#KRdWQ

Moim największym fetyszem jest masaż. Wiem, że nie jestem w tym temacie wyjątkiem, ale u mnie dorasta to do jakichś absurdalnych rozmiarów. Potrafię szczytować przy zwykłym masażu karku. Nie ma znaczenia, kto mnie masuje, może to być nawet kobieta (jestem 100% hetero), a ja i tak robię się momentalnie mokra i napalona.
Problem w tym, że mam uraz kręgosłupa i dostałam skierowanie na rehabilitację, w której skład wchodzą również masaże. I męczę się trzy razy w tygodniu, próbując ukryć podniecenie i starając się nie jęczeć na tym stole.
Żeby było zabawniej, moim rehabilitantem jest mój były nauczyciel z podstawówki, który uczył mnie wtedy WF-u i doskonale mnie pamięta (małe miasteczko, wszyscy się znają). Ja mam 30 lat, a on jakieś 60. On sam kompletnie mnie nie podnieca, a sama myśl o seksie z nim wywołuje obrzydzenie, a jednak po każdym masażu wychodzę od niego mokra i tak bardzo podniecona, że muszę sobie zrobić dobrze w łazience, bo nie dojechałabym do domu. Gdy zdarzy mi się jęknąć, udaję, że to z bólu. Mam nadzieję, że się nie zorientował.
Minęły dopiero dwa tygodnie, przede mną jeszcze cztery i nie mam pojęcia, jak ja to przetrwam.

#iMy2R

Jest mi cholernie przykro, ale odkąd założyłam rodzinę, czuję się strasznie samotna, jeśli chodzi o koleżanki. Odkąd urodziłam dziecko i proponuję jakiś babski wyjazd, NIKT nie jest zainteresowany, wykręca się. Od razu uprzedzam, że nie jestem tym typem matki, dla której jedynym tematem jest jej dziecko, wręcz przeciwnie. Zdaję sobie sprawę, że osób, które dzieci nie mają i nie chcą mieć to nie interesuje. Mojej przyjaciółce przestałam cokolwiek proponować, bo za każdym razem gdy zaczynałam mówić coś wyjeździe, ona zmieniała temat, a np. za miesiąc dostawałam zdjęcia z wyjazdu z inną kumpelą. Inną koleżankę zapraszałam już trzy razy na weekend, jak mój mąż wyjeżdżał z kumplami, i za każdym razem odwoływała w ostatniej chwili i zostawałam sama.

Nie wiem, co jest ze mną nie tak. Pracuję, mam super rodzinę, hobby, dużo razem podróżujemy, a w tym momencie nie został mi nikt, na kogo mogłabym liczyć, oprócz mojego męża. To wszystko sprawia, że zaczynam popadać w depresję i z kiedyś duszy towarzystwa, staję się cieniem człowieka. Nie mam na nic ochoty ani siły. Przestałam zabiegać o kontakt i okazało się, że nikt tego kontaktu ze mną nie potrzebuje.

#0v97U

Pochodzę z małej miejscowości, więc do szkoły średniej musiałam dojeżdżać ok. 20 km. Rozkład jazdy był tak niefortunnie ułożony, że żeby zdążyć do szkoły na 8 rano, musiałam jeździć autobusem o 6.00.

Choćbym nie wiem jak bardzo się starała, każdego dnia wychodziłam na tyle późno, że drugą połowie drogi musiałam biec (miałam doskonały widok na autobus zjeżdżający z góry, jak tylko go ujrzałam, zaczynałam maraton). A zatem każdego dnia wpadałam ku uciesze zaspanych ludzi, zadyszana, ledwo żywa i każdego dnia było mi z powodu tego niezaplanowanego joggingu wstyd. Czasem nawet kierowca na mnie musiał czekać.

W końcu postanowiłam zakończyć przedstawienie. Nie, nie zaczęłam wcześniej wychodzić. Chociaż bardzo chciałam, jakoś nie umiałam się dobrze zorganizować. Po prostu biegłam przez pierwszą połowę drogi, a drugą szłam już spokojnie :)

#JmyGx

Farmaceutka zrobiła mi w aptece straszną awanturę za kupowanie tabletek antykoncepcyjnych. „W tak młodym wieku”, „taka gówniara”, „co ta dzisiejsza młodzież”, a skończyło się oczywiście na „jeszcze aborcję pewnie wprowadzać i dzieci zabijać”... No przyjęłam to na klatę i ze stoickim spokojem. Wykorzystałam jeden z momentów, w którym się zapowietrzyła i zaczęłam:
– Ma pani dzieci?
– No mam.
– No i ja też bym kiedyś chciała mieć.
– To się nie bierze tabletek antykoncepcyjnych!
– Pani spojrzy na mnie. Z taką twarzą to się bierze wszystko co pomoże, żeby sobie męża znaleźć.
– Yyy...
– Tymczasem jestem dziewicą, co zapewne pani nie zdziwi, jak już przy mojej twarzy jesteśmy.
– Eee...
– I kiedyś też bym chciała robić te wszystkie rzeczy, które pani robiła, jak była nieco młodsza.
– Czyli te pigułki, to... ta terapia hormonalna to na ten trądzik?
– Tak. Poproszę zgodnie z receptą.
– Już daję...

Wracam tam za każdym razem i stoję w kolejce właśnie do niej, żeby mogła się za każdym razem wstydzić za to, co zrobiła. :D

#ouh2l

O tym, że życie nie przebiera w nieszczęściach.

