#xo8tT
Przyjechałyśmy następnego dnia. Była już noc, a ojciec nas nie wpuścił. Zadzwoniłam na policję. Policjanci przyjechali po 30 minutach i co stwierdzili? Że nie mogą nic zrobić do godz. 6, bo to byłoby zakłócenie miru domowego. I tak ogólnie rzecz biorąc, to według nich nic złego się nie stało i same jesteśmy sobie winne, bo nie wzięłyśmy w podróż swoich kluczy. Zasugerowali, że jedyne wyjście to ślusarz lub hotel, ale nas nie stać na takie luksusy. Chciałam, żeby chociaż wszczęli procedurę Niebieskiej Karty (po tylu latach...), ale oni nie widzieli tu przemocy.
Ojciec wpuścił nas nad ranem. Zrobił ogromną awanturę, doszło do rękoczynów.
Chciałabym liczyć na służby. Wiara w opowieść ofiary jest niezwykle ważna. Po tej interwencji policji wzmocniło się moje przekonanie, że to może moja wina, że ojciec się tak zachowuje. I że w sumie nic złego nie robi, tylko ja mam jakiś problem.
I tym chciałam się podzielić.
"Doszło do rękoczynów" czyli ślady zostały jedziesz na obdukcję do większego miasta albo sąsiedniego do szpitala tam informujesz jak doszło do sytuacji przyjeżdża patrol spisują zeznania bo muszą a potem sama idziesz do prawnika i nie mów że was nie stać bo w każdym mieście są prawnicy pro Bono którzy taką sprawę poprowadzą
no to złóż skargę wyżej na funkcjonariuszy, że nie podjęli działania. O ile oczywiście to prawda bo jedno czy dwa zdania każą zakładać, że to biat.
Jak bait i tak lubi bajdurzyć to tym bardziej niech złoży skargę. Odechce mu/jej się bajkopisarstwa.
Policja nie decyduje, czy można wszcząć procedurę Niebieskiej Karty, oni nie są sądem i nie decydują o tym, czy do przemocy doszło czy nie, kluczowe jest zgłoszenie ofiary, mają wtedy nomen-omen psi obowiązek taką Kartę założyć - przyjąć zgłoszenie
Jak to nie decyduje skoro to właśnie policjanci wezwani do awantury w domu zakładają niebieską kartę?