#s89Gf

Ostatnio była u mnie matka pewnego chłopaka z groźbami, że mnie poda na policję, bo połamałem nos jej synkowi. Fakt, połamałem.

Trenuję boks. Ostatnio na treningu pojawiła się nowa grupa. Jeden chłopaczek był wyjątkowo narwany na sparing. Jak się dowiedział, że sparingi w jego grupie będą dopiero za kilka miesięcy, chciał się bić ze mną. Argumenty, że wszystko w swoim czasie nie działały.
Kiedy rzucił jakimś bluzgiem w trenera, ten w końcu pozwolił mu ze mną sparować.
Prawy prosty w nos i koniec.

Pozdrawiam panią mamę :)

#ddRZM

Jestem introwertyczką, wolę siedzieć w domu i czytać książkę lub zrobić coś innego, co mnie usatysfakcjonuje, niż np. iść do znajomych na domówkę i słuchać rzeczy, które mnie nie interesują bądź też patrzeć się na ludzi, na których nie chcę. No, ale jak już wyjdę, to staram się miło spędzać czas z moim jakże ograniczonym gronem znajomych. A niedawno poznałam pewne dwie osoby. Brata i siostrę, typowi ekstrawertycy, polubili mnie, lecz chcieli się ze mną widzieć CODZIENNIE. Codziennie do mnie pisali, dzwonili, nachodzili mnie. Jak odmówiłam spotkania, to usłyszałam, że powinnam nauczyć się żyć w społeczeństwie, bo jestem aspołeczna. Więc na siłę zaczęli szukać dla mnie pomocy (psycholog, psychiatra etc.).

Ludzie mylą introwertyka z osobą aspołeczną. Ja nie jestem aspołeczna, nie mam nic do towarzystwa innych ludzi. Mało tego, lubię poznawać nowe osoby, jednak w większym gronie bardzo szybko się męczę i wtedy potrzebuję tygodnia odpoczynku, by zgromadzić siły na kolejne spotkania. Nie lubię prac zespołowych, bo mój umysł lubi pracować sam. Nie znaczy to jednak, że nie poradzę sobie z pracą w zespole.
Nie boję się wychodzić z domu, po prostu lubię robić rzeczy, które mnie uszczęśliwiają.
W tym wypadku np. czytanie książki. I nie mam depresji i problemów. Ludzie na siłę chcą pomagać osobom takim jak ja. Mi nie trzeba pomagać, mnie trzeba zrozumieć. Introwertyk zrozumie ekstrawertyka, jednak ekstrawertyk introwertyka już gorzej. Potrzebuję zrozumienia i swobody, to wszystko.

#WxWMe

Czasem myślę, że przecież nie wolno nienawidzić matki, bo to ona dała tobie życie, nakarmiła, nauczyła pierwszych kroków i słów. Moja też to zrobiła, ale zrobiła też wiele innych rzeczy...
Moje dzieciństwo zanim poszłam do pierwszej klasy przebiegało tak jak u każdego innego normalnego dziecka (wizyty u dziadków, bieganie po dworze itd.). Moja mama w tym czasie poznała pewnego mężczyznę. I wtedy powoli nasze życie zaczęło się zmieniać – urodził się Krzyś. Wówczas byłam jeszcze za mała na opiekę nad dzieckiem, ale już wtedy poznałam co to kara i pas. No OK, niesforne dziecko, no rozumiem... Gdy byłam w 3 klasie podstawówki, urodził się Karolek. Wtedy moje dzieciństwo umarło. Mój czas po szkole wyglądał mniej więcej tak: zrobienie lekcji (obiady jadałam w szkole) i opiekunka wychodziła, w tym czasie zajmowałam się Karolkiem – przebranie pieluchy, nakarmienie i zabawa. I tak w kółko. Kiedy w końcu Karolek był większy, do moich obowiązków doszło kąpanie. A największym powodem dlaczego nie mogę wyjść na dwór było to, że kto się zajmie dzieckiem. Czyli dziecko w wózek i mogłam wyjść. Domyślcie się, jaki to był ból dla 10-letniej dziewczynki, że nie może się pobawić z koleżankami... Zbicie jakiejkolwiek rzeczy w domu skutkowało jednym wielkim krzykiem i karą, jakbym co najmniej pieniądze ukradła. W 4 klasie podstawówki doszedł obowiązek mycia naczyń, zostawienie brudnego kubka rano skutkowało również karą. Pamiętam też, jak moja mama sprawdzała mi lekcje – nie odbywało się to codziennie, a tylko wtedy, kiedy miała baaardzo zły humor. Zawsze była jakaś kara, np. musiałam przepisywać zeszyt od polskiego, bo był zapisany raz czarnym, raz niebieskim długopisem. I było tego o wiele, wiele więcej.
Zabrała mi dzieciństwo i mam do niej o to ogromny żal.

