#jupPZ
#cJOJv
Zaczęło się niewinnie – imprezy, alkohol, pocałunki z byle kim, obmacywanie w tańcu, zadowalanie mężczyzn ustami i w końcu seks z każdym. W szkole byłam wzorową uczennicą, czerwony pasek i te sprawy, w oczach wielu osób grzeczna cnotka, która nawet boi się powiedzieć słowo seks na głos. Rodzicom wmawiałam, że chodzę na noc do koleżanek i uczymy się razem do matury. Nic nie podejrzewali, również w domu byłam grzeczną dziewczynką, która nigdy nie sprawia problemów wychowawczych.
Nie raz budziłam się w obcym domu, z obcym mężczyzną w łóżku. Próbowałam również seksu z kobietą, jak i wieloma mężczyznami naraz, BDSM, uprawiałam seks w miejscach publicznych, z chłopakami, którzy ledwo mieli piętnaście lat, jak i mężczyznami dwa, trzy razy starszymi ode mnie.
Napisałam oraz zdałam całkiem nieźle maturę. Poszłam na studia do jednego z większych miast w Polsce. Wynajęłam mieszkanie w centrum i zaczęłam się sprzedawać. Żyło mi się dobrze, nie potrzebowałam miłości, seks i pieniądze zastępowały mi uczucie. Najczęściej szukałam mężczyzn dużo starszych ode mnie, bałam się, że ktoś mnie może rozpoznać, ale nie zawsze. Żyłam tak przez dwa lata, do momentu kiedy umówiłam się z kolejnym klientem, i w drzwiach mojego mieszkania stanął mój dawny znajomy, przyjaciel z dzieciństwa. Patrzyliśmy na siebie przez dziesięć minut bez słowa. Oboje baliśmy się powiedzieć cokolwiek. On czuł pociąg do mężczyzn, chciał spróbować seksu z kobietą, czy da radę, czy wystarczająco się podnieci, chciał wiedzieć, czy seks z kobietą jest lepszy. Uprzedzę wasze pytania, nie wylądowaliśmy w łóżku, przegadaliśmy całą noc, powiedziałam mu wszystko, całą moja historię, nigdy tak mi nie płynęły łzy jak wtedy. Pierwszy raz czułam taki wstyd, jemu też nie było łatwo, nikt nie wiedział o jego orientacji. Już nigdy więcej nie uprawiałam seksu za pieniądze ani z obcą osobą. Na początku było ciężko, musiałam znaleźć normalną pracę. Miałam długą przerwę od seksu, nie było łatwo.
Jakiś czas później poznałam chłopaka na uczelni, zaczęliśmy współżyć dopiero po niecałym roku znajomości. Teraz jestem jego żoną, zna moją przeszłość i ją akceptuje, staramy się o dziecko. Seks z nim to całkiem inna bajka, na pierwszym miejscu stawia mnie, dopiero potem siebie i swoje potrzeby.
Wracając do tamtych czasów myślami, nie żałuję, było mi to potrzebne, na tamten moment było to najlepsze wyjście. Dziękuję Bogu, że nigdy nie wpadłam oraz niczym się nie zaraziłam.
#dpA8q
#yyAEQ
Do dziś nie potrafię jej powiedzieć „dzień dobry” przed blokiem bez poczucia zażenowania.
#vmtNR
#1JwY6
Nigdy nie tęskniłam za domem, znalazłam sobie nowy i chociaż co jakiś czas zmieniałam pokój czy później mieszkanie w trakcie studiów, czułam, że to moje miejsce, mój dom. Miasto, które wszystkich denerwuje niekończącymi się remontami i korkami na drodze. Tu nauczyłam się, jak radzić sobie z emocjami, tu nauczyłam się, co to znaczy, że komuś na tobie zależy, tu zaczęłam nabierać pewności siebie, poznałam męża, kupiłam pierwsze mieszkanie, dostałam pierwszą pracę.
Aktualnie z mężem rozważamy przeprowadzkę do mniejszego miasta, żeby móc kupić dom zamiast małego mieszkania. Bronię się przed tym rękami i nogami, chociaż wiem, że będziemy tam mieli o wiele lepsze warunki.
Kiedy wyobrażam sobie, że mam mieszkać gdzieś indziej, to chce mi się płakać. Boję się. Nie bałam się, kiedy miałam 15 lat, jestem 10 lat starsza i boję się zostawić to miasto, tak jak dzieci boją się rozłąki z rodzicami.
Z jednej strony mówię sobie, że przesadzam, że się przyzwyczaję, ale z drugiej boję się, że nigdzie indziej nie umiem być szczęśliwa. Kiedy myślę o wyprowadzce, pojawia się we mnie jakaś pustka, której nigdy wcześniej nie czułam.
#bug6X
Było to parę dobrych lat temu w gimnazjum. Specjalnie poszedłem do klasy matematycznej, żeby potem mieć nieco łatwiej w liceum (tam również udałem się na mat-fiz). W gimnazjum oczywiście profil dotyczył wyłącznie tego, jakiego przedmiotu uczył wychowawca. Na nasze nieszczęście trafiła nam się matematyczka tuż po studiach. Kobieta nie miała żadnego doświadczenia, a zachowywała się, jakby uczyła już 30 lat. Owa kobieta miała brzydką manierę oceniania po pozorach. Już na pierwszej lekcji postanowiła udowodnić nam, gdzie jest nasze miejsce i wzięła paru uczniów do tablicy. Zadawała pytania z materiału gimnazjalnego, którego w pierwszym dniu nie mieliśmy jeszcze opanowanego (kto by się tego spodziewał), no i w końcu padło na mnie, widocznie nie spodobałem jej się z twarzy. Zapytała mnie o funkcje trygonometryczne. Do tej pory pamiętam ten pełen satysfakcji uśmiech, że zapytała o coś, czego nawet nie ma w gimnazjum. Grzecznie odezwałem się, że nie jestem w stanie odpowiedzieć na to pytanie. No i co? „Nauczycielka” wydarła się na mnie, że zachowuję się niestosownie i wstawiła jedynkę. Pomyślałem, że może taką ma metodę – postraszyć trochę przed egzaminem, żebyśmy byli uczuleni. Dlatego zapytałem spokojnie, kiedy jest kółko dla osób chcących przystąpić do olimpiady i usłyszałem, że się nie nadaję. Ponadto zabroniła mi przychodzić na wszystkie zajęcia dodatkowe!
