#ouh2l
Kilkanaście lat temu życie zabrało mi żonę, z którą miałem czwórkę dzieci. Pijany kierowca zabił ją przed samym domem. Był pod wpływem alkoholu, wyprzedzał, kiedy skręcała samochodem na podwórko. Wjechał prosto w przednie drzwi kierowcy. Zginęła na miejscu. Córka miała wtedy pięć lat, synowie byli już trochę starsi. W moim zawodzie ciężko jest mieć długi urlop, niedługo później musiałem wrócić, przyzwyczaić się do nowego porządku życia. I żyliśmy powoli, inaczej niż wcześniej.
U córki wykryto wadę serca. Poważną. Właściwie to nie do końca wiadomo było, co jej jest. Miała wiele pasji, taniec, śpiew, gra na instrumentach, niestety wszystko to musiało zostać w obrębie jej pokoju czy całego domu. Nie mogła występować publicznie, po prostu mdlała. Rok temu jeszcze bardziej nasiliły się jej objawy. Opadła z sił, miała nauczanie indywidualne, przytyła. Przed świętami Bożego Narodzenia narodziła się szansa na ponowną pełnie życia. Niestety, ale nie doczekała operacji. Zmarła na moich rękach.
Rzuciłem się w wir pracy i właściwie nie wiem jaki jest tego cel. Synowie powyprowadzali się i zostałem sam w wielkim, cichym, pustym domu. Od śmierci córki nic się w jej pokoju nie zmieniło, łóżko dalej jest niepościelone, książki leżą na podłodze, gitara przygotowana jest do zmiany strun. Niestety nigdy już nie pościeli łóżka, nie zmieni strun. Tak też niestety bywa...
Cholernie przykre wyznanie :(
Ja wiem ze to przykre i straszny bo życie bywa niesprawiedliwe, ale nie pozwól na to aby twój kontakt z synami umarł tak trzeba się skupić na tym co jest mysle ze żona i córka tez by tego chciały ;)
Wyznanie nie wymaga po prostu komentarza. Można Ci współczuć, ale to nic nie Ci da, tylko nam pomoże zaspokoić świadomość, że jednak nie jesteśmy do końca bierni i obojętni wobec Twojej sytuacji. Ale tak - we mnie też pojawiło się to współczucie.
Chciałabym coś powiedzieć... Ale nie wiem jak. Zatkało mnie, mam łzy w oczach.
Trzymaj się. Masz dla kogo żyć. Niech synowie nie stracą kolejnej bliskiej osoby.
Trzymaj się autorze, masz jeszcze synów, żyj dla nich.
Po prostu bym cię teraz, cholera, przytulila. Główka do góry.
Życie czasami jest okrutne. Niszczy i zabiera wszystko co kochamy. Ktoś kiedyś powiedział, że wszystko w życiu jest po coś, że nic nie dzieje się bez przyczyny. Jestem pewna, że gdzieś to Twoje szczęście jeszcze czeka. Może trochę się pogubiło ale w końcu Cię odnajdzie. Musisz w to wierzyć, bo inaczej nigdy się nie pozbierasz. A masz dla kogo żyć! Trzymaj się!
Wyprowadz się stamtąd. Nie ma nic gorszego jak wrócić do domu, który o wszystkim przypomina. W nowym miejscu będzie Ci łatwiej psychicznie.
Poza tym, pracujesz i pracuj, ale nie szukaj w tym celu do życia. Masz rodzinę, niestety, nie jest w komplecie, ale jest. Dwóch synów, wnuczkę i to o nich powinieneś teraz dbać. O nich i o siebie. Trzymaj się!
Znajdź wsparcie i pociechę w siersciuchowym przyjacielu. Nie będzie tak cicho, tak samotnie, można pogadać i się przytulić, taki przyjaciel zrozumie wszystko i będzie przy tobie. serio, polecam. Powidzrnia
Tyle przeszedłeś, nie mam wątpliwości że radzisz sobie w życiu jak nikt inny nawet jeśli wydaje Ci się że sięgasz dna. Jesteś cichym bohaterem