Kiedyś byłam na koncercie dość znanego artysty. Z racji tego, że jestem krasnalem, wybrałam sobie miejsca na trybunach. W czasie trwania koncertu zauważyłam, że dużo osób siedzi (!!!!) na krzesełkach i coś sobie klika, pisze na telefonach. Stwierdziłam: trudno, ich sprawa, ja zamierzam się dobrze bawić i zaczęłam wraz z artystą śpiewać. Po kilku sekundach mojego śpiewu, chociaż nie wiem, czy tak można nazwać dźwięki wydobywające się ze mnie, poklepała mnie dziewczyna z rzędu za mną i najzwyczajniej w świecie kazała zamknąć paszczę, po czym wróciła do zamulania na telefonie.
Tak że tyle w temacie dobrej zabawy na koncercie.
Dodaj anonimowe wyznanie
Śpiewać to sobie można na płycie, tam są ci fani co znają każdy tekst i śpiewają razem z artystą. Im nie przeszkadza, że słyszą siebie nawzajem, a nie artystę. Na trybunach ludzie chcą słuchać artysty, a nie ciebie. I jakby by były jakieś wątpliwości to na trybunach też nie stoimy, Chyba, że stoisz tak, że nie zasłaniasz.
Żeby mieć dobrą zabawę na koncercie, musisz ją psuć innym?
a jak w kinie ludzie komentują akcję albo rozmawiają ze sobą, to pretensja. nam najwyraźniej naprawdę brakuje jakichś podstaw wychowania do życia w grupie