać o tym co za rok nam kupić. Ja, jak to dzieciak, ciekawy co dostanę za rok, podszedłem pod drzwi do sypialni i zamiast rozmowy, słyszałem stęki mojej mamy i słowa "czekaj, gdzieś tu były gumki". Mniej więcej kojarzyłem o co chodzi i wiedziałem, że to normalnie uchodzi za zdradę, pomyślałem, że Mikołaj stanowi wyjątek i w obawie przed tym, że zostanę nakryty na tym, że podsłuchuję, szybko czmychnąłem do pokoju oglądać prezenty, zaraz później poszedłem spać wraz z usypiającą siostrą.
Niecały rok później dowiedziałem się, że Mikołaj nie istnieje i skojarzyłem fakty, że to był mój tata i jak bardzo kochany się okazał urywając się w połowie delegacji, doceniałem to bardzo.
Do czego zmierzam. Siedząc przy stole i rozmawiając z rodziną, mój tata nagle rzekł
- Ja pamiętam, jak kiedyś byłem na delegacji dwutygodniowej i Leszek (taty młodszy brat, imię zmienione) przyjechał przebrany za Mikołaja i zrobił dzieciom prawdziwe mikołajki.
Tak, macie rację. W tym momencie się dowiedziałem, że to nie był tata.
PS Przy tym stole Leszka nie było, gdyż przy stole była rodzina od strony mamy, a mikołajki, że ktoś przyjechał przebrany, miałem tylko raz. Reakcja mojej mamy nie była jakaś specjalna, gdyż nie wiedziała, że wiem.
Co tu począć...?
Przyjaźniłam się od 10 lat z chłopakiem. Miał dziewczynę, tę samą od 5 lat, z którą mieszkał, i z którą od przynajmniej 3 lat mu się "nie układało". Nie lubiłam jej - typ pasywno-agresywny, na dodatek jakoś nie mogłyśmy nigdy się dogadać. Ona chyba była o mnie zazdrosna, bo podobałam się jej facetowi, a ja o nią, bo była ode mnie o wiele inteligentniejsza.
Jakiś czas temu zaczęłam coś czuć do tego przyjaciela i, jak się okazało, on do mnie też. Postawiłam jednak jasny warunek - do niczego między nami nie dojdzie, póki będzie w związku. Nie lubiłam jego dziewczyny, ale w życiu bym nie zrobiła żadnej kobiecie takiego świństwa, żeby spać z jej facetem.
Któregoś dnia na imprezie mnie pocałował. Uznałam to za znak, że jest wolny. Zaczęliśmy się spotykać, a ja nie pytałam o jego związek, bo po co? Skoro obiecał nie tykać mnie, dopóki nie będzie singlem, to na bank ze sobą zerwali, prawda? Niestety okazało się, że nie.
Gdy tylko odkryłam prawdę, napisałam do jego dziewczyny i opowiedziałam wszystko. Była na mnie wściekła, usłyszałam wiele słów pod swoim adresem, ale zdecydowanie bardziej wściekła była na niego, więc utworzyłyśmy sojusz. Jeszcze tego samego dnia powiedziała mu, że spodziewa się dziecka. Facet oczywiście w szoku, bo przecież się zabezpieczali, ale w końcu wziął to na klatę. Ania (zmieniam imię) zaczęła symulować humorki ciążowe - na zmianę płakała, krzyczała, robiła sceny, doskonale się przy tym bawiąc. W tym samym czasie gość ani słowem mi nie wspomniał, że zostanie ojcem, choć nadal chodziliśmy na randki i widywaliśmy się niemal codziennie. Wtedy przyszła pora na drugi krok.
Na randce, przy świecach, powiedziałam mu, że spodziewam się dziecka. Nie chciał mi uwierzyć (jakbym to ja z naszej dwójki non stop kłamała...), ale uległ, gdy pokazałam mu spreparowane USG. Zrobił się zielony, wyszedł na balkon i stal tam ponad pół godziny. Potem wrócił z drżącymi rękami i oczami czerwonymi jak królik. W życiu nie czułam takiej satysfakcji!
Po miesiącu od mojego wyznania spotkałyśmy się z nim obie i przyznałyśmy się do spisku. Teraz myślę, że mogłyśmy go trzymać dłużej, ale miałam wyrzuty sumienia, poza tym miał dostać nauczkę, a nie zejść ze stresu.
