#0Onfh

Odziedziczyłam kotkę po śmierci bliskiej osoby. Kotka urodziła trzy zdrowe, piękne kocięta (drugi raz do tego nie dopuszczę - niedługo kastrujemy). Kiedy kotka jadła w kuchni, pozwoliłam psu poznać trzytygodniowe kociaki. Pekińczyk ugryzł jednego z nich.
Jesteśmy po ostrym dyżurze, kotek żyje, ale nie rusza tylnymi łapkami i ogonem. Mam cholerne wyrzuty sumienia. Nie dość, ze pozwoliłam rozmnożyć się kotce bez rodowodu, to jeszcze sprawiłam, ze jedno kocię będzie kaleką, o ile w ogóle przeżyje. Wstyd mi to napisać gdziekolwiek, bo mnie zjedzą za głupotę. Zresztą nie dziwię się.
AnonimowaRuda Odpowiedz

Kochaj i traktuj tak jak pozostałe maleństwa. Nie odtrącaj, w razie trudności pomagaj maluchowi jak tylko potrafisz. Pamiętaj że zwierzęta którym okazujesz miłość, zawsze będą cię kochać jak „ludzkiego rodzica” :)

Odpowiedz

Trochę wam sie wytłumaczę. Pies od malego był chowany z gryzoniami i papugą, ktora swobodnie latala po mieszkaniu. W zyciu nie spodziewalabym sie ataku z jego strony. Jednak to tylko pies i kieruje sie instynktem. Kociak nadal zyje, odzyskuje czucie w łapach, ale nie chodzi. Wpakowalam w niego juz ponad 600 zl, jestesmy w trakcie terapii laserami. Kasy mi juz zabrakło, ale pozyczam. Pies poszedl do rodziców i zostanie tam poki bedzie trzeba. Dzieki za slowa wsparcia i te niemiłe też.

kimbri

To był wypadek, wypadki się zdarzają, nie zadręczają się. Ale jak nie chcesz wybierać między psem, a kociakami, to totalna izolacja nic nie da.
Poczytanie trochę o behawiorystyce i zapoznawaniu zwierzaków już bardziej. I nie mówię, że masz rzucić koty psu na pożarcie, ale naprawdę da się to zrobić jeszcze raz w bezpieczniejszych warunkach. (Psi hatlerek- taka jakby uzda dla zwierzaka, dzięki któremu masz nad nim kontrolę, ale nie sprawiasz bólu, w przeciwieństwie do kagańców), smycz, trochę smakołyków do tresury i niech zwierzaki się widują. Inaczej nigdy nie przyzwyczaja się do siebie.

TakieSobieCos

To nie jest twoja wina nie mogłaś przewidzieć tego co sie stanie. Trzymam kciuki za kotka mam nadzieję że wyzdrowieje.

Rattonowa

Pamiętaj, że nie ma czegoś takiego "on tak ma" - nawet jeśli teraz nie lubi kotów, to można to przepracować. Ja wzięłam amstaffkę ze schroniska, która na pierwszej wizycie spięła się z moją kotką - żyją sobie razem od 4 lat i mimo że nie ma między nimi miłości, toże bez problemu tolerują się wzajemnie :) Poproś o pomoc behawiorystę i Twój pies też na pewno pogodzi się z obecnością innych zwierząt. Nie musisz się też winić. Takie rzeczy po prostu się zdarzają. Ta sama suka zaatakowała moją drugą kotkę, mimo że wcześniej nie było między nimi konfliktów. Gdyby nie to, że staruszka nie ma już ani jednego kła, to nie wiem, czyże zpowiat kici coś by zostało, bo pies złapał ją za głowę. Nie wszystko da się przewidzieć. Najważniejsze, że walczysz o kota, leczysz go i dbasz, a nie zostawilaś, żeby zdechł, bo i tacy ludzie się zdarzają.
Kimbri
Nie siej proszę szkodliwej propagandy. Dobrze dobrany kaganiec niei sprawia psu żadnego dyskomfortu. Źle użyty halter (a przypominam, że autorka nie zna się na szkoleniu psów, więc sama musi się nauczyć używać tego narzędzia) może zrobić psu wielką krzywdę. Zresztą haltersami to jest akurat narzędzie dość kontrowersyjne i w życiu bym go nie założyła psu. Dokładnie tak samo, jak choćby smyczy behawioralnej, która od dławika rróżni się tylko nazwą. To, że coś ma etykietkę szkoły pozytywnej nie oznacza jednocześnie, że jest narzędziem delikatnym.

