#ynvFB
Aby podnieść swój prestiż jeżdżę samochodem, na który mnie nie stać i noszę na nadgarstku zegarek droższy niż inni mają samochody. Nikt jednak nie wie, że siedzę po uszy w kredytach. Rżnę człowieka sukcesu, a w rzeczywistości jestem zwykłym blagierem, komediantem, aktorem odstawiającym szopki przed widownią, która jeszcze mnie oklaskuje za wciskanie im kitu. Kuźwa, ludzie kochani, przecież gdybym ja naprawdę był takim fachmanem od robienia forsy to nie zawracałbym sobie tyłka urządzaniem pokazówek zwanych dumnie szkoleniami. Przecież to jest tak oczywiste, że aż śmieszne i czasem dosłownie mam ochotę parsknąć śmiechem widząc tych wszystkich zgromadzonych naiwniaków gotowych płacić ciężkie pieniądze za obejrzenie mego przedstawienia, które tak naprawdę nic im nie da, do niczego im się nie przyda. Za to wyjdą pełni energii i przeświadczenia, że odtąd wszystko mogą. I będą trwali w tym durnym przeświadczeniu dopóki nie wygaśnie w nich ekscytacja i dopóki się nie spostrzegą, że jednak w kosmos rakietą nie polecą, bo są za starzy i nie przeszliby testów sprawnościowych w NASA, a więc nie wszystko jednak mogą. Lecz oni nawet wówczas nie zmądrzeją. Przeciwnie, usłyszawszy ode mnie, że wymagają kolejnego szkolenia zapiszą się na następny mój kurs motywacyjny. Kretyni.
Czasem mam sny, że ludzie odkryją jakim ja jestem kretynem. No może nie tyle kretynem, co niezłym cwaniaczkiem żerującym na pragnieniach ludzkiego sukcesu. I wówczas runąłby cały mój wizerunek, a wraz z nim cały mój świat. Mam jednak nadzieję, że do tego nie dojdzie. Dlatego dalej odgrywam swoje role, dalej mówię ludziom, że wiem jak mają żyć, jak powinni się bogacić, jak robić karierę, jak się ubierać, a nawet ile guzików rozpiąć w marynarce, aby to było zgodne z etykietą. Tak jakby ta etykieta miała jakiekolwiek znaczenie, gdy się okażę, że masz kurwa raka trzustki.
Ja już chyba wiem czemu Bóg dopuszcza na ludzi choroby i cierpienia. Żeby wyrwać ich ze obłędnego świata i żeby oprzytomnieli. Bo ludzie nie żyją w realnym świecie tylko w swoich wyobrażeniach na temat świata. Żyją w fikcji. I dopiero twarde zderzenie z rzeczywistością choroby sprawia, że nagle się budzą. Najczęściej z ręką w nocniku. Powinienem im to wszystko powiedzieć, ostrzec, że nie pieniądze są w życiu najważniejsze. Ale któż by mnie wówczas chciał słuchać? Z czego bym żył? I tak oto błędne koło się zamyka. Oto wielka tajemnica świata. Świat to globalny dom wariatów.
Wybaczcie, musiałem się wygadać. Choć raz szczerze.
Skoro siedzisz po uszy w kredytach, to raczej nie zbijasz na tym jakichś kokosów. Może lepiej byś zarabiał jako PH, skoro, jak twierdzisz, jesteś taki złotousty, co to sprzeda lód Eskimosom.
Może niech znacznie gadać do siebie przed lustrem. Może wyjdzie z głębokiej d#py kredytów.
Chyba jednak nie jest tak skuteczny jaku się zdaje.
Siedzący na widowni raczej nie rozpoznają jakiego typu nosi zegarek 😉
Prawda objawiona w stylu: Rano słońce wschodzi a wieczorem zachodzi.
Trudno odmówić słuszności.
Ale żeś odkrył Amerykę. Gadki motywacyjne są sposobem zarabiania pieniędzy i to nie jest żadna tajemnica. Nie wnosisz nic nowego wymyślaniem takiego "wyznania".
Przychodzą na takie kursy ludzie zapisani na szkolenia przez firmy, w ramach zorganizowanych warsztatów. Nawet nie musi ich interesować to co prowadzący mówi. Albo tacy ludzie, którzy bardzo potrzebują zobaczyć coś innego niż codziennie.