#EO8kv

Zacznę od tego, że moi dziadkowie są 50 lat po ślubie. Babcia to kochana osoba, a dziadek na co dzień jest dosyć zgryźliwy. Zawsze myślałam, że są ze sobą jedynie z przyzwyczajenia.
Ostatnio odbywał się ślub kuzynki, wiadomo tańce itd. Aż w końcu przyszedł czas na jakieś zabawy. Trzeba było wylosować karteczkę z zadaniem. Zaczęła Panna Młoda. Miała przyprowadzić pod scenę najgrubszego pana, jakiego zna. Mój dziadek jest troszkę puszysty, więc padło na niego. Teraz to on dostał swoje zadnie. Miał przyprowadzić najlepiej ubraną panią. Chodził o lasce po tej sali, rozglądał się i rozglądał. Aż w końcu zobaczył babcię! Wziął ją za rękę, przyprowadził na środek sali, powiedział, że to ona jest najlepiej ubraną kobietą na tym przyjęciu, po czym złożył na jej ustach kilka niewinnych buziaków. Wszyscy bili brawa. Nikt się nie spodziewał, że dziadka stać na coś takiego.

#Eh2tI

Miałem 17 lat, gdy ją poznałem.
Była to osiemnastka mojego przyjaciela, on nas sobie przedstawił. Słyszałem o niej wcześniej, ale nigdy nie widziałem jej na żywo.
Podczas melanżu zacząłem się z nią bawić, całą noc poświęciłem tylko jej. Później miałem z nią regularny kontakt, zaczął się nasz związek. Każdy mnie ostrzegał, że ona nie da sobą pomiatać, ale przecież byłem wtedy silnym i niezależnym facetem, co to dla mnie. Szybko urwał mi się kontakt z przyjacielem, bo on jej nie lubił, nie chciał, bym spędzał z nią tyle czasu.
Ja jednak to kochałem, byłem w stanie zrobić dla niej wszystko. Kochałem ją, a ona mnie.
Ta przygoda trwała ponad dwa lata, w końcu udało mi się wyjść z nałogu, heroina opuściła moje życie.
Teraz, z perspektywy czasu, widzę, że to był najgorszy okres w moim życiu.

Uważajcie, nie próbujcie.
To Was zniszczy.

#ePNNM

Mam 21 lat i jestem studentem informatyki. Mój ojciec uczy matematyki w liceum. Pewnego dnia przyszedłem do niego do szkoły (po pracy mieliśmy jechać do sklepu budowlanego). Jednak okazało się, że musi zostać nieco dłużej, bo jedna z uczennic musiała poprawić sprawdzian. Kojarzyłem ją z widzenia. Szczerze mówiąc, spodobała mi się. Kilka razy dyskretnie podpytałem o nią tatę. Mówił, że jest dość dobra z matmy, ale coś nie idą jej logarytmy i poprawia każdą kartkówkę z tego tematu. Teraz pisała sprawdzian, ale jej nie szło. W pewnym momencie tata powiedział, że musi na chwilę wyjść do dyrektora i wróci za 5 minut. Gdy tylko wyszedł, pomogłem jej w rozwiązaniu kilku zadań. Następnego dnia napisała do mnie na Facebooku, dziękując za pomoc. Zaproponowała wspólną kawę w ramach rewanżu. Spotkaliśmy się raz, potem kolejny i w końcu zostaliśmy parą. Jesteśmy razem od czterech miesięcy.

Dziś rozmawiałem z tatą o mojej wybrance, a on wypalił: „Synu, gdybym ja wtedy nie wyszedł, to miałbyś gówno, nie dziewczynę”.

#a2ilQ

Pochodzę z tzw. dobrego domu, rodzina ułożona, przynajmniej z zewnątrz: ideał! Jednak nie do końca. Otóż od kilku lat wiem coś, czego wolałabym nie wiedzieć.
Dobre ćwierć wieku temu moja mama zdradziła mojego „tatę”, a owocem tego jestem ja. Historia bez fajerwerków? No niestety nie do końca. Ani moja mama, ani „tata”, ani rodzeństwo, ani nikt inny nie wie, że ja wiem. Zresztą, z tego co wiem, „tata” również nie wie o wybryku mamy. Najlepsze w tej historii jest to, że wiem, kim tak naprawdę jest mój biologiczny ojciec, a jest nim człowiek, którego całe życie uważałam za najlepszego „wujka”, który zawsze mnie traktował inaczej niż resztę rodzeństwa. Jako dziecko nie widziałam w tym niczego podejrzanego, może po prostu mnie bardziej lubi? Z czasem zaczęłam się zastanawiać, skąd ta wzmożona sympatia. Kilka zasłuchanych przypadkiem rozmów, znalezionych starych pożółkłych listów, skojarzonych faktów i nagle wszystko stało się jasne – jest moim ojcem.
Czasami nie wiem już jak mam się w jego towarzystwie zachowywać, jak rozmawiać. Nie wiem co mam robić, czy wykrzyczeć wszystkim, że znam całą prawdę i rozwalić tym rodzinę, i co mi to da? Czy do końca życia udawać, że o niczym nie wiem i brnąć w udawanie kochającej się rodziny i wpadającego i dzwoniącego od czasu do czasu wujka? Sytuacja jest raczej z tych beznadziejnych. Ech, życie.
Dodaj anonimowe wyznanie