#xNnWM
Wprowadził się do mnie 10 lat temu. Ja nie pracowałam, pomagam w nieudanym biznesie rodzicom. Zaczęłam studia, ale zrezygnowałam po roku, gdy zaszłam w upragnioną ciążę (byliśmy zaręczeni). W styczniu spłonął rodzicom dom, a w lutym urodziłam. Nie miałam głowy do niańczenia, mały szybko wylądował na butelce. Okazało się, że nie lubię być mocno uwiązana. Syna kocham, ale chciałam pomóc rodzicom i był kolejny nieudany biznes i fundacja, która ich nagłośniła i zwiała z kasą i poniżając ich. Zostawili stan surowy otwarty. Moja siostra z chłopakiem weszła na dach i z grubsza go zrobili. Na głowę się nie leje. Rodzice wstawili okna i tak zostało do tej pory, ale mają gdzie mieszkać. Urodziłam córeczkę, nie była planowana, ale jak zobaczyłam ją na USG, pokochałam od razu, cieszyłam się niesamowicie, choć chciałam iść już do pracy, wyjść do ludzi. Mąż znalazł lepszą pracę, ale i tak ledwie wiązaliśmy końce.
Sąsiadka, która z każdym w kamienicy się spotkała w sądzie, przyczepiła się do mnie, że znęcam się i zaniedbuję dzieci zwłaszcza córkę, założono mi niebieską kartę, kurator, sąd. Załamałam się, ale wszystko dobrze się skończyło, oddalono zarzuty. Żyjemy biednie, mamy ruinę, nie mieszkanie, ale staram się dawać dzieciom wszystko, czego potrzebują. Gdy w kwietniu tego roku okazało się, że jestem w ciąży, załamałam się... Nie mogliśmy sobie na to pozwolić, musiałam usunąć. I ciężko mi z tą decyzją.
"Z drugim jestem do dziś. I ciągle zadaję sobie pytanie, co ja w nim widziałam." - i zrobiłaś z nim 3 dzieci
Jak dla mnie brzmi jak jakaś gruba patologia
TRUDNE SPRAWY....