Wiem, że to siara, ale... boję się pracować. Nie chodzi o to, że jestem leniem czy cokolwiek, tylko że mam 20 lat, uczę się, ale jestem dość cichą i spokojną osobą. Nienawidzę, kiedy ktoś na mnie krzyczy. W pierwszych pracach (miałam dwie jako kelnerka dorywczo i na kasie) nie traktowali mnie dobrze. Kierownicy i ogólnie osoby "wyższe rangą" zawsze się wydzierali, wyzywali, a i czasem klienci nie byli mili. Przez to bałam się wręcz chodzić do pracy i najgorsze, że tak mi zostało. Mam jakieś psychozy, że już zawsze tak będzie. Że będę traktowana jak śmieć w pracy. Najgorsze, że rodzice zamiast jakoś wesprzeć mówią "no tak jest, trudno, pogódź się z tym". Tylko że nie mogę.
Może ktoś doradzić, jak zwalczyć te lęki? Zastanawiam się nad psychologiem.
Dodaj anonimowe wyznanie
Nikt nie ma prawa na Ciebie krzyczeć, to jest agresja, nic dziwnego, że trudno Ci to zaakceptować, to jest niedopuszczalne zachowanie.
A psycholog, mógłby pomóc, choćby w nauce pewności siebie. Walcz o siebie, nie Ty jesteś dziwna, tylko ludzie wokół chamscy. Trzymaj się.
nie, przemoc psychiczna nie jest normalna
Na klientów niestety nic się nie poradzi, natomiast krzyczenie na podwładnych to oznaka słabości, ci "kierownicy" nie potrafią inaczej rządzić i wymuszają wszystko krzykiem
Klienta też obowiązują normy społeczne. Skończyły się czasy "klient nasz pan". Klient nie ma prawa krzyczeć czy stosować innych form agresji na obsługującej go osobie. I klientowi też trzeba jasno, w takich okolicznościach, postawić granice.
Jak nie bedziesz miała co jeść to leki same mina albo będa zagłuszone.
A tak powaznie, to nagrywaj takich cieci i zgłaszaj do sądu pracy, masz spora szanse wygrać miesieczna pensje.
Sama tak mam i znam inne osoby, które tak mają. Coraz częściej się to pojawia. Teraz jestem na stażu i wszyscy są mili i pomocni, ale miałam okropne opory, żeby znowu podjąć się jakiejś pracy po poprzednich doświadczeniach. Na szczęście jesteś ode mnie młodsza. Nie zostawaj w pracy, w której Ci się nie podoba, szukaj innej i powiedz im na do widzenia, choć uprzejmie, dlaczego się zwalniasz. Uczysz się (nie wiem czego), masz czas na dodatkową naukę czy kursy, to dopiero początek dorosłości.
witamy w doroslym zyciu, w ktorym jak nie wykazesz sie asertywnoscia to cie zjedza
hahahahahahahahahahahahaha proszę, proszę jakie piękne czasy mamy:)))
Nie jest problemem znalezienie pracy tylko to, że płąteczek śniegu boi się interakcji ze współpracownikami.
Autorko jesteś tylko głupia czy masz jakieś upośledzenie umysłowe?
Lęki? Psycholog?:))) 20 latka, której dupy się ruszyć nie chce - to jest diagnoza.
Jak masz tyle lęków to znajdź sobie Suggar Daddy, przetrzepie ci sakwę ale chociaż jakąś hajsiornie dostaniesz:))
"Kierownicy i ogólnie osoby "wyższe rangą" zawsze się wydzierali, wyzywali" - hahahahahahahahahahahahahahahahahahaha przecież to jasno widać, że autorka zmyśla i gówno wie o pracy w restauracji.
A jacżyż to KIEROWNICY i wyzsi rangą tak pomiatali biedną kruszynką:))))
życzę powodzenia na maturze za dwa lata:))
i zachęcam do pracy w restauracji lub pubie, można dorobić, fajna atmosfera......no i nie ma tych straszliwych KIEROWNIKÓW:)))))
wow... coraz agresywniejsze te twoje teksty....
@Ebubu
Choroba postępuje :(
dlaczego agresywniejsze? bo prawdę napisałem?:))))
Przecież to od razu widać, że to wymyślona bzdura po raz kolejny.
Sposób pisanie typowego wiejskiego przygłupa a do tego dodane lęki (oczywiście) i kompletny brak informacji dotyczących pracy.
Czyli klasyczny ciąg = łzy + nie radzenie sobie+ lęki (przy najprostszej pracy) + psycholog.
No tak, ja nie widziałem, to nie istnieje. :v
Na mnie kiedyś przyszło dwóch nawrzeszczeć (właściciel + kierownik). XD Teraz po 5 latach śmieszne, ale na żywo wcale nie było.
