Jak studiowałem, na początku roku akademickiego powiesiłem na wydziale ogłoszenie o zebraniu rodziców studentów pierwszego roku. Wyglądało jak inne ogłoszenia dziekanatu.
Niektórzy dali się nabrać. Kilkoro rodziców chodziło potem po budynku, szukając rzekomego zebrania.
Dodaj anonimowe wyznanie
Haha, dobry trolling:-)
:D uśmiałam się
jakoś bardzo mnie zasmuciło to wyznanie.
Bo to dobra ilustracja do tego, jak daleko w naszym społeczeństwie posuwa się niesamodzielność wśród młodych
suu - w punkt. plus bezmyślność, zarówno ich, jak i rodziców.
Czemu minusujecie Etanolan? Dla zasady? Przecież w pytaniu "dlaczego" nie można doszukać się niczego złego...
Niesamodzielność to jednak w dużej mierze (nie mam na myśli wszystkich przypadków, ale znaczną ich część) wina systemu, nie samych młodych. W wieku buntu, gdy mają najwięcej sił i energii, mówi się im, że są nikim i nie mają żadnych praw. Los nigdy nie był w ich rękach. Często znęcali się nad nimi rodzice, nauczyciele, rówieśnicy, a prawo nie dało im żadnych narzędzi do obrony. Jeśli nie dostali pozwolenia, od osób wyższych w hierarchii społecznej, nie mieli prawa do własnego zdania i nie mogli decydować o sobie ani ponosić odpowiedzialności. Osoba przez 20 lat tresowana na niewolnika po prostu musi nim zostać.
Enter, Jak to dlaczego? To Etanolan, odruch bezwarunkowy.
ale w poprzednich pokoleniach też nikt specjalnie nie wspierał młodych, nie powierzał w ich ręce losów świata, tak samo (lub nawet częściej) się nad nimi znęcano i upupiano ich w szkołach.
różnica polegała na świadomości, że pełnoletni człowiek musi być samodzielny, a dzieciństwo nie trwa do trzydziestki.
Ale w poprzednich pokoleniach dzieci miały więcej samodzielności a standardem była świadomość pójścia do pracy po technikum, lub studiów dla najbardziej zainteresowanych nauką, a nie "gdzieś koło 25 roku życia zaczniesz żyć naprawdę i pracować zawodowo, to niewyobrażalny szmat czasu, a jeśli zechcesz jak poprzednie pokolenia, zacząć "żyć" wcześniej, to nic nie osiągniesz, bo teraz każdy pracodawca wymaga studiów".
Zajebiste, niestety fakt, że ktoś się nabrał świadczy o dewaluacji wyższego wykształcenia.
It's a prank, bro.
u mnie na uczelni też takie ogłoszenie było :D
"Im większa szkoła, tym większa świnia" nie wzięło się znikąd.
to te wszystkie matki chodzace sie wyklocac z wykladowcami o wyzsza ocene, bo dziecie jest "genialne, ale leniwe" ...
Na studiach? Taki przypadek to chyba mają na uczelni raz na dekadę. A przynajmniej ja sobie nie jestem w stanie wyobrazić, by na uczelni pojawiali się rodzice. Przecież formalnie wykładowca nie ma prawa nawet z taką matką rozmawiać - student to dorosła osoba, absolutnie nie można udzielać informacji o jego wynikach w nauce rodzicowi. Takie kwiatki zdarzają się maksymalnie do matury, a przynajmniej ja o masowych nalotach rodziców na uczelnie nigdy nie słyszałam. I chciałabym wierzyć, że ich nie ma...
Dobre ale pod warunkiem że nikt przez to nie stracił całego dnia. Lepiej robiąc kawały ograniczać się do osób z uczelni. My raz zrobiliśmy kawał jednemu kapusiowi wydziałowemu. Napisaliśmy ogłoszenie że odbędzie się obóz żeglarski dla studentów w miejscowosci Ruda Cipka na Mazurach i podaliśmy jego telefon. Na Mazurach jest dużo dziwnych nazw jezior i miejscowosci i mnóstwo osób się nabrało.
Idiotyczne.
Bo ja wiem czy to takie śmieszne...
Brat studiuje dość daleko od domu. jak pomysle że przez prank jakiegoś wuja moja mama miałaby się tłuc przez 6 h w jedną stronę naszym wspaniałym PKP (a mama ma już ~60) to najchętniej znalazłbym takiego żartownisia i napier..lał jego mordą o ścianę aż by się wtopił w tapetę.
Autor jest naprawdę skrajnie zidiociałym przykładem kretyna który nie potrafi przewidzieć następstw swoich "pranków".
ps. do tych co stwierdzą że przecież "mógł się dopytać" - przypomnijcie sobie początek waszych studiów, zdenerwowanie, strach przed dziekanatem. Może się zdarzyć że młody studenciak nie pomyśli żeby się dopytać.
No ale dajcie spokój, przecież wiadomo, że student - dorosły człowiek - sam załatwia swoje sprawy i nie do pomyślenia jest, by mieszać w to rodziców. Jest to wręcz prawnie niemożliwe.
No jeśli mama tłukłaby się 6h pociągiem w jedną stronę na zebranie na uczelni dorosłego syna, to przykro mi to stwierdzić, ale nie byłaby to w żadnym wypadku wina żartownisia i jego „pranków”, a raczej totalnego braku myślenia i życiowej zaradności zarówno mamusi jak i ciapowatego synusia-cycusia
@Gro9 Syn może być zagubiony. Ale 60-letnia kobieta która nie wie, że studia są dla dorosłych...
To by znaczyło, że ani Ty ani Twoja mama do bystrzaków nie nalezycie
A matura to niby dla kogo jest? Większość uczniów w klasach maturalnych ma po 18/19 lat, ale rodzice mają wgląd do ich ocen i muszą chodzić na zebrania. Władza rodzicielska nie ustaje w chwili osiągnięcia pełnoletności, ustaje dopiero gdy człowiek narzuci rodzicielom swoją dominację (lub nigdy), co nie ma żadnego związku z edukacją ani rokiem urodzenia.
Yyy wystsrczyłoby, żeby nie pojechała?