#0oB5s
Mimo ilości wypadków, które spowodował i był tego świadomy, nie zraził się i wciąż uważał, że świetnie prowadzi. Trasę, którą normalnie jedzie się 40 minut, pokonywał z palcem w tyłku w 15. Miał chłop niezłego farta, bo wielu nieszczęść uniknął na centymetry. Bawił się samochodem. Gdy był wkurzony, potrafił celowo nagle jadąc 150/h skręcić w stronę pobocza i w ostatniej chwili wyhamować, jechać prosto na słup czy drzewo lub driftowac w ciągu dnia na ruchliwym skrzyżowaniu. Raz o mało nie potrącił policjanta, który wybiegł przed maskę aby go zatrzymać. Byłam w szoku, że skończyło się tylko na mandacie. Wielokrotnie gdy musiałam gdzieś z nim jechać, żegnałam się z życiem. A on... cieszył się z tego. Nie dla niego nudna, przepisowa jazda, przecież on jest świetnym kierowcą, bo szaleje po ulicach, a jeszcze żyje!
Teraz już na szczęście nie mamy żadnego kontaktu. Jednak co jakiś czas wchodzę na jego profil na Facebooku zastanawiając się, czy tym razem zastane tam status „im memoriam”, czy to jeszcze przed nim...
Po prostu idiota. Nie dość, że sobie może zrobić krzywdę, to co gorsza komuś, kto jedzie przepisowo, albo po prostu przechodzi przez ulicę. Jestem pewna, że w końcu doigra się i stanie się coś złego
Oby jemu, a nie przypadkowej osobie.
Życie niestety rzadko jest tak łaskawe i sprawiedliwe, THC
Serio z nim jeździłas?!
Na niby
Taki psychol nie powinien nawet zdać egzaminu
Nie wierzę, że zawsze udało mu się wmówić policji, że to nie jego wina. Skoro miał tyle wypadków lub stłuczek, to przynajmniej przy jednej musieli być świadkowie. Ja rozumiem, że chłopak i w ogóle, ale byłaś świadoma, że facet jest niebezpieczny za kółkiem, w ogóle nie obchodzi go czyjeś życie i dalej wsiadałaś z nim do auta? Ty i jego otoczenie na to pozwalaliście i czekaliście aż kogoś zabije?
Idiota.
A najgorsze, że może zabić kiedyś całkiem niewinna osobe...
A potem pewnie wydawał sądy, że baby ni umią prowadzić, bo zobaczył jeden filmik z dziewczyną mającą problemy z zaparkowaniem tyłem.
To facio bogaty i policje ma w kieszeni. Albo zmyślona historia.
ja mam nadzieje,z e po kilku takich popisach nie wsiadalas z nim do samochodu
Twój były jest niekwestionowanym i skrajnie nieodpowiedzialnym idiotą, temu zaprzeczyć nie można. Cokolwiek się stanie będzie to absolutnie jego wina, a jego sumienie wtedy powinno się palić.
Pytanie jednak dodatkowe, czy Twoje sumienie i innych osób, które wiedzą o jego wyczynach może być nieskazitelnie czyste. Wiadomo, że nie da się mu tego zabronić, ale czy wystarczająco skutecznie uprzykrzano mu życie z tego powodu? Czy wystarczająco często ktoś mu z tego powodu "truł dupę"? Czy dezaprobata była wyrażona w taki sposób, żeby mogła faktycznie zadziałać na niego zniechęcająco? Mam ku temu wątpliwości, kiedy czytam, że wsiadałaś z nim do auta, pomimo, że "żegnałaś się z życiem". Rany, dziewczyny są mistrzami w strzelaniu fochów i robieniu afer, a Ty nie byłaś w stanie odegrać swojej roli na tyle dobrze, żeby on przestał się "cieszyć" z tego, że Ty się boisz?
Tylko jeszcze raz podkreślę, żeby było zupełnie jasne - nie zrzucam z niego odpowiedzialności za to, co robi.
Mam podejrzenia, że był on lekko skrzywiony. Nigdy, przez całą znajomość z nim nie wykazał szczerej skruchy ani choćby cienia empatii (potrafił je jedynie udawać). Cieszył się, ta jazda na slup itp była po to, żebym właśnie przestała mu truć dupę, zeby zwolnił... a i zdarzało się ze nie miałam wyboru nie wsiadać z nim do auta - mieszkałam za miastem, gdzie autobusy nie dojeżdżały, była większa szansa, ze tym razem odwiezie mnie do domu spokojnie, niż ze bezpiecznie wrócę pieszo sama nocą przez las.
Truli mu wszyscy, ale co jeszcze mogliśmy zrobić? Nic...