#0JskB
Przede mną widzę starszą panią typu moher – berecik, płaszczyk i walizeczka na kółkach. No to myślę, że sobie postoję.
Nagle krzyk i przerażenie kasjerki przykuły moją uwagę. Wywiązała się rozmowa między babcią a kasjerką. Kasjerka, widząc ciurkiem lecącą krew z głowy babci, pyta „Czy nic pani nie jest?”. Babcia na to, że nie wie o co chodzi, że się czuje świetnie. Zdumiona kasjerka kontynuując powiedziała, że przecież leci jej z głowy krew. Babcia na to ściągnęła beret... i mym oczom ukazała się na jej głowie paczka wątróbki od rzeźnika, z której leciała krew.
Babcia chciała podjebać wątróbkę.
Ta miejska legenda krąży po internetach w kilku wersjach...
Już wnuki tej babci wynoszą wątróbkę w bereciku. Swoją drogą, nigdy nie zrozumiem, jak można na bezczela kopiować jako własne tak stare i popularne historie.
No tak, zamiast karetki trzeba było wezwać policję.
Tak było. Potwierdzam. Jestem tą wątróbką.