Rattonowa

Przepraszam. Narobiłam okropnych literówek i błędów, ale pisałam na telefonie, który od czasu do czasu stwierdza, że mi pomoże i wstawia losowe słowa o losowe miejsca... Przepraszam jeszcze raz, bo to miejscami jest mocno nieczytelne.
"to nie wiem, czyże zpowiat kici coś by zostało" - to nie wiem, czy z kici coś by zostało.
"resztą haltersami to jest akurat narzędzie " - zresztą halter to jest akurat narzędzie.
Dodatkowo dodam, to o czym wcześniej zapomniałam - halter NIE SŁUŻY do przepracowywania agresji na JAKIMKOLWIEK tle. To jest narzędzie, które ma być używane do oduczania ciągnięcia na smyczy i może być wykorzystywane TYLKO do tego.

TenWredny

Duża ilość ludzi po prostu wyrzuciłaby tego kota (ugryzionego), ale ty wiesz co to znaczy być człowiekiem.

kimbri

Rattonowa- nie zamierzałam siać żadnej propagandy. Z hatlera korzystałam przy szkoleniu psów przewodników dla osób niepełnosprawnych i naprawdę rewelacyjnie się sprawdziły. Ale jeśli ktoś woli kaganiec, a hatler uważa za szkodliwy- ok, ja nie mam wiedzy absolutnej i nie mówię, że to jedyna słuszna droga. Ja mam swoje zdanie na temat kagańca, wyciągnięte właśnie ze szkoleń, uważam, że w tej sytuacji hatler jest bardziej zasadny-wystarczy delikatnie pociągnąć za smycz, zeby pies zwrócił na Ciebie uwagę, a przy okazji nie czuł dyskomfortu. Ale jak ktoś woli kaganiec- nie podważam. Najważniejsze w tym wypadku jest bezpieczeństwo kotów i to, żeby pies nie skojarzył ich negatywnie, bo ciężko to potem odkręcić. Podsunęłam karmę i hatler, bo wiem, że łatwo tak stworzyć u psa skojarzenie pozytywne. Jak jeszcze mamy do tego kliker- super. Pies robi to, czego od niego oczekujemy, klik i nagroda.
Jeśli ktoś ma inne zdanie na temat szkolenia, nie ma problemu, ale nie nazywajmy różnych opinii propagandą.

Rattonowa

Podstawową zasadą podczas korzystania z haltera jest to, że NIE ingerujemy w jego działanie. Do prowadzenia psa wykorzystujemy obroże. Halter ma zadziałać dopiero w momencie, gdy pies pociągnie za smycz - wtedy napiera mocniej na psi pysk i dodatkowo obraca psa w stronę opiekuna. Dlatego też może być stosowany tylko do oduczania ciągnięcia. Każdy inny sposób użycia jest sposobem błędnym.
Siejesz propagande, bo twierdzisz, że kaganiec sprawia psu ból. W jaki niby sposób? To halter sprawia ból - gwałtowne szarpnięcie (psa lub człowieka) może spowodować nawet zerwanie mięśni i więzadeł szyi. Dlatego halter jest absolutnie niedozwolony przy szkoleniu psów starszych i/lub z osłabionymi mięśniami grzbietu. I powinien być stosowany przez profesjonalistów.
Halter nie pomaga w przepracowaniu agresji. To, że odciągniesz psa niczego nie rozwiąże - pies nadal będzie wykazywał nieprawidłowe zachowania. Jedyne, co można tym osiągnąć, to zrażenie psa i pogłębienie problemu. Tym bardziej jeśli autorka nie ma doświadczenia w pracy z psami, a nie ma ewidentnie. W tym momencie należy polecić konsultacje z profesjonalistą, a nie zachęcać do chałtury przy użyciu narzędzia, które może okaleczyć psa na całe życie. I pomijam już tutaj fakt, jak nieodpowiedzialne jest wydawanie zaleceń szkoleniowych wobec osa, którego się nie zna, nie widziało, li i tylko na podstawie dwuzdaniowego opisu. Ktoś, kto szkoli psy zawodowo powinien wiedzieć, że konsultacji nie powinno się udzielać przez internet...