Zauważyłem, że dla niej to, czy ktoś jest mądry czy głupi zależy tylko od facjaty, więc postanowiłem się zemścić. Moja koleżanka zapytała o e-maila naszą matematyczkę i usłyszała odpowiedź, że oficjalnego maila jeszcze nie ma, musi dopiero założyć, i to taki, żeby było jej imię i nazwisko, bo jest już na poważnym stanowisku.
Postanowiłem, że kiedy wrócę do domu, pozajmuję tej babie wszystkie prostsze loginy zawierające jej imię i nazwisko na wszystkich znanych mi pocztach internetowych. Zajęło mi to parę godzin, bo wykorzystałem też te z jej rokiem urodzenia (który nam podała, gdy się przedstawiała), na wszelkie możliwe sposoby. Zajęło mi to kilka godzin, ale warto było.
Nauczycielka wysyłała materiały z konta imię.nazwisko69.
#FawG0
Nikt nie chciał dostać kategorii A. Jeden pan udawał daltonistę, więc komisja poprosiła go o podanie zielonego długopisu. Ten zapomniał, że nie widzi kolorów i podał im zielony długopis.
Inny na migi pokazał, że nie słyszy, więc go puścili, ale kiedy wychodził, rzucili monetą o ziemię. Odwrócił się na ten dźwięk :D
#5SYan
- Przepraszam bardzo. Czy mogłaby mnie pani przepuścić? Mam tylko wodę, a tam na dworze czeka mój piesek i...
- Spierdzielaj, gówniaro! Trza se, kurna, było iść do kasy, gdzie jest mniejsza kolejka! Jeszcze czego? Bachor jakiś... - warknęło babiszcze triumfalnie patrząc na stojących w ogonku obywateli. Pewnie szukała akceptacji, czegoś w stylu "Taaa jeee...! Polać jej!". Ale nikt nie odwzajemnił tego spojrzenia, a miny, które wykwitły na twarzach zakupowiczów wskazywały raczej na głębokie zażenowanie niż poparcie dla czynu besztania małej dziewczynki.
Jako że teraz przyszła kolej na mnie, gestem ręki powstrzymałem panią kasjerkę przed sięgnięciem po pierwszy z moich produktów na taśmie. Wyhaczyłem wzrokiem czerwoną jak buraczek dziewczynkę i krzyknąłem:
- Właź przede mnie! Piesek na pewno spragniony!
I wtedy na twarzach wszystkich pojawił się szczery uśmiech. Oczywiście oprócz naburmuszonego oblicza babki za mną. Dziewczynka szybko kupiła swoją wodę, a ja zauważyłem, że na końcu ogonka stoi starsza pani z koszyczkiem, więc znów się odwróciłem i zawołałem:
- Proszę, niech pani teraz podejdzie do kasy. Te zakupy wyglądają na ciężkie!
Babulka poczłapała przede mnie. Patrząc po ludziach w kolejce zorientowałem się, że podchwycili moją grę. Babka za mną zaczęła gderać, bulgotać i przeskakiwać z nogi na nogę. Kasjerka wyszczerzyła się w uroczym uśmiechu...
- Proszę pana! - krzyknąłem do jegomościa w średnim wieku stojącego kawałek dalej. Widzę, że żona na pana czeka, a nie ma pan zbyt dużo rzeczy w koszyczku. Pan wskoczy przede mnie!
Ludki w ogonku zarechotały, a sympatyczny z twarzy pan podał swoje rzeczy szczerze uhahanej kasjerce.
Przepuściłem jeszcze babkę z wnuczkiem, która to właśnie stanęła na końcu kolejki, mojego sąsiada z pętem kiełbasy ("Dzień dobry panie Staszku. Widzę, że grilla pan szykuje?"), panią z kokiem, jakąś nastolatkę i seniora ze szpakowatym wąsiwem. Stojąca za mną baba wpadła w furię, podniosła głos, domagała się rozmowy z kierownikiem sklepu itp. Najlepsze jest to, że wszyscy traktowali ją jak powietrze.
W końcu przy kasie zostałem tylko ja i ona. Uradowana pani ekspedientka skasowała moje rzeczy. Niespiesznie zapakowałem je w torbę, a tymczasem kasjerka: ŁUP! - walnęła na taśmie tabliczkę z napisem "Przepraszamy! Kasa zamknięta. Proszę przejść do innego stanowiska." i nie zważając na klientkę (która, wierzcie mi - była o krok od tego, ażeby w niewyobrażalnej furii tarzać się po ziemi plując obficie...), poszła na zaplecze.
Złośliwość to jednak fajna cecha, jeśli ofiara zasługuje na karne pognębienie i do dyspozycji mamy "partnerów w zbrodni". Pozdrawiam ze słonecznych Bałut!