Pod koniec pierwszej klasy szkoły podstawowej rodzice wysłali mnie na obóz harcerski w celu usamodzielniania się. Spaliśmy w niewielkim schronisku młodzieżowym, jak to często na tego typu wyjazdach bywa, w pokojach wieloosobowych. Sytuacja miała miejsce ostatniego dnia obozu, przy ognisku pożegnalnym. Jako że mieliśmy wyjeżdżać do domu bardzo wcześnie rano, wszystkie drużynowe dopilnowały, żeby każde dziecko było już spakowane. Podczas naszych zabaw i śpiewów przy ognisku, kierowniczka wycieczki postanowiła przejść się po pokojach i sprawdzić, czy aby na pewno nikt nie zostawił jakichś rzeczy w szafkach czy pod łóżkiem. Następnie wróciła do nas, niosąc reklamówkę, i kazała się po nią zgłosić właścicielowi, nie szczędząc przy tym wyzwisk w jego kierunku (jak głupim trzeba być, żeby nie potrafić się spakować; czy nie potrafimy nawet zajrzeć pod łóżko i sprawdzić, czy nic tam nie zostało; czy ona wszystko musi za nas robić; że to przez nas, małych gówniarzy, ona dostałaby później opierdziel od rodziców, jak ich pociecha wróciłaby bez części swoich rzeczy itp.). Myślę, że nietrudno się domyślić, że nikt nie zgłosił się po reklamówkę. Drużynowa postanowiła więc wywalić całą jej zawartość na ziemię, a okazała się nią w większości brudna bielizna. Opiekunka raz jeszcze zapytała, czy zgłosi się właściciel, a po chwili ciszy wpadła na genialny pomysł. Stwierdziła, że te brudne majtki potraktuje jako nagrodę dla najgrzeczniejszych dzieci podczas obozu. Następnie wywoływała nazwiskami i z dumą rozdawała bieliznę na oczach wszystkich, w sposób, który porównywalny jest z wręczaniem Oscarów. Sama odebrałam wtedy bodajże trzy pary majtek. Po powrocie do pokoju wcisnęłam je gdzieś do torby i zapomniałam o sytuacji. Dopiero w domu, gdy mama brała moje rzeczy do prania, zwróciła uwagę, że chyba przez pomyłkę podpierdzieliłam komuś bieliznę, więc opowiedziałam jej o wszystkim. Ku mojemu zdziwieniu, ta ucieszyła się, że nowe gatki będą na mnie pasować, więc się wypierze i będą jak znalazł. I tak oto przez jakiś czas chodziłam w tych majtach, które były „nagrodą” za bycie grzecznym dzieckiem na obozie (i nie, nie pochodzę z rodziny, której nie byłoby stać na zakup kilku par nowych).
Nie wiem, co o tym myśleć. Ale jak musiała się czuć 7-letnia dziewczynka, której brudna bielizna była rozdawana na oczach przynajmniej kilkudziesięciu dzieci, i jak wytłumaczyła rodzicom, czemu wróciła do domu bez niej?
Dodaj anonimowe wyznanie
Ta kobieta nie powinna pracować z dziećmi.
Wychowawcy na obozach czy koloniach to niestety często sfrustrowane, nieszczęśliwe osoby, które wyżywają się na dzieciach, bo wiedzą, że te nie zaprotestują i nie będą w stanie się obronić. Sama pamiętam jak na jednym wyjeździe (swoją drogą urządzonym przez znaną kościelną organizację), kazano nam stać nieruchomo pół godziny na słońcu w ramach kary za to, że nie zjedliśmy obiadu.
Kościelna organizacja- to wiele tlumaczy
na miejscu twojej matki zrobiłabym awanturę taką, że ta kobieta już nigdy więcej nie miałaby pozwolenia na pracę z dziećmi, dziwi mnie na jakim luzie twoja do tego podeszła, to mogłabyś być ty tą upokorzoną dziewczynką
Chore jest to, że matka wpadła na to byś chodziła w tych majtkach. Tak, wiem wyprane i co z tego? Obrzydlistwo...
ale patologiczne babsko. chyba lubi upokarzać ludzi
Ta drużynowa to do końca normalna nie była prawda? Zachowanie Twojej mamy też nienormalne sorry
Mieszkający w moim bloku "Brajanek" wyrzuca swoje obsra..e gacie przez okno (są tam porośnięte chaszczami nieużytki), dowiedziałem się o tym, gdy mój pies z dumą przyniósł mi swoją "zdobycz".
Kyrie Eleison, cudze majty rozdawać...
Mniej więcej tak jak pisarz który to wymyślił. Przecież siedmiolatki by nie umiały tego utrzymać w tajemnicy a rodzice by taką wychowawczynię po prostu roznieśli.
Baba nie powinna pracować z dziećmi