#vufCU
Ach, te cudowne lata 80. czy 90... czyli lata mojego dzieciństwa. Gdzie rodziny dziś uznane za patologiczne były normalne i nikt niczym się nie przejmował.
Moja rodzina również... Na co dzień wzór, ojej, do dziś słyszę, jakie to grzeczne dzieci mieli moi rodzice, szkoda tylko, że w czterech ścianach już tak fajnie nie było.
Zapytacie się jak było? Ano do dziś pamiętam, jak za byle g...o matka potrafiła nas zlać po tyłkach pasem/klapkiem/kablem, zależy co było pod ręką. Pamiętam ból, łzy, złość, żal i strach, jak ów kabel wesoło sobie wisiał na drzwiach od pokoju. Pamiętam, jak wraz z bratem zwijaliśmy się z bólu, bo to nie było głaskanie po pupie. Ojciec nie bił, teraz byśmy powiedzieli, że znęcał się psychicznie. Wyzwiska, wulgaryzmy, gnębienie i wyśmiewanie, bo coś nam nie wychodziło... Bicie trwało do ok. 8 roku życia, wyzwiska dużo dłużej.
A wiecie jakie samodzielne i cichutkie dzieci moi rodzice mieli? Można było chwalić i chwalić. Człowiek czasem bał się głośniej oddychać, bo tata wrócił zły z pracy albo mama miała gorszy dzień...
Kiedy byłam już prawie dorosła, spytałam moją mamę o tamte lata, usłyszałam, abym nie przesadzała, bo raptem parę razy klapsa nam dała... Tak to właśnie pamięta lub chce pamiętać.
No i do sedna... właśnie dlatego jak widzę, że ktoś daje klapsa lub słyszę, że klaps to nic takiego itd., itp., to zalewa mnie krew, a twarz nabiera wszystkich odcieni czerwieni. Dlatego gotuję się ze złości, bo przecież ja też dostawałam "tylko klapsa". Może kiedyś ludzie nie byli świadomi, ale dziś trzeba być ignorantem lub zwyczajnym (wstaw dowolny wulgaryzm), aby stosować takie metody wychowawcze. Zastanówcie się dwa razy, bo w tej społeczności na pewno też są zwolennicy znęcania się nad słabszymi. Jakim stworzeniem trzeba być, aby bić słabszych?
PS Mam dzieci, i to nawet troje, żadne z nich nigdy nie zostało uderzone. Łatwo nie było i nie jest, ale się da. Moje dzieciaki znają zasady i ponoszą konsekwencje swego zachowania, czy to dobrego, czy złego.
Swoje dzieciństwo wspominam w miare dobrze, oprócz wlaśnie incydentow bicia skórzaną smyczą psa czasami o byle gówno w stylu pokazanie siostrze języka, najgorzej dostałam za zrzucenie przez przypadek telewizora. Przez przypadek powiadam... Albo uczenie przez ojca matematyki bądź zegara. Nie wiesz? Ojciec uderzał w tył głowy, możr nie mocno, ale wystarczająco upokarzająco. Powtarzał pytanie, znowu nie wiesz? Znowu w łeb. I tak do znudzenia, bo jak nie mówił jak rozwiązać to nie wiedziałam i tak w kółko. Potem to wszystko się wyciszyło jakoś po 10 roku życia i właśnie jak to kiedyś starym wytknęłam, to stwierdzili że nic takiego absplutnie miejsca nie miało. A miało kurna i nie zapomne tego nigdy. I niczego absolutnie mnie to nie nauczyło, ani nie byłam przez to grzeczniejsza ani mądrzejsza. Wręcz chyba odwrotnie bo już nigdy nie odważyłam się zapytać o coś czego nie wiedziałam. Swojego dziecka które za chwile urodzę nie uderze nigdy.
Ja swoje także dobrze wspominam, chociaż zdarzały się klapsy ręką zepsucie czegoś (a tata ma twardą rękę) ale wiem że on był traktowany gorzej (ojciec pijak) wiěc tłumacze to sobie tym, że musi dziecko od czasu do czasu uderzyć, przecież jego tata też tak robił. Powiedziałam mu o tym, że pamiętam wszystko, i przeprosił :)
Mój ojciec robił mi tak samo jak Twój Tobie. Mam młodsza siostrę, gdy widzę, że ją też uderza to dre się na niego, że walnąć może siebie w łeb. Może i by mnie to tak nie bolało gdyby nie to że orłem nie jest... Błędy potrafi zrobić nawet w słowie " juz", " może" itd.. nie mówiąc o tym, że razem z matką są jacyś niedorozwinięci i nie uważają że dzieci to obowiązek. Wręcz odwrotnie to przeszkoda w życiu... Teraz jestem starsza i staram się zabrać siostrę z domu. Przez ojca alkoholika i matkę, ktora wybaczy mu nawet to że bije ja do nieprzytomności... A DZIECKO NA TO PATRZY.
