#Zv3kq

Moja relacja z mamą nigdy nie była dobra. Nie kocham jej, nawet jej nie lubię jako człowieka. Miewa dobre momenty, daje mi dach nad głową, jedzenie i pomaga jak może, ale nigdy nie czułam od niej tego, że mnie kocha. Czasem mam wrażenie, że ona nawet nie lubi być matką.

Na początku roku trafiła do szpitala, musiała przejść operacje usunięcia woreczka żółciowego, jak wyszła, to wszyscy wokół niej skakali i byli mili, robiliśmy wszystko, żeby doszła do siebie.

Czasem zastanawiałam się, co by było, jakbym ja trafiła do szpitala. Czy by się przejęła? Czy byłaby milsza? Czy przyjechałaby?

Miałam okazję się przekonać w tym tygodniu. Trafiłam na SOR z bólem brzucha, po badaniach wyszło, że mam kamienie w woreczku żółciowym, więc to samo co ona na początku roku. Trafiłam na oddział, w środę była operacja. Ona „nie mogła” przyjechać, bo była w pracy. Przyjechała moja babcia, za co jestem jej wdzięczna. Powiedziała mi jednak coś, co sprawiło, że przekonałam się, iż praca to była tylko wymówka. Cytując: „Po co będziesz jechać, ona i tak będzie spała cały dzień”. Moja babcia jej odpowiedziała: „Ciekawe, jak byś ty się czuła, jakby do ciebie nikt nie przyjechał”.

Nie wspomnę już o tym, że nawet jak byłam w szpitalu, to potrafiła się czy to telefonicznie, czy osobiście czepiać o głupoty, a jak wróciłam, to już w ogóle nie mogła się powstrzymać.

I wiecie co? Ja naprawdę chciałabym ją kochać, zrozumieć, że ma też inne rzeczy na głowie, ale... Tu się przejawia zwykła ludzka empatia do drugiego człowieka, już nie mówiąc, że empatia i szacunek do własnego dziecka.
Duszka1 Odpowiedz

To jest naprawdę trudne i bolesne. Dziecko przeważnie walczy o tą miłość rodzica bardzo długo, nawet w dorosłym życiu i nawet kiedy wie, że jest to przypadek beznadziejny. Gdzieś jednak tli się ta nadzieja, że "a może jednak któregoś dnia..." bo przecież to jest naturalna potrzeba dziecka - być kochanym przez rodzica. Wiem, bo sama przez to przechodziłam i miałam bardzo podobną sytuację do Twojej. Takie zdarzenia pomagają jednak stopniowo pogodzić się z tym stanem rzeczy. Stopniowo będzie dojrzewać świadomość, że tak naprawdę nie ma o co walczyć, bo tej miłości rodzicielskiej po prostu nie było, nie ma i nie będzie. Jedyne, co możesz na tym polu zrobić, to zawalczyć o siebie. O to, żeby zbudować swój świat oparty na poczuciu własnej wartości. Mnie pomogło też (mimo wszystko) odcięcie się od rodziny. Bo jak to się mówi - czego oczy nie widzą, tego sercu tak nie żal...

Dodaj anonimowe wyznanie