#z3Xsw

Z moją babcią widywałam się codziennie. Mieszkała niedaleko, codziennie po szkole najpierw udawałam się właśnie do niej, dopiero późnym wieczorem wracałam do domu. Nieciężko więc domyślić się, że byłam z nią bardzo zżyta. Po jej śmierci kompletnie się załamałam. Przez dwa tygodnie nie potrafiłam nawet spotkać się z koleżankami, ogólnie nie wychodziłam z domu. Na pogrzebie cały czas wyłam jak szalona, rodzice musieli mnie uciszać, co chwilę zwracając mi uwagę że "przynoszę im wstyd". Jednak to nie były tylko łzy smutku, ale też złości. Babcia zawsze opowiadała mi, co naprawdę myśli o większości swoich "koleżanek", opowiadała jakie rzeczy jej robiły. Unikała ich jak ognia, ja też miałam okazję przekonać się, jakie są. A na pogrzebie udawały takie miłe, przy moich rodzicach były jak takie potulne owieczki, opowiadały, jaka to babcia nie była wspaniała. Miałam ochotę po kolei wziąć każdą za włosy i wyrzucić z kościoła. Mówiłam rodzicom, kto nie powinien przychodzić na pogrzeb, bo doskonale wiem, że babci by się to nie podobało. Nie słuchali mnie, stwierdzili, że głupoty gadam, no i skoro jestem dzieckiem, to nie będą mnie słuchać.

Jakoś się ogarnęłam, wróciłam do codziennego życia. Aż nadszedł znienawidzony przeze mnie 1 listopada. Nie byłam gotowa odwiedzić grób babci, prosiłam rodziców, żeby pozwolili mi zostać w domu. Oczywiście znowu nie posłuchali, bo co pomyśli ciocia Krysia jak nie przyjdę, bo nie wypada itd. Ryczałam cały czas, znowu nie miałam nawet siły wstać z łóżka. Nie mogłam patrzeć, jak śmieją się z rodziną nad grobem babci. Ponownie się załamałam, prosiłam, żeby dali mi chwilę nie chodzić do szkoły, może zapisali mnie na terapię, ale nie. Nie słuchali. Mówili, że takie życie i trudno, od leżenia do góry tyłkiem całymi dniami babcia nie zmartwychwstanie i mam nie wydziwiać. Mieszkanie po babci momentalnie sprzedali, większość jej rzeczy wyrzucili zostawiając te najcenniejsze. I tak mijały dni, miesiące, lata... A ja przez ich gadanie, że "trudno", "takie życie", "nie wydziwiaj" do dziś nie mogę sobie z tym poradzić. A te stare baby nagle udawały, że zostawiły coś babci, żeby im oddać, nagle były dla mnie nie wiadomo jak miłe, czy może nie chciałabym im oddać tego a tego po babci, bo przecież co ja z tym zrobię itd. Nie mam nawet z kim o tym porozmawiać, nie umiem się przed nikim otworzyć, zdążyłam wyrobić sobie wizerunek takiej "niezniszczalnej" i nie jestem w stanie nikomu powiedzieć, co czuję.
Mandarynkowo Odpowiedz

Zirytowało mnie czytanie tego. Twoi bliscy są obrzydliwi

BuldogFrancuski Odpowiedz

Ty naprawdę jesteś niezniszczalna. Będziesz nią również wtedy, gdy się przełamiesz i pokażesz to wyznanie komuś zaufanemu. Przytulam mocno

Poziomka9310 Odpowiedz

Domyślam się że teraz jesteś dorosła. Czas chyba przeżyć tę żałobę tak jak tego potrzebowałas lata temu i pomyśleć o terapii

coztegoze2 Odpowiedz

Babcia Ci zrobiła ogromną krzywdę przelewając swoje frustracje dorosłej osoby na małe dziecko. Idź na terapię.

Iwo006

Całkowita racja.

PannaEris Odpowiedz

Jeżeli potrzebujesz o tym z kimś porozmawiać, wyzalic się, to daj znać

Dodaj anonimowe wyznanie