Też miałem taką sytuację. Do dziś pamiętam dźwięk klamry skórzanego pasa ojca i strach który jemu towarzyszył. (Nadal jestem w posiadaniu owego pasa i "szczęk" klamry napawa mnie wspomnieniami)
Mialam bardzo podobnie, nigdy nie zapomnę sytuacji, gdy pokłóciłam się o coś z bratem. Mama i tata wściekli, bo się drzemy i nie mogą słyszeć swoich myśli. Tata wyjmuje pas, który wisi w szafie na honorowym miejscu (ile razy to my go chowaliśmy, ale zawsze jakoś magicznie się odnajdywał). Mama stawia taboret na środku kuchni i każe nam po kolei się na nim kłaść. Jak będziemy protestować, to będzie mocniej. Bałam się, naprawdę. Tak samo jak ty, do dziś boję się o cokolwiek spytać, a jak ktoś mi zwraca uwagę, że robię coś źle, to zaczynam płakać.
Przeraża mnie trochę skala tego problemu. Co piąte wyznanie tutaj jest o nieszczęśliwych dzieciach, w których rodzice widzą własne niespełnione ambicje albo osobiste worki treningowe. Jak to jest możliwe, że wśród tylu ludzi, z różnych warstw społecznych dzieje się to samo. Jak skrzywionym społeczeństwem jesteśmy, żeby ten problem pojawiał się tak często?
Też uważam, że jest to straszne, bo człowieka później całe życie to boli, szczególnie psychiczne katowanie przez rodziców. Bo jak można być normalnym i później mieć zdrowy związek i rodzinę, skoro najbliżsi ludzie kiedyś mieszali cię z błotem? Nie da się, coś zawsze w człowieku zostanie..
Bardzo duza wina jest osob postronnych bo nikt nie reaguje, bo to nie jego sprawa. A dziecko po raz kolejny zwija sie z bolu na ziemi bo według rodzicow cos zrobilo nie tak... a sąsiedzi wiedza co sie dzieje. Bylam bita, gdy jako dorosla rozmawialam z bylymi sasiadami WSZYSCY wiedzieli co sie dzialo
Skala problemu jest ogromna, ale zauważmy, że raczej nikt nie napiszę wyznania: "Moje dzieciństwo było normalne. Nikt mnie nie bił. Fajnie się bawiłem. Pozdrawiam.". ;)
Masz racje. Niestety z pokolenia na pokolenie przemoc rośnie- bite dzieci biją swoje dzieci... nasze społeczeństwo jest chore. Wydaje mi sie, ze nadzieja leży w samorozwoju i dążeniu do pokonania swoich słabości. W końcu wielu potrafi sie wyłamac. A ktoś, kto mimo trudnego dzieciństwa potrafi wychować dobrze swoje dzieci, jest w moich oczach niezwykle silnym człowiekiem.Na szczęście coraz więcej takich ludzi. Mam nadzieje, ze i mi sie to uda, mimo, ze żal i złość na rodziców chyba nigdy mi nie przejdzie.
Bo nie ma sensu opisywać tu zwykłego dzieciństwa. Nikogo to nie interesuje. Tym samym robi się dużo wyznań o negatywnym wydźwięku, co nie musi oznaczać, że AŻ tak dużo jest tego typu przypadków w społeczeństwie.
Może inaczej rozumiem określenie "klaps", ale to, co pamiętam z dzieciństwa, to dla mnie rzeczywiście było "nic takiego". U mnie to było po prostu klepnięcie w tyłek, które podejrzewam, że miało mnie zaskoczyć, czy coś w tym stylu, żeby dało się ze mną normalnie porozmawiać, kiedy byłam wybitnie nieznośna. To nigdy nie była forma kary, nie było żadnych upokarzających rytuałów, ani nie miało to sprawić bólu.
Nie twierdzę, że to była dobra metoda wychowawcza, jednak nie uważam też, że klaps jest od razu znęcaniem się nad dzieckiem.
Bo widzisz, dla jednych klaps to klepnięcie w tyłek, a dla innych napier@#$$ w pośladki aż zsinieją i będzie się to czuło jeszcze dwa dni później. Inaczej też jest, kiedy dziecko dostaje klapsa, bo rzeczywiście coś zrobiło nie tak, a inaczej, kiedy obrywa za zachowania całkiem u dzieci normalne, bo rodzic jest zmęczony/pijany/nie potrafi dać sobie rady itp.
Chodzi o to, że albo będzie konkretnie określona granica - nie bij, w tym bez klapsów, albo ludzie sami stwierdzą "to tylko klaps" a siniaki będą.
