#w2gOZ
Któregoś dnia jak zawsze spędzałam czas na strychu, tym razem ze starszą siostrą. Bawiłyśmy się zapalniczką, podpalałyśmy rogi kartonów z ubraniami (było ich tam mnóstwo) i od razu gasiłyśmy. To było jakoś przed południem. Zabawa nam się znudziła i wybyłam na cały dzień na dwór z dziećmi sąsiadów. U nas to było normalne, jak dzieci znikały na cały dzień na wsi, bo każde się znało i każdy siebie nawzajem pilnował. Nie pamiętam później, jak było dokładnie, ale do dziś pamiętam, jak wracałam do domu, bo zaczął padać mocny deszcz. I zobaczyłam, że cały dach pałacu płonie. I to okrutnie. Głośne trzaski, ogień. Mój mózg stwierdził, że to meteoryty. Byłam przerażona. Nie mogłam znaleźć rodziców, więc pobiegłam do tłumu gapiów i tam znalazłam siostrę. Babcię sąsiedzi wyciągali siłą, bo stwierdziła, że to jej dom i ona w nim umrze. Ogólnie katastrofa. Pożar trawił budynek dwa pełne dni. Z pałacu nic nie zostało.
Przez lata byłam pewna, że to ja spaliłam dom. Wszyscy mówili, że to właśnie ta babcia paliła w piecu trocinami i ogniem zajął się najpierw komin, a później reszta. Nie wierzyłam w to nigdy, byłam przekonana, że to ja byłam winna. Tak mocno, że przez 10 lat nikomu o tym nie powiedziałam. Nawet po tych 10 latach jak ktoś wspominał o pożarze, to się bałam. Dopiero jakieś 3 lata temu przyznałam się mamie. Mama się zaśmiała i powiedziała, że straż potwierdziła wersję z kominem.
Ulżyło mi, że to z siebie wyrzuciłam, ale mimo zapewnień innych, że to wina starszej pani, wciąż nie jestem tego taka pewna.
W rzeczywistości to na pewno była wina jakiegoś faceta, tylko że łatwiej było zwalić winę na bezbronną staruszkę
Jesteś trollem czy kobietą która robi innym kobietom niedźwiedzią przysługę?
Jestem feministką i aktywnie działam na rzecz równouprawnienia. Jednym z jego elementów jest realistyczne podchodzenie do statystyk podpaleń. A są one niewygodne dla mężczyzn, którzy odpowiadają za 97% takich sytuacji
Pani Koniczynko, niestety istnieje prawdopodobieństwo, że to jedna z osób trollujących. Jednak jest jedna ciekawa kwestia, czasem naprawdę pisze bardzo miłe i mądre rzeczy, a chwilę potem właśnie coś takiego jak tutaj. Stąd zastanawiam się, czy jest to osoba, która ma dobre serce, ale dla żartu trolluje, więc w ważnych kwestiach pisze porządnie, a w małych rzeczach pisze takie dziwne rzeczy, czy może ktoś, kto naprawdę uważa niektóre dobre rady za coś głupiego i pisze mądre rzeczy w innych komentarzach, ale uznając, że to głupie i nadal trollując też w ważnych kwestiach. Ogólnie widać duże odbicie komentarzy pana Ludojadowa, typu tamten pan napisze "wszystkie baby się puszczają, a biednym chłopom nie dają", mimo, że się to wyklucza, a za chwilę ta pani pisze, że oczywiście bardzo lubi rozrywkowy tryb życia, zwłaszcza w nocy, ale nie będzie dla panów miła. No dosłownie takie "baby są takie a takie", komentarze, że nikt nie zna takiej i wtedy ta pani "ale ja jestem właśnie taka". Czyli po prostu potwierdza wszystkie takie obraźliwe rzeczy o paniach, które panowie piszą, ale im nikt nie wierzy. Do tego właśnie też taka "męska" definicja feminizmu czyli "wolność seksualna i nienawiść do mężczyzn" zamiast całej gamy istotnych kwestii. Jednak właśnie, czasem pisze bardzo mądre rzeczy. I wtedy dzieją się dziwne rzeczy w komentarzach. Jak jest coś typu "oczywiście, że jestem kobietą i codziennie mam innego chłopaka" to jest cisza, ewentualnie pan Ludojadow coś pisze, że to normalne "u tych głupich, hipergamicznych bab". Jak napisze coś typu "w większości robią to panowie" to wtedy właśnie "trollujesz, na pewno trollujesz". Ale jak jest "jeśli mąż cię bije to idź na policję" czyli właśnie takie bardzo miłe i mądre, to nagle piętnaście komentarzy "ale to wina tej baby, sama takiego wzięła, no tak, feministka". Czyli jedyne rzeczy, które powodują reakcję to po prostu dobre rady, a nie to istotnie trollowanie. Wychodzi, że bycie miłym jest lepszym rage baitem niż trolling.
Skąd dziecko na wsi miało w tamtych czasach zapalniczkę o której by nie wiedzieli dorośli? I to podpalanie rogów pudeł kiedy w każdej chwili mógł tam ktoś wejść , choćby po to żeby nie pić na widoku. Raczej jednak bym obstawiał komin , podpalenie by strażacy jednak wyłapali.
Istotnie, skoro jest potwierdzone, że winny był komin, a raczej pani babcia i jej trociny, to nie ma powodu, żeby dziecko się martwiło sprawą. Jednak w dawnych czasach ludzie traktowali dzieci raczej jak lalki. Jak potrzebne to się weźmie z półki i wypuści do pracy w pole, a jak niepotrzebne to może po kilku tygodniach ktoś zauważy, że mu dzieci brakuje. Też dzieci mogły bez pilnowania pić, palić, robić wiele strasznych rzeczy i spokojnie miały na to pieniądze i właśnie zapalniczki. Oczywiście, jakby ktoś zauważył to by się to skończyło raczej ciężkim pobiciem. Tylko właśnie, najpierw by musiał zauważyć. Stąd rzeczy typu przynoszenie granatów do szkoły, jak je dzieci znalazły, czy właśnie podpalanie rzeczy dla zabawy było normalne. Jakby coś się stało to dopóki by się przedmioty nie zapaliły nikt by nie wiedział, że brakuje dziecka. A jakby umarło tylko dziecko, a żadne dobra materialne by się nie uszkodziły to nawet by nikt nie wiedział.