#vYXfC
Ja też miałam problemy w domu. Jestem najmłodsza z całej piątki, w dodatku między mną a resztą jest duża różnica wieku. Pod względem szkoły, pilnowania i zasad miałam najgorzej, kiedy mamie zostałam tylko ja, postanowiła chyba spełnić na mnie swoje marzenia. Musiałam mieć średnią 6.0, zawsze idealnie wyglądać, zadawać się z ludźmi, z których mogłabym mieć korzyści... A i tak ciągle byłam debilem, gruba, i w ogóle do niczego się nie nadawałam. Na początku liceum (które wybrała mi mama) popadłam w depresję. Uwierzyłam, że jestem do niczego, nie mogłam na siebie patrzeć, bo przecież byłam gruba.
W momencie kiedy przyniosłam jej świadectwo z czerwonym paskiem, jedyne co powiedziała, to że jest zawiedziona moją 4 z historii (jestem umysłem ścisłym i nigdy nie zapamiętam żadnej daty). Tego dnia zrozumiałam, że nigdy nie będę dla niej idealna i że to ona jest głupia, nie ja. Bo 57 kg przy 175 cm wzrostu to nie jest otyłość, tak jak mówiła mi mama. Bo średnia 4,9 w najlepszym liceum w województwie to chyba jednak dobry wynik.
Skończyłam liceum i poszłam na studia, o których marzyłam i tam gdzie chciałam, mimo że mamusia chciała, żebym była lekarzem (co z tego, że na widok krwi mdleję, przecież przyzwyczaiłabym się). Ważę teraz trochę więcej, ale nie jestem gruba. Teraz gdy mama skomentuje negatywnie cokolwiek, odpowiadam jej tym samym. ''Mamusiu, ale przytyłaś! Co z twoją dietą? O, a gdzie cukierki ze stołu?'' czy ''w moje studia będziesz się wtrącać, jak skończysz swoje'' albo ''nie podobam ci się? Dziwne, bo jestem zajebista''.
Niby nic, ale mi lepiej :)
Ten argument z wtrącaniem się w studia mi się podoba.
Argument spoko, tylko co zrobić kiedy masz matkę po magisterce...? :c
@Madziol uświadomić ją, że to nie jek sprawa
Rzym na siedmiu(7) pię(5)trzy(3) się pagórkach.
Dwa w jednym- ciekawostka i oficjalna data założenia Rzymu przez Romulusa.
PS.
A wiesz kiedy masz urodziny?
Wreszcie świetne wyznanie o osobie która potrafiła się postawić. Super, życzę wszelkiego powodzenia :)
- coreczko ale przytylas!
- nie, mamusiu, schudlam wlasnie, 20 kilo temu wygladalam jak ty teraz ;)
Nie podobam Ci się? Dziwne, urodę mam po tobie ;)
O co chodzi z tymi lekarzami ? Czy nikt nie ma innych marzeń ?
Bo panuje przekonanie, że jak lekarz to jak prawnik - najlepsze co może być w życiu i na świecie i ten prestiż! Owszem, zawód lekarza jest prestiżowy i po 10 latach od zakończenia nauki (czyli zrobienie specjalizacji itd.) zaczyna być niezwykle intratny... No ale właśnie - nie każdy chce być tym lekarzem. Najczęściej to są ambicje rodziców, aby ktoś pracował w wyżej wymienionym zawodzie (oczywiście nie zawsze, ale...)
Bo "opłaca się" mieć lekarza w rodzinie. (: Zawsze to jakieś kontakty, może uda się wcisnąć przed kolejkę i takie tam... Rodzina po znajomości zrobi, rozumiesz.
To jest praktyczne podejście. A że dziecko ma inne aspiracje, to nikogo nie obchodzi...
Ten podział na umysły ścisłe i humanów mnie bawi, bardzo 😂
Mógłbyś/mogłabyś wyjaśnić czemu? Bo faktycznie zawsze zastanawiał mnie ten podział, bo mnie chyba nie dotyczy, a nie słyszałam jeszcze, że by ktoś go podważał.
@Slimshady1 +1
Ludzkie umysły są zbyt złożone i różnorodne, żeby podzielić je na dwie grupy. Najczęściej ludzie przypisują się do którejś z nich, aby usprawiedliwiać swoją niewiedzę i ignorancję w pewnych dziedzinach. I tak czasem np. "ścisłowcy" są ścisłowcami, bo nie lubią czytać i ignorują zasady języka polskiego, a "humaniści" (którzy nawet nie znają znaczenia tego słowa) są humanistami, bo nie radzą sobie z matematyką.
Nie mówię, że prawdziwi humaniści i ścisłowcy nie istnieją, ale uważam, że są to terminy mocno nadużywane, nieodnoszące się do większości społeczeństwa.
@Pierogilove- bo wiesz ludzie to używają jako wymówki, że nie nauczą się matmy, bo oni są humanistami i oni to Mickiewicza, będą interpretować, a niektórzy twierdzą, że skoro umieją matmę to już nie muszą nic innego umieć, więc nauczenie się na historię paru dat to problem na skalę światową. Śmieszy mnie to również, że sama kończyłam profil humanistyczny, a ogarnęłam na tyle matmę, że skończyłam na kierunku z nią związanym i jak na razie żyje. Chcieć to móc. Wystarczy trochę przysiąść, a nie szukać wymówki, bo to każdy umie.
To przez stosowanie podziału na nauki humanistyczne i matematyczno-przyrodnicze, w skrócie: ścisłe. Pamiętam, że jeszcze na teście na koniec podstawówki był taki podział, a może nawet jeszcze na gimnazjalnym. Po prostu przyjęło się, że jak komuś lepiej idzie np. z matmy niż historii, to jest umysłem ścisłym. A że niektórzy używają tego jako wymówki, to już co innego...
Mówi się, że ktoś ma predyspozycje do czegoś, czyli przynajmniej 1 z inteligencji (ponoć wyróżnia się ich 9) ma lepiej rozwiniętą, ma w danej kategorii wyższe "IQ", niż w innych. Tutaj dużo zależy od formy i strategii nauczania i uczenia się, a na to z kolei duży wpływ mają nauczyciele, czy tego chcemy, czy nie. Często jest tak, jak nikt nam nie podpowie, że może w taki a taki sposób byłoby nam łatwiej się czegoś nauczyć, to się nie nauczymy tego dobrze - bo uczyć się też trzeba umieć, żeby to przynosiło efekty.
Mieliście kiedyś tak, że uwielbialiście jakiś przedmiot, kiedy był prowadzony przez jednego nauczyciela, a jak prowadził go ktoś inny, to nagle nic nie rozumieliście i przestaliście lubić te zajęcia? Jeśli tak, to powinniście zrozumieć, dlaczego piszę, że rola nauczyciela jest ważna.
Wybaczcie, że się rozpisałam i trochę odbiłam w innym kierunku. Chciałam przedstawić swój pogląd na ten problem.
Generalnie matmy na poziomie studiów może się nauczyć każdy, z przecietna inteligencja. Tylko niestety nauczyciele są jacy są, na dodatek ludzie, którzy przyjęli, że nie potrafią, nie ćwiczą w domu. Jak się trafi na dobrego korepetytora i będzie się ćwiczyć to da sie zrozumieć.
Bardzo dobrze, że zrozumiałaś, że to ona ma problemy i piękna zmiana.
Ja odkąd nie mam kontaktu z kobieta, która mnie urodziła, przestalam miec stany depresyjne, zero stresu. Polecam.
Cieszy mnie to wyznanie :)