Rety

@kimbri
Nie wiem, kto prowadził szkolenia, na których bywałaś, ale nie był to profesjonalista :)
Ja wiem, że halterki wyglądają bardzo przyjaźnie. Są zrobione z kolorowej taśmy w ładne wzorki i machają do nas radośnie spod bandery "Uśmiechniętej Łapki" pana J. G... Wiem też, że kagańce zwykle robione są z czarnej skóry i prętów, bądź tworzywa sztucznego, obejmują dość ściśle pysk psa i czasem powodują nienaturalną uległość psa, spowodowaną złudzeniem tzw. chwytu kagańcowego. Poza tym kojarzą nam się z agresją i niebezpieczeństwem. Ale wychodząc z jakąś radą, szczególnie skierowaną do laika, musimy być odpowiedzialni za to, co mówimy i wiedzieć coś więcej ponad skojarzenia.
Halti ABSOLUTNIE nie może być stosowany na małych psach, bo wysyła wtedy mylne sygnały (kwestia dysproporcji wielkości).
Poza tym halti jest narzędziem szkoleniowym silnie awersyjnym. Podobną awersją działa kolczatka. Podobnie jak przy kolcach, psa na halterze prowadzimy wyłącznie na drugiej obroży, konieczne jest przy nim wykorzystanie dwóch smyczy, co samo w sobie jest znacznym wyzwaniem dla laika. Oznacza to również, że musimy być biegli w stosowaniu wzmocnień pozytywnych i kar negatywnych, bo każde działanie karą pozytywną bądź wzmocnieniem negatywnym musi być z powyższymi powiązane (odsyłam do teorii warunkowania instrumentalnego Skinnera). Tymczasem laikom poważny problem sprawia często samo "kilkanie" z przyzwoitym timing'iem.
Ponadto, halter, jak sama nazwa wskazuje, służy nam do zatrzymywania bądź wyhamowywania psa. Nie ma magicznej mocy zmiany nastawienia psa. Służy wyłącznie do przerwania problematycznego zachowania i robi to w sposób zdecydowanie niedelikatny.

Poza tym, dobrze wprowadzony kaganiec nie powoduje u psa żadnego dyskomfortu, podobnie jak nie powodują go np. derki, które też na początku źle się psom kojarzą. Do kagańca nie podpinamy smyczy, w ogóle nim nie działamy. On sobie po prostu jest. Doprawdy, nie wiem w jaki sposób miałby on powodować ból.

kimbri

Okej, dziękuję za rzetelne objaśnienie tematu. :) Nie chciałam udzielać porad szkoleniowych, po prostu uważam, że pies nie powinien być trzymany w izolacji i podałam ciąg pomysłów, co zrobić, żeby następnym razem było bezpieczniej. Jesli moje pomysły nie leżą, albo są uważane
są sszkodliwe, nie ma problemu Autorko- zrób coś innego.
Nie "odszczekam" teraz całej swojej szkoleniowej przeszłości, pieski są, pracują i mają się dobrze. Więzadła również całe. Kończę z radami, ale odwołam się tylko do tego, co napisalam w komentarzu nr.1- warto poczytać o behawiorystyce i się przygotować.
PS. Przy szkoleniu psa nigdy nie ciągnie się "gwałtowanie" za hatler. Ja zostałam nauczona metody- pies ciągnie/ignoruje- Ty czekasz aż mu się znudzi, zwróci na ciebie uwagę, uspokoi sie- klik nagroda. Po jakimś czasie psu po prostu opłaca się bycie posłusznym i wchodzi mu to w nawyk.

kryszna Odpowiedz

Zrobiłaś co mogłaś. Nie wszystko da się kontrolować. ŻYCIE.

niepojmuje Odpowiedz

To bardzo dobra postawa że bierzesz odpowiedzialnosc za te kotki, ich mamę i zaistniałą sytuację. Niby jest się czego wstydzić (przede wszystkim pewnie przed samą sobą), ale stało się - postaraj się więcej do tego nie dopuścić i zrób dla kociaka co możesz. Przykro mi, ale życie to ciągła seria niefortunnych zdarzeń...