Kociambe
Czyli według ciebie jestem "wiejskim przygłupem" bo rok wcześniej miałem podobne odczucia co do pracy co autorka i równiez się bałem ją podjąć? A raczej w okolicy nie było pracy na normalnych warunkach więc nawet nie miałem gdzie jej podjąć.
Teraz pracuję w zawodzie który uwielbiam, ale kociambe i tak nazwie mnie przygłupem bo trafiałem n teagiczne warunki pracy. Przecież każda praca dobra, a ja zmyślam i mam za duże wymagania :)
Anja się zgadzam w pracy nie ma lekko czasem trzeba zacisnąć zęby, nigdzie nie będzie także wszyscy będą zakochani w Tobie i nie będą chcieli cię wykorzystać. Oczywiście nie jestem za agresywnym traktowaniem ludzi no ale gdzieś robić trzeba a nie bać się pracy, a może wyjścia z domu też się boi
Kociambe nie wszystko jest czarno-białe.
Do wyznań w internecie zawsze trzeba mieć pewną dozę ostrożności ale tutaj wydaje się realne.
Po pierwsze, Autorka nie musi się spowiadać gdzie konkretnie pracowała (napisała że była kelnerką).
Szefostwo, kierownicy w gastronomii często traktują podwładnych jak śmieci. Moja znajoma pracowała wiele w gastro i opowiadała różne historie od szczurów po darcie mordy.
Zresztą nie tylko w gastro tak jest. Niektórzy sądzą, że wyższa ranga pozwala na bycie bucem.
U mnie na szwalni (była praca) jak jedna babeczka została kierowniczką to się zmieniła o 180°. Żadne polecenia, tylko darła mordę i przeklinała jeszcze strzelała focha. Niestety była mamą kolegi zastępcy szefa i była nie do ruszenia. Nawet wywaliła kilka bardzo dobrych pracowników (bo jej nie odpowiadali). Szef jak zobaczył, że może stracić prawie wszystkich pracowników to ją zdegradował.
I mowa tutaj o babeczkach 50+. Niektóre pracownice bały się w ogóle odzywać, a 95% problemów wychodziło i było z winy "kierowniczki" (np. dała im element A i B do zszycia, a potem się okazało że powinno się zszyć element A i D. Oczywiście to jej wina ale darła się na pracownice. I nie, pracownice nie mogły wiedzieć jakie elementy trzeba zszyć bo się nie dzieliła z nimi wykrojami i samym projektem bo cytuję "ważne że ja wiem, Wy nie musicie").
W każdym środowisku znajdzie się buc, który będzie uważał się za lepszego i będzie traktował Cię jak gówno. Z takimi trzeba krótko, niestety, bez konfrontacji się nie obejdzie.
Najprostsze wyjście: załóż działalność gospodarczą w takiej dziedzinie, w której nie będziesz miała specjalnie kontaktu z ludźmi. Na przykład tłumaczenia specjalistyczne, zwłaszcza medyczne czy techniczne: lepiej płatne, a dziubiesz swoje i zleceniodawcę masz na mailu dwa razy: jak odbierasz tekst i jak oddajesz. Zależnie od zlecenia, czasem jeszcze musisz mieć kontakt z korektorem.
Albo jakaś działalność o charakterze artystycznym, niespersonalizowana, na przykład jakieś obrusy, narzuty, torby zgodne z katalogiem, jakieś obrazy nieportretowe, etc. Tyle że tu mniejsza płaca i zarobek niepewny.
I nie załamuj się - jak na osobę nieśmiałą i cichą, nieagresywną, wybrałaś sobie najgorsze miejsce na pierwszą pracę :D. Potem będzie lepiej.
Hah, wymieniłaś dokładnie te dwie dziedziny, w których się kształciłam i które od jakiegoś czasu próbuję przekuć w swój główny zawód (z lepszymi i gorszymi wynikami). Wybrałam tak z podobnych powodów jakie ma autorka - bo to są rzeczy, które można robić w domu, na spokojnie, na własnych warunkach i bez użerania się z przełożonymi, plus i jedno i drugie sprawia mi przyjemność. Obecnie bynajmniej nie jestem nieśmiała, ale zaczynałam podobnie jak ona - najbardziej na świecie bojąc się krytyki, darcia się na mnie i niesprawiedliwego traktowania. Takie zawody mają swoje minusy, choćby, tak jak napisałaś, niestabilność, niepewność zarobków, no i fakt, że trzeba samodzielnie ogarnąć też tą biznesowo-formalną część prowadzenia własnej działalności/ pracy jako freelancer na krótkoterminowych umowach. Ale plusów też jest dużo i to dla nich dalej próbuję (nawet jeśli to wciąż poboczne zajęcia) i gorąco polecam to samo wszystkim, którzy nie za bardzo odnajdują się w "zwykłej" pracy na etacie :)
Po to się uczysz żeby nie podejmować tak stresującej pracy