#y5I8K

Impulsem do napisania tego wyznania jest spotkanie na ulicy "koleżanki" z klasy, która była zdziwiona czemu nie pojawiłem się na spotkaniu klasowym po latach. Jestem osobą niepełnosprawną i miałem okazję w przeszłości trafić dla klasy, którą uwielbiał każdy nauczyciel, a wychowawca regularnie spotyka się dalej z niektórymi osobami na różnego rodzaju kawkach i pogawędkach, mimo upływu już tych kilkunastu lat od zakończenia szkoły.

Ja natomiast nie mogę powiedzieć o żadnej z tych osób dobrego słowa. Gdy zaczynałem te kilkanaście lat temu szkołę, byłem pełen nadziei, że poznam fantastycznych ludzi, a poznałem takich, dzięki którym wolałem dostać jedynkę lub minusa z odpowiedzi, bo każda moja wypowiedź na lekcji była powodem do śmiechu z tego powodu, że troszeczkę przy sytuacjach stresowych się jąkam.  Dlatego po pewnym czasie wolałem w ogóle nie odpowiadać na pytania, no bo jak, gdy twój najmniejszy dźwięk powodował rechot całej klasy?

Gdy próbowałem dołączyć do jakiegoś grupowego zadania, to najczęściej byłem ignorowany i pomijany i słyszałem tylko szepty na swój temat, po co ja tutaj w ogóle jestem lub że mieli to nieszczęście trafić akurat na mnie.

Przerwy spędzałem sam z boku i czasem mijało kilka dni/ponad tydzień, jak mogłem się do kogoś odezwać, co najczęściej kończyło się agresją ze strony z tego powodu, więc później nawet i to sobie darowałem - byle przeżyć dzień i żeby nikt się do mniej o nic nie przyczepił.

Wiec co zrobiłem gdy zrozumiałem, że dłużej tak nie wytrzymam? Wmówiłem sobie i otoczeniu (rodzicom, szkole), że jestem chory na jakąś dziwną i tajemniczą chorobę, która powoduje omdlenia i utratę przytomności. Okazuje się, że gdy jesteś niepełnosprawny od urodzenia, to:
a) lekarze przez twoją niepełnosprawność nie są wstanie stwierdzić, czy symulujesz czy też nie, bo twoja niepełnosprawność może powodować czasem takie objawy, więc musieli ci wierzyć na słowo
b) nauczycieli w sumie nie obchodzi czemu cię nie ma w szkole, bo bez ciebie ich życie jest prostsze.
W związku z powyższym otrzymałem nauczanie indywidualne i żeby poczuć się choć trochę mniej samotny, zacząłem grać w gry online, gdzie nikogo nie interesowało jak wyglądam, czy jestem sprawny itp. I nagle stałem się jednym z najpopularniejszych graczy na serwerze, z którym chciał zadawać się każdy, co pozwoliło mi skończyć szkolę i dostać się na studia, gdzie poznałem naprawdę wspaniałą grupę ludzi, dla których okazałem się swojego rodzaju gwiazdą socjometryczną spajającą grupę.

Najgorsze w tym doświadczeniu było to:
- Nauczyciele są ślepi albo udają, że są ślepi
- Gdy przez dłuższy czas nie wychodzisz z domu, to gdy już wyjdziesz możesz dostać szoku jak świat potrafi się zmienić
- Samotność i pustka, którą się odczuwa
- Niestety po studiach się dorasta i ci świetni ludzie mają swoje życie.
pacynkazeszmatek Odpowiedz

Pomimo, że jestem sprawna, również byłam wyrzutkiem, tyle, że w gimnazjum. Chodziłam do szkoły bo musiałam, nie bardzo miałam z kim rozmawiać, w ławce zawsze siedziałam sama. Zadziwia mnie gdy teraz spotykam znajomych z gimbazjum a oni siła się na jakieś uprzejmości lub na siłę próbują wspominać stare czasy- jestem pewna, że doskonale pamiętają, że mnie olewali, więc niech tak będzie nadal.

poprostujak

To sa falszywi, nic nie warci ludzie...

mamyczas

Też byłem wyrzutkiem. Najpierw w szkole podstawowej, potem w I klasie gimnazjum (chodziłem do zespołu szkół).Wiecie, co w tym wszystkim było najgorsze? Przeprowadzka. Pod koniec szkoły podstawowej moja sytuacja zaczęła mocno się zmieniać, zamiast być postrzegany tak jak do tamtej pory jako kujon i nerd ludzie zaczęli dostrzegać moje duże poczucie humoru i chęć pomocy innym, zaczęli ze mną normalnie rozmawiać i stałem się bardzo lubiany. Myślałem, że to koniec moich problemów, byłem najszczęśliwszym dzieciakiem na świecie. A potem...... mój ojciec dostał awans, jednak wiązało się to z przeprowadzką i zmianą gimnazjum. II i III klasa gimnazjum to był dla mnie istny koszmar, mimo iż minęło już ponad 6 lat od ukończenia gimnazjum, to moja przysięga o tym, że nigdy więcej nie wejdę w te mury wciąż jest aktualna, nienawidzę tego miejsca, nigdy nie zapomnę większości osób z klasy czy ze szkoły tego, co mi zrobili, bo szybko rozeszło się po szkole, że mamy nową "szkolną ofiarę". Paradoksalnie, kiedy 3 lata temu założyłem Facebooka, żeby móc dołączyć się do facebookowej strony mojego roku oraz strony grupy na studiach, to pierwszymi osobami, jakie wysłały mi zaproszenia byli moi "oprawcy". Przepraszam, jeśli średnio wyszedł mi ten komentarz, ale do dziś skacze mi ciśnienie, jak myślę o tym, jakimi ludzie potrafią być skurw***nami

mamyczas

Małe uzupełnienie: w I klasie gimnazjum jeszcze w starej szkole było spoko, bo jak pisałem pod koniec podstawówki miałem spokój.

keanna

Mnie też olewali i wyśmiewali. I żyję. Braki (pewność siebie) nadrobiłam przy pracy ze zwierzętami.

