#w7YpG

Wyznanie z gatunku odkryć zupełnie rzeczywistych, jednak mnie oświeciło – właśnie oświeciło mnie, że NIE MUSZĘ, nie muszę w imię źle pojmowanej lojalności uznawać za swoje i emocjonować się przekonaniami osoby mi bliskiej.
To, że dobijająca 80. teściowa chce niańczyć 50-letnią córkę i gotować jej obiadki, mogę mieć w dupie.
To, że moja żona, młodsza siostra tej niańczonej, odczuwa i przeżywa to jako odrzucenie (pewnie tak jest), to przykro. Ona nie ma obiadu ani żadnego wsparcia. Ale ja nie muszę w imię źle pojmowanej lojalności przeżywać tego tak jak ona. Mając to gdzieś, nie zdradzam jej. Po prostu – widzę, że to porąbane i zgadzam się, że to porąbane. Ale ja nie muszę tego tak przeżywać, nie muszę tego tak samo emocjonalnie widzieć.

Moje wielkie odkrycie.
worm Odpowiedz

i nie jedyne jakie dokonasz najpewniej. Ja żałuję, że w okolicach 25 - 26 roku życia dopiero to odkryłem. Źle pojmowaną lojalność i patrzyłem na wszystkich tylko nie na siebie. No i teraz jestem w tyłku z pewnymi rzeczami, z innymi w plecy, a rzeczona, źle pojmowana lojalność nie została nigdy ani nagrodzona ani odwzajemniona itp itd. ale za to pojawiło się pełno różnych pretensji, życzeń itp.

Człowiek był głupi, najważniejsze, że już nie jest.

upadlygzyms

Twój końcowy wniosek zrelatywizowałbym nieco. Nie nie jest, a jest nieco mniej.
Tak autorefleksyjnie.

Dodaj anonimowe wyznanie