Mam nadzieję, że facet już nigdy nie skrzywdzi żadnej kobiety. A co do Ani - nie jesteśmy przyjaciółkami, ale nasze relacje są lepsze, niż były kiedykolwiek. I to mi wystarczy.
Wkurzyłem rodzinę swoją, ale tą dalszą, 90% znajomych i księdza.
Pochodzę z małej miejscowości, ale wybiłem się i posiadam obecnie bardzo dobrą posadę i jednocześnie własną działalność. Pieniądze duże, no zdradzę, że specjalista w szeroko rozumianym IT. Mam także już żonę, z którą jeszcze jako dziewczyną chodziłem od końca liceum.
No i kiedyś postanowiliśmy w końcu zalegalizować związek...
Wizyta pierwsza - ksiądz:
- Oj nauki, potem co łaska, przystrojenie kościoła, muzyka z 10 tysięcy będzie (no tak, wiedział czym się zajmuję to mnie będzie stać).
Kuzynki: "Oj pewnie wesele w pałacu zrobią bo musi być wystawnie:. Znajomi tak samo: "musi być wystawnie".
Wyliczyliśmy, że całość - sala, kapela i alko dają około 250 zł na osobę, a pcha się około 90 par, to plus jakieś wydatki wychodzi około 50 tysięcy złotych. No i doszliśmy do wniosku iż lepiej tylko cywilny i tylko najbliżsi. Rodzice żony trochę oponowali, ale jak usłyszeli iż wolę tę kasę dać na dom to zgodzili się iż chyba lepiej. No w końcu córka zamieszka w domu, a nie mieszkaniu.
No i poszło. Na ślubie byliśmy my, nasi rodzice i 6 osób. Tyle. Poszliśmy potem na wykwintny obiad i koniec.
Gówno burza zaczęła się potem. Bo wszyscy liczyli na imprezę za free. A jedna kuzynka uznała to za niekatolickie i że już kieckę miała.
Parę lat temu poszedłem na rozmowę o pracę. Bardzo mi na niej zależało, więc wskoczyłem w nowy, niedawno zakupiony garnitur, odpicowałem się na prawdziwego Belmondo - gościa, którego urokowi osobistemu oprzeć się nie sposób. Nie mogło być mowy o wtopie. Zęby dokładnie umyte, włos nienagannie uczesany, koszula gładka niczym walcem przejechana... No, normalnie - książę z bajki.
Przyszedłem na spotkanie parę chwil wcześniej i skorzystałem z tych kilku minut zapasu, aby spuścić namiar płynu z pęcherza moczowego. Jako że zwykłem nosić spodnie z suwanym rozporkiem, trochę zajęło mi rozpięcie guzików w pantalonach od garnituru, ale luzik - czasu miałem zapas, więc zdążyłem jeszcze przejrzeć się w lustrze i upewnić, że ciągle wyglądam jak trzeba.
Pewnie zastanawiacie się czemu tak bardzo przykładałem się do mojego wizerunku przed tą rozmową. Cóż - od znajomych, którzy również aplikowali na to stanowisko, wiedziałem, że wywiad prowadzą trzy panie w średnim wieku. Dość surowe i bardzo zwracające uwagę na prezencję kandydatów.
I faktycznie - kiedy wszedłem do sali przy stole siedziały trzy babeczki, a przed nimi, w odległości jakichś trzech metrów stał stołek, na którym miałem zasiąść. Rozpiąłem sobie marynarkę i tak niby nonszalancko, na luzie, lekko rozluźniłem krawat. Rozsiadłem się niczym basza na swoim tronie.
Paniom chyba spodobał się mój luz, bo od razu wszystkie trzy uśmiechnęły się, jak na zawołanie. Rozmowa trwała chyba z 20 minut, a panie cały czas chichotały i zadawały jakieś takie dziwne pytania w stylu "czy lubi pan bajki?, "czy bywa pan dziecinny?", "jaki jest pana stosunek do filmów Disneya?". Odpowiadałem błyskotliwie, uroczo się uśmiechając, ale w głębi duszy zastanawiałem się co to ma wspólnego z pracą naczelnego operatora linii produkcyjnej... No, ale wypadłem chyba dobrze.
Rozmowa skończyła się i już miałem wychodzić z sali, gdy usłyszałem, jak panie szepczą między sobą.
- Powiesz mu?
- Nie, ty mu to powiedz...
Byłem już przy drzwiach.
