#y2qkt

Byłam ostatnio na szkoleniu. Tak się złożyło, że było nas 12 kobiet w wieku od 25 do 45 lat. 
Na początku każda miała się przedstawić i powiedzieć coś o sobie. Jak każdy normalny człowiek by to zrobił? „Cześć, jestem Basia, mam 30 lat, pracuję tu i tu, mam męża i dwójkę dzieci”, prawda? Tutaj wyglądało to inaczej.

Co mnie strasznie zirytowało, to że te kobiety zaczynały swoją przemowę od tego, ile mają dzieci (byłam jedyną bezdzietną kobietą na kursie). Jedna to w ogóle nie podała swojego imienia na początku, tylko wypaliła: „Cześć, mam trójkę dzieci, Brajanka, Nikolę i Dżesikę. Mam na imię Ania”. Inna, zamiast o swoim hobby, zaczęła gadać o zainteresowaniach swoich dzieci. A reszta jej wtórowała.

Czy tylko dla mnie to dziwne, czy może to jest normalne?
Czaroit Odpowiedz

Normalne. Ale normalne nie znaczy zdrowe. W naszym społeczeństwie zaburzenia są już na tyle powszechne, że stały się niestety normą.

Jeśli kobieta nie widzi siebie samej poza rolą matki, jeśli nie rozwija innych zainteresowań poza własnymi dziećmi, to wcześniej czy później zapłacą za to wszyscy. Ona sama, jej partner a przede wszystkim jej dzieci.

SokoliWzrok Odpowiedz

Pieluchowe zapalenie opon mózgowych

Tylkopoco Odpowiedz

I powiedz mi, w czym TOBIE to przeszkadzało? I to do tego stopnia, ze kilka dni później musiałaś o tym napisać wyznanie? Czy zmieniło to przebieg szkolenia? Bo fascynuje mnie że każdy teraz krzyczy "żyj jak chcesz", ale jak ktoś żyje jak chce, to "dlaczego on tak robi?"

zdystansowany

Co jak co ale szkoleniowiec nie może żyć jak chce bo jak by to wyglądało jakby zorganizował kurs obsługi komputera na którym niespodziewanie by szkolił w zakresie obsługi maszyny do szycia? Wolno mu twierdzić że taka maszyna to komputer tego mu się nie odbiera ale wiesz o co chodzi. Tym babom też oczywiście wolno tak mówić ale czy szkoleniowiec powinien wydawać ich uczestnikom polecenie przedstawienia się i powiedzenia czegoś o sobie jeśli oficjalnie nie mieli podszkolić się w zakresie socjalizowania a wyszkolić zupełnie inną umiejętność? Dla autorki to pewnie nie jest oczywiste ale dla mnie jest że za przebieg szkolenia odpowiada jej organizator a nie uczestnicy więc nawet jeśli zastanawianie się dlaczego uczestnicy tak żyją nie ma sensu to już zastanawianie się dlaczego szkoleniowiec tak żyje ma sens więc w taki czy inny sposób jest sens zadawać pytanie dlaczego ten człowiek tak robi. Ludzie mają prawo wymagać że na szkoleniu szkoleniowiec będzie tylko szkolił i to w zakresie konkretnego szkolenia. Ryba psuje się od głowy co ten przykład dobrze obrazuje. Szkoleniowiec tylko szkoli zajmując się swym życiem czyli w tym przypadku szkoleniem ludzi więc nie daje pretekstu uczestnikowi szkolenia do zajmowania się życiem innych i problemu nie ma.

Kipis Odpowiedz

Normalne, dzieci absorbują masę czasu, stąd są często glownym zajęciem jak i tematem do rozmów.

zdystansowany

Niektórych absorbują nawet dorosłe już dzieci a szaleństwa tego końca nie widać.

hyde989 Odpowiedz

Jeżdżę na szkolenia, nigdy sie z tym nie spotkałam. Każdy mówi jak ma na imię, skąd przyjechał i czego oczekuje po szkoleniu, ewentualnie czym sie pasjonuje. Informacje o dzieciach i mężu to są sprawy mocno prywatne. Raczej ludzie by patrzyli z zażenowaniem gdyby któraś wyskoczyła "jestem Kasia, mam 35 lat, dwoje dzieci i męża".

wyzwolonaa Odpowiedz

Nie przejmuj się, lepiej iść własną drogą niż na siłę zadowalać społeczeństwo

psica

To pójdę własną drogą i nie zgodzę się z autorką. „Na początku każda miała się przedstawić i powiedzieć coś o sobie. Jak każdy normalny człowiek by to zrobił? "Cześć, jestem Basia, mam 30 lat, pracuję tu i tu, mam męża i dwójkę dzieci", prawda?” Nieprawda bo w takiej wypowiedzi brakuje powiedzenia czegoś o sobie np. podania swego hobby a jest jedynie przedstawienie się. Narzekasz na te panie choć być może jesteś podobna. Dla normalnej kobiety informacja o tym że ma męża i dzieci jest tylko przedstawieniem się a nie powiedzeniem czegoś o sobie bo nie definiuje siebie przez bycie żoną i matką a w każdym razie nie tylko przez to. Po prostu człowiek gdy się przedstawia to mówi np. jak ma na imię jaki jest jego status zawodowy oraz stan cywilny i że ma rodzinę (w sensie dziecko lub dzieci bo związek w którym nie ma go nie tworzy rodziny) a gdy mówi coś o sobie to podaje mniej prywatne informacje które wbrew pozorom więcej mówią o człowieku niż informacje które równie dobrze można rutynowo podawać w ankietach które niewiele dają bo żadna ankieta nie pokaże sytuacji danego człowieka który nie jest statystyką. To co piszę to niby prosta rzecz ale często zapominana. Mamy RODO które mało daje bo wciąż jest wywierana na ludziach presja by podawali prywatne informacje o sobie. Być może jest potrzebny w tym zakresie jakiś obowiązkowy kurs dla obywateli. No to tak poszłam swą drogą że uznają mnie być może teraz za dziwaczkę. A to nawet modne obecnie bo dziwaczny to po angielsku queer. Przed chwilą zaglądnęłam do słownika a tam napisane jest że queer to dziwaczny oraz pejoratywnie homoseksualista a nawet pedał. To już wiem czemu niektórzy używają tego przemiennie z gejem ale robią to błędnie używając tego jako jego nieobraźliwy synonim.

