#yc8Xh
Maturę zdałam nieźle, dostałam się na medycynę. Zawsze to było moje marzenie. Ale wiecie co? To był największy błąd w moim życiu. Kompletnie się do tego nie nadaję. Nic mi się tu nie podoba, czuję się wymęczona i wyssana z jakiejkolwiek energii. Jestem na drugim roku tylko dlatego, że wykładowcy okazali mi trochę ludzkiej twarzy i wpisali 3 do indeksu na ostatnim terminie poprawkowym. Uczę się najgorzej na roku. Uwalam wszystko, co się da, bo zwyczajnie jestem zmęczona. Mój mózg wyparł mój perfekcjonizm z poprzednich lat. Nie potrafię się już uczyć, nic nie umiem zapamiętać. Mam problemy ze skupieniem się. Nauka sprawia mi problem. Żałuję, że poszłam na tak wymagający kierunek. Bywają dni, że śpię po 2-3 godziny dziennie z powodu nawału nauki. Mózg nie przyjmuje już nowych informacji.
A jednak dalej tam jestem. A wiecie czemu? Bo widzę, jak dużo moi rodzice wkładają trudu w to, żebym studiowała to gówno (nie krytykuję osób, które to studiują, nie krytykuję samego kierunku, po prostu dla mnie to gehenna). Widzę, jak są ze mnie dumni, jak się cieszą, że „dobrze mi idzie”.
Nie wiem, czy dotrwam do końca. Nie umiem się już normalnie uczyć, jak za czasów liceum. Jestem zmęczona, emocjonalnie pusta w środku.
Lepiej zmienić kierunek na taki, który faktycznie Cię interesuje, niż męczyć sie całe życie najpierw na studiach, a potem w pracy której będziesz nienawidzieć.
To jest bardzo częsty scenariusz, sama trochę go doświadczyłam. Czemu tak się dzieje (wg mnie):
1) rozwój dzieci nie jest liniowy. Niektórym mózg rozwija się znacznie wcześniej, niektórym później. Niektórym skokowo, niektórym stopniowo. Widząc super rozwinięte dziecko rodzice, nauczyciele i samo dziecko stawiają niesamowicie wysokie wymagania względem przyszłości. Kiedy tam się nie dzieje, i uczeń trójkowy ma taką samą pracę jak piątkowy, to ten piątkowy czuję, że zawiódł siebie i wszystkich, że coś zmarnował, choć od początku wymagania były postawione w głupi sposób
2) system nauczania nie jest dostosowany do dzieci wybitnych. Madre dzieci są traktowane jak maskotki - wygrywają konkursy, nie są problemem dla rodziców. Można się nimi nie przejmować. Ale o ich rozwój tak samo trzeba dbać, a nie zostawić samym sobie. Zadania, które dostają, też powinny być challengujace (stawiające wyzwanie?). Nie może być tak, że dziecko w szkole się cały czas nudzi, uczy się jak przetrwać 45 minut nie słuchając i zajmując mózg czymś ciekawszym, odpływać myślami, mazać po zeszycie, czytać książki pod ławką. Nie uczycie jak się uczyć w domu. Selekcjonować czego w jakie zagadnienia wkładac energię, jakie (bez straty dla ego) odpuścić. I potem na studiach czy w dorosłym życiu nagle wszystkiego jest dużo, a ty nie masz narzędzi by to ogarnąć.
Musisz to sobie kochana od nowa poukładać, bez presji, może jakimiś dojściami zobaczyć jak wygląda praca lekarza i czy ci się to nie podoba, czy tylko same studia są męczące, ale potem już praca będzie spełniać twoje oczekiwania.
Weź urlop i spróbuj na nim robić to na co masz ochotę, plus zastanów się, może warto o tym pogadać