- Proszę pana! - krzyknęła w końcu jedna.
- Słucham panią. - odrzekłem odwracając się z najbardziej efektownym, szarmanckim uśmiechem na gębie. Myślałem, że usłyszę, że wypadłem świetnie, że mam te robotę, że brawo ja i w ogóle miodzik. Ale nie...
- Ma pan rozpięty rozporek.
Patrzę na swoje krocze, a tam ostentacyjnie rozwarta dziura na wysokości mojego przyrodzenia. Mało tego - z tejże dziury spogląda sobie radośnie wielka, jebutna Różowa Pantera, której to wizerunek przyozdabiał moje bokserki.
Teraz już wiem skąd te śmieszki i pytania o bajki...
Nie, pracy nie dostałem, ale w moje urodziny listonosz przyniósł mi paczkę od nieznanego nadawcy. W środku znalazłem bokserki!
... ze świnką Peppą.
Bardzo, kur#a, śmieszne! Ale z drugiej strony - chyba mnie dobrze zapamiętały.;)
Mieszkam na południu Polski, w małej miejscowości. Od jakiegoś tygodnia warunki jak na Syberii. No może prócz temperatur, ale śniegu jest w pierony. Niemniej jednak taka pogoda jest niezłym sprawdzianem dla kierowców.
Miałem jechać w jedno miejsce, trasa jakieś 20 km, czas operacyjny, przy aktualnych warunkach na drogach, +/- 1 godzina. Więc w drogę.
5 kilometrów od domu, odcinek najpierw kawałek prostej, potem stromy zjazd i zakręt, prawie 90 stopni. Widzę sznurek samochodów. Myślę, pewnie coś się stało. Dojeżdżając praktycznie do samego końca prostej, przed samym zjazdem w dół, okazuje się, że wszystko w porządku na drodze. Kierowcy są ostrożni i dopóki jeden nie zjechał, drugi nie ruszał. Ale w tym całym tłumie znalazł się jeden, mistrz kierownicy.
Idiocie, bo na inne określenie nie zasługuje, nie chciało się grzecznie czekać. Więc rura swoim Q7 na lewy pas, omija sznurek i jedzie w dół. W pewnym momencie brakło mu jednak przyczepności i najpierw przygrzmocił w jadące z przeciwka auto, potem zrobił pełne 360 stopni na drodze i na koniec, ciągnięty tak siłą bezwładności władował się w jadący w tym samym kierunku, drugi samochód, będący na samym już zakręcie. Tego ostatniego uratowała bariera energochłonna, bo zaliczyłby 2-metrowy rów.
Efekt? 3 rozbite samochody, 4 osoby ranne, droga zablokowana na ładnych kilka godzin, sprawca wychodzi bez szwanku i uwaga, najlepsze, kompletnie nie poczuwa się do odpowiedzialności. A całą winę zwala na sznurek samochodów i to jadące z przeciwka, któremu władował się na pas.
Szkoda tylko, że przez takich imbecyli cierpią postronne osoby...
Chciałbym, żebyś wiedziała, że jesteś najgorszą osobą, jaką spotkałem w swoim życiu.
Nie zasługujesz na to, żeby być dziewczyną mojego przyjaciela.
Nabijasz się z jego ciała i ciągle mówisz, że wygląda jak trup.
Nie wiesz, że walczył z anoreksją. Byłem z nim cały czas i do dziś mam przed oczami widok jego wychudzonego ciała. Teraz jest o niebo lepiej.
I wierz mi, że ja kocham jego "kościsty tyłek", "patyczkowate nogi" i "wystające obrzydliwe żebra".
Przeszkadza Ci to, że on nosi bluzy, swetry, golfy. Nie wiesz, że ukrywa pod nimi blizny. Miał problem z samookaleczaniem. Nie powiedział Ci tego, bo boi się, że będziesz poniżała go jeszcze bardziej.
A ja kocham każdą jego bliznę i nie przeszkadzają mi te jego swetry, bluzy, golfy. Nawet w worku po ziemniakach będzie piękny.
Nabijasz się z jego włosów. Nie wiesz, że naprawdę są rude i dlatego je farbuje. Wstydzi się tego. Nie wiem, dlaczego. Naprawdę jest mu pięknie w rudym.
Twierdzisz, że ma "bagienne" oczy. Dla mnie są najpiękniejsze i mogę w nich utonąć.