Velasco Odpowiedz

Ktoś kogoś olewa, ignoruje, prześladuje, wyśmiewa, rani w inny sposób, często nie zdając sobie tak naprawdę sprawy z tego że to kogoś może boleć. A później, gdy dorośnie dziwi się że ta osoba nie chce mieć z nim nic wspólnego. Co z tego że to było dawno i prześladowca może być teraz zupełnie inną osobą, prześladowany będzie pamiętał do końca życia.

poprostujak

Dokladnie.. Smiesza mnie tacy... 😏

biegnijForesTbiegnij

Nigdy w to nie uwierzę. Psychopata nigdy się nie zmienia, on zawsze udaje, Nie wierze w przemianę takich ludzi

biegnijForesTbiegnij

wg mnie doskonale wiedzą co czują ich ofiary.

iceiceice Odpowiedz

Naszła mnie teraz taka refleksja. Mam kolegę na roku, którego po prostu nikt nie lubi. To nie jest tak, że cały rok się uwziął na tą osobę - jest on irytujący, ma problemy z komunikacją, jego humor jest często bardzo nie na miejscu (studiuję kierunek, który wymaga dużej empatii i zrozumienia dla problemów innych). Zmuszam się, aby być dla niego miła, ale tak się nie da - nikt nie chce być z nim razem w parze, bo albo zapomni długopisu, albo zrobić sprawozdania (za co ma się niezaliczone ćwiczenia!) lub innych, ważnych rzeczy, aby brać udział w zajęciach i je zaliczyć. Zastanawiam się - czy wszyscy mamy taką osobę lubić? Czy to obowiązek? Czy za kilka lat ona nie napisze takiego wyznania, że nikt go nie tolerował?

kasoi

Dokładnie o tym samym pomyślałam bo również mamy taką osobę. Sam nigdy nic nie zrobi tylko czeka na gotowe więc nikt z nim nie rozmawia :)

ilemozna

Wy serio myślicie, że tylko takich osób nikt nie lubi?

Effol

Napisalaś o osobie, której rzeczywiscie mozna nie lubić, bo sa ku temu powody. Jednak większość jest prześladowana niesłusznie

vansen Odpowiedz

Ja rok siedze chory w domu, koledzy z pacy nie odwiedzili mnie ani razu. Jeszcze kilka miesięcy chorowania, w lutym operacja, albo cud. Samotność na serio boli.

rebeka13 Odpowiedz

W gimnazjum byłam totalnym wyrzutkiem. Chłopcom w głowie siedziały tylko gry komputerowe i masturbacja, innym dziewczynom - chłopcy, celebryci i kosmetyki. A ja lubiłam czytać. Nauczycielki potrafiły na przerwie zabrać mi książkę i nawrzeszczeć na mnie bo się nie integruję.
Na zakończenie trzeciej, ostatniej i długo wyczekiwanej, klasy byłam ku zdziwieniu wszystkich jedyną niezaryczaną dziewczyną w klasie. Cała reszta ryczała jakby im matki jedna po drugiej zmarły i chciały mnie przytulać bo będą tak bardzo za mną tęsknić.

Anda Odpowiedz

Bardzo mi przykro że spotkało Cię coś takiego. Ale życie zdrowego ucznia w szkole integracyjnej też potrafi nie być proste. Chodziłam do gimnazjum integracyjnego. To co się tam działo woła o pomstę do nieba. Uczniowie z orzeczeniem mogli dosłownie wszystko. Wyzwiska i wrzaski były na porządku dziennym. Nie wolno było odpowiadać ani się bronić. Zdarzyły się też niczym nie sprowokowane napaści fizyczne. Po prostu dlatego że mogli. Kiedyś "kolega" napluł mi w twarz. Dziewczynce która była kilka klas niżej złamano rękę. Osoby które to robiły nie poniosły żadnej, nawet najmniejszej odpowiedzialności. Często nawet to one były koniec końców pocieszane. Że już nie wspomnę o celowym potrącaniu wózkami, bo to była codzienność.

Luna2 Odpowiedz

Nie ty jeden miałeś taki sytuację. Najgorsze jak teraz te osoby udają miłych. W takich sytuacjach ma się ochotę kopnąć ich e dupę. Nauczyciele też często majątku wyjebane na ciebie albo nie umią nic zrobić z tym, że ktoś cię dręczy.

Mry Odpowiedz

I co jej.powiedziales czemu Cie nie bylo?

poprostujak Odpowiedz

Tacy ludzie jak Twoi koledzy z klasy maja po prostu niskie poczucie wlasnej wartosci i staraja sie robic wszystko, zeby siebie pokazac w lepszym swietle. To nie z Toba, a z nimi jest cos nie tak.. Zal mi takich jak oni...

biegnijForesTbiegnij

raczej zbyt wysokie , a innych mają za śmieci

aceofspades Odpowiedz

W mojej byłej pracy miałam kolegę, który się bardzo jąkał. Naprawdę bardzo, przy każdy jednym słowie. To Anglik, więc angielski akcent + jąkanie sprawiało, że zawsze musiałam się bardzo skupiać, żeby go zrozumieć. Ale był tak dobrym i miłym człowiekiem, że uwielbiałam z nim rozmawiać i spędzać czas, ale czasem gdzieś w głowie miałam myśli, że gdyby urodził się w Polsce, to miałby przejebane w dzieciństwie.

Zobacz więcej komentarzy (4)
Dodaj anonimowe wyznanie