Yiuno Odpowiedz

Jestem weterynarzem i szczerze mówiąc, gdyby kocięta były choć odrobinę młodsze, tego zranionego natychmiast bym uśpiła. Zapewne dużo osób mnie zminusuje i powie "no jak tak można!", ale tak to już jest.
Bardzo dobrze, że nie masz żalu do psa. Bo zwierzę to zwierzę, a zwierzęta nie czują ani nie myślą jak my.
A co do tego, że wpuściłaś psa, to jestem właściwie w stu procentach pewna, że ugryzł kociaka właśnie dlatego, że matki nie było w pobliżu. Tak samo robią właściwie wszystkie dzikie zwierzęta. Nie ważne czy ptaki, ssaki czy gady. Gdyby widział matkę chociaż kontem oka - pewnie by się nie odważył.

Ale trudno. Tak bywa. Cieszę się, że dało się go odratować, a w razie czego polecam po prostu udanie się do kompetentnego weterynarza i usztywnienie bioderek(Nie wiem dokładnie co mu jest, bo co innego jeśli rdzeń okręgowy został przerwany, a co innego jeśli ma połamane kości). Kociak z czasem nauczył by się jakoś poruszać.

Poza tym koty to szczwane stworzenia. Nim się obejrzysz będzie ganiał tego psa Tak, że jeszcze WSZYSCY to popamiętają ;)

lahierba Odpowiedz

Tę historię wraz z komentarzem uzupełniającym powinien przeczytać każdy, kto dopuszcza do niekontrolowanych "przyjaźni międzygatunkowych" zwierząt, z których jedno dla drugiego może być niebezpieczne - np. kot i szczury. Ileż to razy ja się naczytałam: "Ja swojego kota znam i mam pewność, że nic szczurkom nie zrobi." Czy ludzie się kiedyś nauczą, że nawet SOBIE SAMEMU nie można ufać zawsze na 100%, bo mimo rozważań moralnych, etyki itd. czasem odzywają się w nas instynkty, więc co dopiero zwierzęciu? :(

MissStonem

Przyjaźnie międzygatunkowe zwierzaków się zdarzają, ale w warunkach domowych trzeba być ostrożnym przy ich zawieraniu albo jeśli faktycznie są to zwierzaki, które mogłyby zrobi sobie wzajemnie krzywdę - nadzorować te "kontakty". Mój pierwszy pies i pierwsza kicia poznawali się wzajemnie przez kilka tygodni, pies przypięty do smyczy, powoli oswajali się ze swoją obecnością, po czym kiedy kicia dorosła czasami przepychali się dla zabawy (wielki wilczur popychał ją nosem, a ona oddawała mu łapką ze schowanymi pazurami), spała na nim, a potem, kiedy miała własne kocięta zdarzało się, że przy ciepłym letnim dniu sama potrafiła podsunąć mu wszystkie swoje dzieci pod nos do pilnowania i zaniknąć na dłuższy spacerek po okolicy ;)

JaAnna Odpowiedz

O mój Boże, biedny kotek;( Czasu nie cofniesz, teraz możesz tylko (i aż!) zrobić wszystko, by jego życie było jak najszczęśliwsze. Pewnie warto byłoby poszukać informacji, jak ułatwić życie niepełnosprawnym zwierzetom. I oczywiście dołożyć starań, aby nic podobnego się już nie zdarzyło. Nie wszystko da się przewidzieć, ale warto się starać:) Powodzenia!