psica

To jest kolejna prosta rzecz którą czuję że muszę wytłumaczyć. Zawsze uważałam za durne uważanie że G i Q w skrócie LGBTQIAPK (to być może najnowszy skrót pewnej śmiesznej działalności ale kto by normalny za nią nadążył) to synonimy. Dla mnie to oczywiste że nie dodają kolejnych liter dlatego że znaczą one dla nich to samo (ja jestem normalna [a może nie skoro to podkreślam] więc dla mnie litera oznacza literę więc nabijam się z ludzi z tej społeczności że się czują literami) tak więc wyraz gay i queer to nie to samo dla nich więc gay to wg nich męski homoseksualista (żeński to oczywiście lesbian) a queer to dziwoląg a o sprecyzowanie w jaki sposób jest on dziwny nie dbają co jest dla mnie dowodem na niepoważność i śmieszność tej organizacji (jednakże jak widać nie sądzę żeby była tak niepoważna by dodawać literę która znaczy to samo co już istniejąca i jeszcze na dodatek była obraźliwym słowem zwłaszcza że się zorientowałam że oni lubią eufemizmy i dlatego na fetyszystę mówią bzikus [ang. kink-czyli litera K w tym skrócie] by nie nazwać jego problemu po imieniu to ich styl mówią lekko na luzie że ktoś ma bzika tam gdzie normalny powie że fetysz choć w sumie to ja już nie wiem bo w słowniku jest napisane że kink to skręt albo zwój [to brzmi niepokojąco bo sugeruje że działalność osławionych działaczy zrzesza wszystkich zboczeńców seksualnych czyli parafilów a nie tylko fetyszystów] w ogóle to styl mówienia Anglików jest dziwaczny [same queery cha cha] i tak np. na homoseksualistę mówią wesołek [ang. gay]) która kogo zrzesza trudno się połapać.

wyzwolonaa

Chyba pomyliły ci się komentarze

HansVanDanz Odpowiedz

Można było się skupić na szkoleniu, a nie na tym "co baby gadają".

zdystansowany

Niestety to gadanie było zupełnie niepotrzebną częścią szkoleczenia. Co to znaczy że na początku miano się przedstawić i powiedzieć coś o sobie? A po co? Żeby rozpraszało od innych etapów szkolenia? Co to w ogóle miało ze szkoleniem wspólnego że było jego elementem?

MaryL4

O, ja się zgodzę ze zdystansowanym. Też tego przedstawiania się nie lubię. Tworzy się dziwna presja wtedy i ocenianie. Często człowiek idzie na takie szkolenie, bo np czuję, że jego kariera czy życie towarzyskie jest w stagnacji. Albo że nie ma hobby i chce jakieś znaleźć, coś zrobić ze swoim życiem. I tu jeb, idziesz na kurs, wszyscy mają rodziny, zdobywają everest, grają na niszowych instrumentach.

psica Odpowiedz

Być może prościej było mą myśl przekazać odpisując skórze nr 989 a nie tobie panno wyzwolona ale wyszło jak wyszło ponieważ w głowie mam ogromny chaos i jeszcze czuję się winna z tego powodu tak więc naprawdę potrzebuję twej rady jak nie dać się wykorzystywać patriarchatowi przez który psychika mi siada z resztą fizyka również. Od dłuższego czasu literalnie nic nie mogę zrobić bo ciągle odczuwam strach i wypompowanie z energii.

psica Odpowiedz

Nie panno wyzwolona. Napisałam komentarze tam gdzie chciałam choć spanikowałam że jednak nie co być może widziałaś bo napisałam komentarz że przepraszam za napisanie komentarza w złym miejscu i że nic do ciebie nie mam bo w trakcie pisania komentarza (dwuczęściowego przez limit wyrazów) zapomniałam jaki miałam zamysł pisząc go ale zorientowałam się potem że wszystko w porządku było więc przeprosiny usunęłam. A tak ogólne to można się spodziewać że będę pisać komentarze w dziwnych miejscach przez awarię. Teraz np. nie mogę ci odpisać. A w ogóle do pisanie komentarzy w dziwnych miejscach pasuje do idei chodzenia własną drogą. Wyobraź sobie że jestem Catwoman (mawia się że koty chadzają własnymi drogami) czy innym czymś robiącym po swojemu co ci pasuje. Tak czy siak sedno jest takie że tamten komentarz napisałam tam gdzie chciałam choć wydawało mi się że jest inaczej a nawet coś mi się popieprzyło że tamten komentarz brzmiał jak zarzut wobec ciebie więc napisałam komentarz w którym cię przeprosiłam a gdy się zorientowałam że to tylko me urojenie to komentarz w którym cię przeprosiłam skasowałam. Ja notorycznie czuję się winna czasem bez powodu. Doradź ekspertko jak być taka jak ty robić co się chce i nie czuć winnym!

Dodaj anonimowe wyznanie