@Ankaaa Chyba mamy podobne doświadczenia... Też dostawałam sporadycznie klapsa, kiedy nie dało się ze mną rozmawiać (sama zdaję sobie sprawę, że czasem kompletnie nie słuchałam co się do mnie mówi :D ), ale to była bardziej terapia szokowa, nigdy w życiu nie miałam siniaka innego niż taki, którego nabiłam sobie sama... I też nie mam po tym traumy...
Ale jak widzę w miejscu publicznym 6-8 letniego bachora opluwającego przechodniów i gryzącego własną matkę do krwi to sama mam ochotę przełożyć go przez kolano...
Bo ludzie nie umieją wychowywać. Tresują swoje dzieci, myślą, że jak dziecko czegoś nie robi, bo jest zastraszone, to mogą to uznać za wychowawczy sukces. Bo przecież łatwo uderzyć, nauczyć słowami trudniej. Szkoda, że Janusz Korczak już nie żyje, bo bardzo jest potrzebny.
I co wstawiliście w wolne miejsce???
Kilka milszych opisów takich osób, ale zabrakło mi znaków. :(
Ja tam w dzieciństwie dostawałam klapsy, z trzy razy w życiu dostałam i uważam, ze całkiem zasłużenie, poskutkowały. Mysle, ze żaden normalny rodzic nie myli klapsa, czyli uderzenia płaska ręka w tyłek, w dodatku przez ubranie, z nawalaniem dziecka kablem czy pasem.
U mnie było podobnie tylko matka dość rzadko mnie uderzała, na szczęście nie było żadnego maltretowania fizycznego. Raz czy dwa nawet poprosiłam ciocię, babcię żeby porozmawiali z moją matką (jak miałam te 6 - 9 lat) ale usłyszałam, że moja matka ma stresującą pracę i mam być dla niej miła :) Także wtedy się przekonałam że tekst "przyjdź jak będzie się coś działo to ci pomogę" można sobie o kant dupy rozbić i ludzie wcale nie mówią tego co mają na myśli, tylko żeby sprawić pozory że są mili i pomocni.
Przykro mi, że tyle ludzi uważa że dziecko trzeba zlać bo zrobiło coś nie po myśli rodzica.
Danie klapsa dziecku lub uderzenie go oznacza niemożność lub nie potrafienie wytłumaczyć co dziecko zrobiło źle za pomocą słów. Jest też drugi aspekt dlaczego tak się robi, którym jest wyładowywanie się na dziecku. Taka osoba nie dość, że ma problem z samym sobą, to jeszcze świadomie robi rysę na bani swojemu dziecku. Nie rozumiem osób, które stosują przemoc wobec kogokolwiek, a przede wszystkim wobec swojego dziecka. Przecież klaps to nic złego, co nie? Jebać przemoc. Budujmy miłością ludzie!
Wedle najnowszych badań bicie dzieci - i mówię tu też o "zwyczajnych" klapsach skutkuje objawami takimi jak u dzieci nad którymi znęcano się w dzieciństwie. Dorosłemu może się wydawać, że to nieszkodliwe, ale nie ma wpływu na to, jak odbiera to dziecko. Można tego nie zauważać - zależnie od człowieka są to objawy w różnym stopniu nasilenia, często minimalne, ale dalej wpływają na relacje międzyludzkie i myślenie w dorosłym życiu.
Zasada jest prosta - jeśli dziecko zrobiło coś źle, wytłumacz, że nie wolno. Jeśli uważasz, że nie zrozumie - dlaczego miałoby zrozumieć powód bicia?
Dzieci to są, cholera jasna, inteligentne istoty. Jeśli człowiek jest konsekwentny (czytaj: kara zawsze następuje, brak straszenia bez pokrycia - jak powiem "jak rzucisz swoją piłką w kota to zabiorę piłkę na trzy dni" to piłka ma zniknąć na trzy dni) dzieci szybko się uczą, czego nie wolno. Dodatkowo używając siły jako rozwiązania uczysz dzieci podejścia siłowego do problemów, czy tego chcesz czy nie.
Dlaczego danie lekkiego klapsa przez ubranie jest równane ze znęcaniem się?
Mnie rodzice nie bili, raczej tłumaczyli, ale raz czy dwa klapsa dostałam (oczywiście tak, żebym wiedziała za co i dlaczego).
A do tych wszystkich, którzy uważają, że klaps nie jest skuteczny - jak oduczyć pięciolatka znęcającego się nad starszą o parę lat siostrą? Tłumaczenia nic nie dają.
Uważasz, że starsza o kilka lat siostra nie będzie potrafiła sama sobie poradzić z 5-latkiem? Jakaś niedorozwinięta czy bez rąk?
No tak przeciez to ma sens! Chcesz oduczyc 5 latka od znecania sie nad siostra, wiec go bijesz- nie ma to jak zwalczac ogien ogniem :)