Mieszkam za granicą. Jak tylko wracam do Polski i użyję jakiegoś obcego słowa, to zawsze słyszę: „O, już języka ojczystego zapomniałaś?!”. Kiedy ktoś mieszkający w Polsce nagminnie wplata w rozmowę obce słowa, nikt nie ma problemu.
Czasem wolę siedzieć tylko z najbliższą rodziną, bo oni nie robią z tego problemu.
Dodaj anonimowe wyznanie
Tak mi się kiedyś w życiu ułożyło, że wracałam z Anglii autobusem. To jest właściwie materiał na całą historię i to bardziej na piekielnych, ale nieważne. Przede mną siedziały dwie panie, które rozmawiały praktycznie całą drogę (25 godzin), nie mogłam przejść na słuchawki, bo oszczędzałam baterie w telefonie, żeby rodzice mnie odebrali. Gdybym tej rozmowy nie słyszała na własne uszy, to bym nie uwierzyła, tyle tam było złych stereotypów o.polakach za granicą i między innymi właśnie takie wtrącenia naprawdę na siłę, bardzo nienaturalne. Jedyne co zapamiętałam to "mąż podpisał z nimi assignment". Doskonale pamiętały te same słowa po polsku, bo używały ich w innej części rozmowy, chyba robiły to dla lansu(?). I to niestety przez takich ludzi jest taki stereotyp i podejście do "zapominania" polskich słów. A prawda jest taka, że człowiek zapomina, bo po sobie widzę nawet jak bardzo mi język momentalnie ubożeje, jak przestaję czytać książki.