#vkOHZ
Co robi prawdziwy handlowiec w takim momencie? Powiedziałem, że mogę spokojnie odejść i zapłacić mu te 20 tysięcy za wycieczkę i wyrzucić nagrany kontrakt do kosza, albo go podpisać, tylko teraz, ale chcę od tego procent. Duży procent. Bardzo duuuuży procent. Jak usłyszał jak duży, to złapał się za serce, usiadł, zbladł, poczerwieniał, znowu zbladł i poprosił mojego kolegę, żeby ten odwiózł go do szpitala. Tak naprawdę pojechał do domu, co wiem od kolegi, a na swoim Facebooku puścił przed chwilą wpis, w którym płacze: że Janusze, że wyzyskiwacze, że ludzie, dla których on jest jak ojciec i nigdy by ich nie skrzywdził, są obłudni, okrutni i że... i tutaj grande finale - że jego własny pracownik właśnie orżnął go na 270 000 zł. Czyli tyle, ile zaproponowałem za sfinalizowanie kontraktu + doliczył sobie do swojego rachunku te 20 000 za te "wakacje".
Tym sposobem opłacę mojej siostrzenicy operację w Stanach, bo w Polsce nie ma jak jej leczyć. Choć może niektórzy nazwą mnie "Januszem biznesu", to czuję się z tym wszystkim dobrze. Bardzo dobrze.
Jakos ciężko mi uwierzyć w te historie
No nie wiem, dzisiaj jest to nawet możliwe, zwłaszcza jeśli autor pracuje w przemyśle motoryzacyjnym.
Mógł by to być kontrakt klient (w Stanach) - dostawca (w Polsce), co jest popularne.
Ludzie tyle dziś zarabiają. Jako zwykły robol w fabryce, związanej z przemysłem ciężkim potrafiłam zarobić kilkanaście tysięcy w miesiąc, wyjeżdżając w delegacje za granicę. Do tego pięciogwiazdkowe hotele, pełne wyżywienie i loty buisness class. Wiadomo, że nie wszystkie firmy tak dbają o pracowników, i nie w każdym kraju da się tyle zarobić, ale jest to jak najbardziej możliwe. Zwłaszcza, że autor musiał mieć dość wysokie stanowisko, jako że załatwiał kontrakty.
Super nick 😂😂
Jeszcze bym może uwierzyła, ale ta końcowa wzmianka o operacji w USA, no oczywiście
A najlepsze, że w Polsce robią te wszystkie operacje co w USA, dzieciom to nawet na NFZ bez kolejek, ale masz co najwyżej wycieczkę do Krakowa czy Warszawy, a nie do Niujorku...
A to akurat nieprawda. W mojej rodzinie jest dziewczyna, której syn ma rzadką wadę genetyczną i miał nie jedną, ale kilka operacji w Stanach, bo polscy lekarze nie dali sobie rady (a próbowali). Ogólnie są pod opieką fundacji więc nie wiem dokładnie jakie były koszty tego wszystkiego (na sam wyjazd i pobyt musieli zebrać sami), ale sam fakt - w Polsce się nie dało, w Stanach się dało. A uwierzcie, nie jechaliby tam "na wycieczkę".
Rok temu w wakacje bylam wolontariuszka w Darze Serca czyli organizacji ktora sprowadza chore dzieciaki z Polski do Stanow na operacje czy leczenie. W "sezonie" moga sprowadzic nawet 20 i wiecej dzieci. Tak trudno w to uwierzyc?
Aż smutno mi się zrobiło gdy przeczytałam komentarz @Sara. Osadzac rodziców walczących o życie swoich dzieci, o cheć wycieczki. Bez jakiejkolwiek weryfikacji swojej opini. Nie, nie robią tych samych operacji. Tu nie chodzi o wycięcie wyrostka, a zazwyczaj o rzadkie choroby i zespoły wad na które choruje np. kilka osób na świecie. W takim wypadku w leczeniu czegoś takiego specjalizuje się jedna osoba na świecie, jeden zespół. Często metody terapii są eksperymentalne i nie rozszerzone. Proszę zanim następnym razem napiszesz coś takiego, sprawdź czy na pewno masz rację bo kogoś mogło to zabolec.
Każdy z Was po części ma rację. Tyle, że wciąż u wielu osób pokutuje przeświadczenie, że absolutnie wszystko w Stanach jest lepsze. A to nie jest prawda. Mamy wspaniałych specjalistów także od tych najcięższych chorób. W nie jednym przypadku taki wyjazd jest niepotrzebnym ryzykiem i marnowaniem zebranych funduszy, które można by przeznaczyć na rehabilitację, czy dalsze leczenie. Czasem mam wrażenie, że są fundacje, którym tylko na tym zależy, żeby zorganizować taki wyjazd, a później móc się tym chwalić. Smutne.
Chłopie tu się opisuje prawdziwe przeżycia, nie historie z simsów
Haha, też nie wierzę. Po prostu nie.
A smok? Na końcu bajki zazwyczaj pojawia się smok.
Dobra historyjka, zakończenie zbyt dramatyczne ale tylko trochę psuje całokształt.
Taki trochę Pan Krab
Tak trochę to szef bardziej mi Januszem zalatuje
Nie jesteś Januszem biznesu, tylko zwróciłes się po swoje, do czego miałeś pełne prawo.
W momencie wylotu i podpisywania umowy byłeś normalnym pracownikiem i to że byłeś na wypowiedzeniu nie ma znaczenia. Wyjazd był służbowy i szef nie ma prawa żądać pieniędzy za to, z kolei ty działając na szkodę firmy, w której wtedy pracowałeś popełniasz przestępstwo. Jeżeli nie byłeś upoważniony do podpisywania kontraktu przez szefa i kontrakt nie zawiera klauzuli dot. twojej gaży to nie masz prawa nic żądać.