Kilkanaście lat temu życie zabrało mi żonę, z którą miałem czwórkę dzieci. Pijany kierowca zabił ją przed samym domem. Był pod wpływem alkoholu, wyprzedzał, kiedy skręcała samochodem na podwórko. Wjechał prosto w przednie drzwi kierowcy. Zginęła na miejscu. Córka miała wtedy pięć lat, synowie byli już trochę starsi. W moim zawodzie ciężko jest mieć długi urlop, niedługo później musiałem wrócić, przyzwyczaić się do nowego porządku życia. I żyliśmy powoli, inaczej niż wcześniej.
U córki wykryto wadę serca. Poważną. Właściwie to nie do końca wiadomo było, co jej jest. Miała wiele pasji, taniec, śpiew, gra na instrumentach, niestety wszystko to musiało zostać w obrębie jej pokoju czy całego domu. Nie mogła występować publicznie, po prostu mdlała. Rok temu jeszcze bardziej nasiliły się jej objawy. Opadła z sił, miała nauczanie indywidualne, przytyła. Przed świętami Bożego Narodzenia narodziła się szansa na ponowną pełnie życia. Niestety, ale nie doczekała operacji. Zmarła na moich rękach.
Rzuciłem się w wir pracy i właściwie nie wiem jaki jest tego cel. Synowie powyprowadzali się i zostałem sam w wielkim, cichym, pustym domu. Od śmierci córki nic się w jej pokoju nie zmieniło, łóżko dalej jest niepościelone, książki leżą na podłodze, gitara przygotowana jest do zmiany strun. Niestety nigdy już nie pościeli łóżka, nie zmieni strun. Tak też niestety bywa...

#Kj8A3

W liceum chłopak mojej najlepszej przyjaciółki powiedział mi, że nikt mnie nie lubi. Może się to wydawać błahe, ale już od czasów przedszkolnych miałam na tym punkcie lekkiego fizia. Musieli mnie lubić wszyscy i kropka! Wiem, że to było chore.

Sytuacja była o tyle słaba, że przeprowadziłam się z innego miasta i to była moja najlepsza i jedyna przyjaciółka. Chodziłam razem z nią i z jej znajomymi na imprezy, ogólnie wszyscy ze mną gadali i żartowali, a nawet sami pisali, czy się spotkamy itd. Czułam się częścią paczki.

Strasznie wtedy przeżyłam to odrzucenie. Miałam wrażenie, że grunt wali mi się pod nogami i jedyne co mnie teraz w życiu czeka, to samotne wieczory razem z mamą i brak życia towarzyskiego. I tak się rzeczywiście stało, przestałam się z nimi spotykać, wycofałam się z życia społecznego, a ich próby kontaktu brałam za litość. Zamknęłam się w sobie aż do matury. Z całego tego nieszczęścia miałam jedną próbę samobójczą.
Całe szczęście leki i terapia postawiły mnie na nogi. Na studiach, mając już paczkę własnych znajomych i kochającego chłopaka, postanowiłam odświeżyć z poprzednimi kontakt, bo część z nich szczerze lubiłam.

Gdy poszłam na umówione spotkanie, w ramiona rzucił mi się chłopak przyjaciółki, mówił, że jak się odcięłam, to tak jakby stracił siostrę, czemu to zrobiłam i tym podobny wysryw żalu. Powiedziałam mu spokojnie dlaczego, co mi powiedział, a on... tego nie pamiętał. Macie pojęcie? Nie pamiętał tego momentu, nikt tego nie pamiętał. A ja wiem, że to się stało i mam do siebie okropny żal, że o mało nie pożegnałam się z życiem przez jeden komentarz gamonia, który nawet nie pamiętał, że tak mi powiedział.

Może ktoś jest lub był w podobnej sytuacji, dlatego chciałam napisać, że durnym gadaniem absolutnie nie ma się co przejmować.

#kKKOm

Stało się to dawno temu, ale do tej pory czuję wstyd i mam wyrzuty sumienia.
Otóż jakieś 20 lat temu jako 18-latka zdałam prawo jazdy, dostałam samochód i szczęśliwie sobie żyłam. Jednak pewnego dnia w czasie parkowania rozmawiałam przez telefon i walnęłam w samochód jakiegoś faceta. Niestety widział to i bardzo wkurzony zadzwonił na policję. Szczerze, to nie wiedziałam wtedy co mam zrobić, szkody na moim aucie były o wiele większe niż na jego. I wtedy zaczęłam grać... Przyjechał policjant, który chyba był bardzo napalony. Wówczas ja, wtedy śliczna blondynka, ze łzami w oczach opowiedziałam mu, że normalnie parkowałam, a ten gość wjechał we mnie, po czym chce zwalić na mnie winę... Policjant mi uwierzył, nawet nie sprawdził szkód. Za winnego uznał tamtego faceta, kazał mu zapłacić za szkody i odjechał.
Nigdy nie powiedziałam nikomu prawdy.

#egNpC

Koleżanka zaproponowała mi pracę w sklepie spożywczym, którego właścicielem jest jej tata. Bardzo się ucieszyłam, bo jestem studentką, a trudno czasami pogodzić jedno i drugie. Mój pierwszy dzień polegał głównie na szkoleniu i przynieś, podaj, pozamiataj. Na koniec dnia koleżanka poinformowała mnie, że oprócz samej pracy muszę też znać klienta i być dla niego miła.
Kolejnego dnia zaliczyłam skok na głęboką wodę. Jestem sama na kasie, a klient się pyta, czy mamy kocie jojka... Nastąpiła konsternacja, ale wtem wkracza koleżanka i z uśmiechem podaje klientowi ziele angielskie... Nazajutrz ten sam klient pyta o dobrą przyprawę do flaków. Ośmielona miejscowym slangiem oraz faktem, że studiuję językoznawstwo, proponuję mu jądra malamuta.
– A co to jest? – pyta klient.
– Gałka muszkatołowa!
Językoznawstwo rules! Niestety nie załapał.
Dodaj anonimowe wyznanie