#z64BK
Trafiłam na psychiatrów, którzy znęcali się psychicznie nad pacjentami. Przychodzili do nas jak do zwierząt i faszerowali lekami. Poniżali pacjentów. Traktowali nas, jakbyśmy byli śmieciami. Jak kiedyś się odezwałam, że powinniśmy zamienić się miejscami i ja zapytam ich, jak się czują, to nafaszerowali mnie takimi lekami, że nie mogłam po nich wstać z łóżka.
Prowadząca mnie psychiatra przy pierwszej wizycie u niej w gabinecie krzyczała na mnie i kazała ściągnąć spodnie, by zobaczyć moje blizny na nogach.
Najgorsza jednak okazała się psycholog, która powiedziała, że za mało się chyba starałam, skoro jestem tutaj w psychiatryku. Spotkało mnie tam piekło. Od strony lekarzy i pacjentów. Chciałam umrzeć jeszcze bardziej. Doświadczyłam tam dna emocjonalnego. Zobaczyłam, jak dla systemu jestem śmieciem.
Od tamtego czasu minęło 11 lat. Rok temu byłam w psychiatryku, potem na oddziale psychosomatycznym. Znowu będę iść do szpitala. Jest trochę lepiej niż kiedyś. Nadal nas faszerują lekami, to się nie zmieniło, ale lekarze są mniej patologiczni i czasami można trafić na kogoś naprawdę dobrego. Gorzej z pacjentami.
Czy sobie z tym poradziłam? Sądzę, że to piekło zostało w mojej podświadomości, a ja to wyparłam. Moi rodzice to alkoholicy, już wcześniej byłam straumatyzowana, potem szkoła i doszedł jeszcze szpital. Jestem niepełnosprawna. Zdiagnozowano u mnie podejrzenie schizofrenii prostej. 11 lat leczono mnie na depresje, błędna diagnoza i leki.
Jestem w stanie wiele wytrzymać, ale ile można? Biorę leki, jest trochę lepiej. Ale czasami nadal fantazjuję o śmierci.
Co by było, gdyby...?
Ale zwyczajnie podaj który to psychiatryk.
byłem w psychiatryku przez tydzień, to o jakiś miesiąc za długo.
Jak możesz być nadal faszerowana lekami skoro nie siedzisz cały rok w szpitalu? Bardzo mnie to zaintrygowało ...nagle co 2 osoba ma schizofrenię, a to dobre.