Jesteś zła, bo nie pije na imprezach. Nie wiesz, że jego matką była alkoholiczką i on ma uraz do alkoholu. Nawet jego ojciec przy nim nie napije się piwa.
Jesteś zła, bo kocha pandy, a przecież "to takie dziecinne". Gdybym był na twoim miejscu, codziennie dawałbym mu w prezencie coś z pandami.
Denerwujesz się, że nie lubi wychodzić z domu. Taki po prostu jest. Gdybym był na twoim miejscu, siedziałbym z nim dzień i noc. Nie chciałbym zupełnie nic poza jego obecnością.
Nudzi Cię, gdy on zasypia na filmie. Robi to od dziecka. Zawsze wyłączam film i patrzę na niego. Jest lepszy niż jakikolwiek film.
Poniżasz go ciągle i masz mu za złe dosłownie wszystko. Mimo to, on nadal z tobą jest.
Nawet nie wiesz, jak bardzo Ci zazdroszczę. Kocham go od 10 lat i pewnie będę kochał go zawsze. Nigdy mu tego nie powiem, ale będę przy nim do końca.
Historia z dzieciństwa. Nie wiem ile mogłam mieć wtedy lat, ale tak około 6-7.
Był to czas, kiedy księża chodzą po kolędzie. Genialna ja stwierdziłam, że uzbieram troszkę pieniędzy i dam księdzu. Jak postanowiłam, tak zrobiłam. Uzbierałam 1,30 zł, tak po 5 i 10 groszy, same drobne. Przyszedł ksiądz, wszystko ładnie pięknie, już wychodził, a ja dumna podchodzę, wręczam mu te 1,30 zł i mówię: "Niech ksiądz kupi sobie lizaka".
Rodzina do dziś wypomina :)
Jestem samotną matką. Od ojca mojego dziecka odeszłam, kiedy maluch miał 2 miesiące. Okłamał mnie i zdradził z byłą dziewczyną.
Facet to chodząca porażka. Niestety, kiedy to do mnie dotarło, było już za późno. Alkoholik, DDA, nałogowy kłamca, nigdy nie dotrzymuje danego słowa, przez rok po rozstaniu znęcał się nade mną psychicznie, fatalny ojciec. W zasadzie chyba nie znam gorszego mężczyzny od niego. Wciąż sobie myślałam: znajdź wreszcie dziewczynę i daj mi spokój! Znalazł. I tu zaczyna się właściwa historia.
Pewnego dnia dostałam telefon od nieznajomego. Poprosił o spotkanie w sprawie mojej relacji z ojcem dziecka. Zgodziłam się. Spotkaliśmy się w towarzystwie adwokata. Paweł (imię zmienione oczywiście) zaproponował uregulowanie moich spraw pokrywając wszelkie koszta. Ale jak to? Dlaczego? Odpowiedź nie przyszła od razu. Paweł jak powiedział, tak też zrobił. Poświęcił się całkowicie moim sprawom, zbierając zeznania świadków, dowody, pisząc pisma, utrzymując ciągły kontakt z adwokatem. Dzwonił do mnie niemalże codziennie, mobilizując do działania oraz ponaglając. Widząc kosztorysy adwokata robiłam wielkie oczy wiedząc, że prędko by mnie na to stać nie było. Paweł jednak wciąż zapewniał mnie, że to on pokrywa wszelkie koszta. Zupełnie obcy mi mężczyzna wydal na mnie i na mojego syna kilka tysięcy złotych, wnosząc 6 różnych spraw do sądu.
Po czasie okazało się, że Paweł miał kiedyś narzeczoną, Anię. Był bardzo zakochany. Planował kupno domu, rozwój własnej firmy, założenie rodziny. Ania jest obecnie dziewczyną ojca mojego dziecka. Była w ciąży z Pawłem. Mój były zmusił ją do usunięcia ciąży. To dlatego Paweł mi pomaga, to jego zemsta.
PS Właśnie wygraliśmy pierwszą sprawę.
PS2 Nie, nie jestem z Pawłem.
Byłam na wieczornej mszy. Piękne kazanie, wszystko fajnie, okej, aż w końcu stało się. Zaswędziało mnie krocze.
Chciałam się dyskretnie podrapać i już moja ręka leżała na moim kroczu, gdy jakiś moher zaczął się drzeć na cały kościół, że się masturbuję.
Noż k*rwa :/
Dodaj anonimowe wyznanie