#z3Xsw
Jakoś się ogarnęłam, wróciłam do codziennego życia. Aż nadszedł znienawidzony przeze mnie 1 listopada. Nie byłam gotowa odwiedzić grób babci, prosiłam rodziców, żeby pozwolili mi zostać w domu. Oczywiście znowu nie posłuchali, bo co pomyśli ciocia Krysia jak nie przyjdę, bo nie wypada itd. Ryczałam cały czas, znowu nie miałam nawet siły wstać z łóżka. Nie mogłam patrzeć, jak śmieją się z rodziną nad grobem babci. Ponownie się załamałam, prosiłam, żeby dali mi chwilę nie chodzić do szkoły, może zapisali mnie na terapię, ale nie. Nie słuchali. Mówili, że takie życie i trudno, od leżenia do góry tyłkiem całymi dniami babcia nie zmartwychwstanie i mam nie wydziwiać. Mieszkanie po babci momentalnie sprzedali, większość jej rzeczy wyrzucili zostawiając te najcenniejsze. I tak mijały dni, miesiące, lata... A ja przez ich gadanie, że "trudno", "takie życie", "nie wydziwiaj" do dziś nie mogę sobie z tym poradzić. A te stare baby nagle udawały, że zostawiły coś babci, żeby im oddać, nagle były dla mnie nie wiadomo jak miłe, czy może nie chciałabym im oddać tego a tego po babci, bo przecież co ja z tym zrobię itd. Nie mam nawet z kim o tym porozmawiać, nie umiem się przed nikim otworzyć, zdążyłam wyrobić sobie wizerunek takiej "niezniszczalnej" i nie jestem w stanie nikomu powiedzieć, co czuję.
Zirytowało mnie czytanie tego. Twoi bliscy są obrzydliwi
Ty naprawdę jesteś niezniszczalna. Będziesz nią również wtedy, gdy się przełamiesz i pokażesz to wyznanie komuś zaufanemu. Przytulam mocno
Domyślam się że teraz jesteś dorosła. Czas chyba przeżyć tę żałobę tak jak tego potrzebowałas lata temu i pomyśleć o terapii
Babcia Ci zrobiła ogromną krzywdę przelewając swoje frustracje dorosłej osoby na małe dziecko. Idź na terapię.
Całkowita racja.
Jeżeli potrzebujesz o tym z kimś porozmawiać, wyzalic się, to daj znać