#vNwLA
Pewnego równie słonecznego dnia musiałem udać się do lekarza, ażeby sprawdzić, czy wszystko goi się poprawnie i tak dalej. Studiuję w innym mieście, ja ani żaden z moich znajomych nie posiadamy samochodu, więc cóż zrobić? Jadymy tramwajem!
Podjeżdża mój upragniony wehikuł, wsiadam, patrzę... Tłumy ludu!. No nic, postoję, a nuż karma do mnie wróci i ktoś mi ustąpi miejsca, jak to ja robiłem, kiedy obie nogi miałem sprawne.
Rozglądam się, rozglądam, młodzi ludzie siedzący, gapiący się na moją piękną skarpetkę okrywającą nogę pokrytą gipsem i ona - starsza babinka. Nazwijmy ją kochanym moherkiem.
Pewnie już domyślacie się, kto jako jedyny ustąpił mi miejsca? Kochany moherek. Chciałem się jakoś wymigać, bo to przecież tak głupio, ale babinka nie dała za wygraną, wręcz zmuszając mnie, żebym usiadł zamiast niej.
Wnioski nasuwają się same: nie każdy moher to zły moher. Są też kochane moherki. :)
Fajnie brzmi - kochany mocherek 😊
*moherek
Te słowa to dwa zaprzeczenia, coś jak ciemne słońce czy biała czerń >.<
Albo jak miły tyranozaurus
No tak, z ortografii jestem kiepska 😓
@poison z tego co wiem to nazywa się to oksymoron:D
Ja jednak jestem za tym by w takich przypadkach poprosić o ustąpienie miejsca - to nie boli. A wiem po sobie, że jak jestem poza domem to nie zauważam świata, słuchawki w uszach i się wyłączam, jak ktoś coś ode mnie chce to mnie w ramie szturcha. Więc mając słuchawki mogłabym patrzeć w jakiś punkt (np. chłopaka z nogą w gipsie) i go zwyczajnie nie widzieć :)
Miałam tak gdy w tramwaju zagapiłam się w okno a obok stała jakaś starsza Pani. Zwróciła mi uwagę, przeprosiłam oczywiście i energicznie wstałam by za chwilę usłyszeć jak mówi do swojej koleżanki, że jestem niewychowana pewnie przez to "bezstresowe wychowanie". :D
Jak miałam złamaną noge to jedna babuszka jak mnie zobaczyła to wystartowała na wolne miejsce tak jakby brała udział w jakimś maratonie.
Też takiego dzisiaj spotkałam. Kobiecina ustępowała pani w ciąży, mimo że sama przeżywała 3-cią młodość. Miły gest z jej strony.
Ja dziś czekam sobie na dworcu, przyjechał autobus, ogólnie mnóstwo starszych ludzi na przystanku, nie wiem, chyba jakiś rynek w mieście czy coś. Ustawiamy się w kolejce przy wejściu do autobusu, stoję praktycznie na początku, nagle jakaś babcia się przepycha. Ok, myślę, spoko, poczekam. Ale za tamtą babcią wcisnęła się następna i za nią jeszcze kolejna i kolejna, a ja nie miałam kiedy się wcisnąć, bo babki niemal się trzymały nawzajem za ręce i się rozpychały łokciami, żebym przypadkiem nie weszła pierwsza. Dobra, wszystkie babcie przeszły, został starszy pan. Myślałam, że chociaż on będzie bardziej kulturalny, ale nie. Ja już stoję jedną nogą na schodku do autobusu (dosłownie), a on nagle łapie za drzwi, tzn przytrzymuje się ich (ja stałam między nim a drzwiami) i wskakuje do środka, jakby go ktoś gonił, przy czym uderza mnie ramieniem w głowę. A myślałam, że historie o moherach w autobusie to jakieś urban legend...
Bo to są Anonimowe moherki
Większość tych "anonimowych moherków" nawet komputera nie umie odpalić, nie mówiąc o znajomości takiej strony jak ta :D
Kochane Mocherki- padłam :D
Świetnie piszesz :)
bo to był anonimowy moherek;)
Po "dobrych sebkach" przyszła kolej na "kochane mocherki " 😄😄