Vulneraverunt Odpowiedz

Kocie może mieć jeszcze szanse stanięcia na wszystkich czterech łapkach, jak nasza kotka, jeszcze 3 miesięcy nie miała jak została pogryziona przez psa tak że nie mogła ruszać tylnymi kończynami (nie moja wina, nawet mnie w domu nie było, co i jak nie ważne w tej chwili ;)), nawet czucia w nich nie miała! Oczywiście zaraz po pogryzieniu szybka jazda do weterynarza, była operowana, dokładnie miała zszywane mięśnie, aczkolwiek lekarz od razu powiedział że kocia może już nigdy nie chodzić!
Nigdy nie zapomnę naszej radości jak któregoś dnia, dłuższy czas po wypadku mała zaczęła chodzić na 3 łapkach, 4 ciągnąć z tyłu za sobą, po kolejnych kilku dniach (tydzień, może 2) i śmigała na 4 łapkach, chociaż ta jedna nadal była lekko niewładna :)
Dziś prawie 2 lata po pogryzieniu kotka w pełni śmiga na 4 łapkach, a to co wyczynia potrafią sobie wyobrazić tylko osoby posiadające koty wychodzące :)
Tak, tak, niczego się nie nauczyliśmy i kotce pozwalamy wychodzić na dwór i to jest w pełni jej wybór :)

Martyna21P Odpowiedz

to nie twoja wina. nie powinnaś mieć wyrzutów sumienia. i tak dobrze, że zainterweniowałaś, nie mogłaś tego przewidzieć. teraz zaopiekuj się nim i nie martw się przeszłością, najważniejsze, że na chwilę obecną kociak żyje.

Natalia86

Jak to nie jest jej wina? JAK? "Kiedy kotka jadla w kuchni, pozwolilam psu poznac trzytygodniowe kociaki." SAMA PRZYPROWADZIŁA PSA DO MAŁYCH KOTÓW. Więc to JEST JEJ WINA. Jak się jest głupim to takie są właśnie tego skutki. Szkoda tylko kotka, bo pewnie nieźle cierpi i ciekawe co się z nim stanie jak podrośnie...

Vulneraverunt

To jest i jednocześnie nie jest jej wina.
Naturalną koleją rzeczy jest że stary domownik (pies) musi poznać nowych domowników (kocięta).
Źle że doszło do takiej sytuacji, ale oskarżanie osoby, która już wzięła na siebie winę, jest co najmniej nie w porządku.

Martyna21P

@Natalia86 w tych komentarzach staramy się pocieszyć autorkę, wesprzeć ją. kotki i tak kiedyś musiałyby poznać psa, a jak już doszło do tak nieszczęśliwego wypadku, autorka nie mogła nic z tym zrobić. "Jak się jest głupim" -starasz się bardziej zdołować dziewczynę?

Natalia86

Martyna mam ją wspierać i pocieszać tylko dlatego żeby jej przykro nie było, chociaż zrobiła taką głupotę? Przecież pies to nie człowiek, on nie jest tak bardzo rozumny, nigdy nie można wiedzieć jak zareaguje. I przyprowadziła go do tak malutkich kociąt? I co? Myślała, że będzie się z nimi bawił? Ja znam sytuacje, gdzie przychodził stary kocur i zagryzał małe kocięta, bo nie były jego... A tu jeszcze przyprowadzać samemu psa i pozwalać mu zbliżyć się na tyle do kociąt, żeby je złapać i ugryźć? No brawo.

lahierba

Tak, Natalia86 ma rację, ale wyraża ją w prostacki sposób, więc niech spada na drzewo.

MaggieGreene

Ale za co te minusy? Nikt nie linczuje autorki, dobrze zrobila, opiekując sie kotkiem po tej tragicznej sytuacji. Ale to nie zmienia faktu, ze zostawienie tak małych kociąt z psem bylo lekkomyślne i nieodpowiedzialne.

LekarzDomowy

Mój dziadek na wsi rzucał psu małe kotki żeby się pobawił (pies). I wszyscy się śmiali.

lessthan3 Odpowiedz

Zawaliłaś sprawę i Twoją winą jest kalectwo kociaka. Wiem, że kiedyś trzeba było przedstawić kociaki psu, ale robi się to z zasadą ograniczonego zaufania. Dopuszcza się psa do kociąt, ale ciągle będąc obok i np. trzymając lekko psa za obroże by mógł powąchać kociaki, zaakceptować, ale by w razie czego można było szybko zareagować. Ale teraz to już nie ma sensu ubolewać nad swoją głupotą, ważne że robisz wszystko by kociaka ratować i ułatwiać mu w przyszłości życie, za to duży plus ode mnie. Bo znam wiele kociarzy, którzy zwyczajnie poszliby kota uśpić.

Zobacz więcej komentarzy (10)
Dodaj anonimowe wyznanie