Opowiem Wam historię, która przytrafiła się mojej siostrze Aśce. Aśka zapisała się na kurs prawa jazdy. Na trzeciej jeździe próbowała ruszyć z miejsca bez odpalenia silnika, a na czwartej pamiętała, żeby załączyć silnik, włączyła światła i myślała, że zrobiła wszystko dobrze, ale pojawił się pewien problem. Zaświeciła się na czerwono jedna kontrolka i znowu nie mogła ruszyć. Między nią w instruktorem wywiązał się taki dialog:
Instruktor: Asiu, co ta kontrolka oznacza?
Aśka: Nie wiem.
I: Jak widzisz na drodze czerwone światło, to co robisz?
A: No... Nie mogę ruszyć.
I: Dobrze, a więc co robisz, jak ta kontrolka się świeci na czerwono?
A: ...Czekam na zielone?
Instruktor płakał jak słyszał.
Dodaj anonimowe wyznanie
Hahaha. Piekne!
Jezu, ludzie, jesteście okropni. Po pierwsze, to dopiero czwarta jazda, po coś jest ten kurs, te wszystkie godziny jazd z instruktorem, żeby się nauczyć obchodzić z samochodem. Nie wszyscy ćwiczyli jazdę samochodem przed rozpoczęciem kursu, niektórzy pierwszy raz siadają za kierownicą właśnie na jazdach próbnych. Gdyby siostra Autorki umiała jeździć to nie szłaby na kurs... A po drugie, teraz wszyscy się wymądrzacie, a przecież sami też się kiedyś uczyliście. Żeby dobrze jeździć trzeba też nabrać wprawy i obycia na drodze, a tego się na samym kursie zrobić nie da.
Masz rację. Właśnie ja jestem takim przypadkiem gdzie podczas kursów pierwszy raz jeździłem samochodem.
Ale czwarta jazda nawet jeśli jest czwartą stycznością z samochodem w życiu, nie jest czwartą stycznością z tematem od rozpoczęcia kursu. Jest jeszcze poza praktyką coś takiego jak teoria i o ile umiejętności trzeba wyćwiczyć i nie da się tego zrobić nie prowadząc samochodu, o tyle co do czego w nim służy, jaka kontrolka co oznacza i takie tam, to wiedza. Była w materiałach które na tych kursach rozdają, była (przynajmniej powinna) na zajęciach jej dotyczących. Winą za brak wiedzy nie można obarczyć małej ilości praktyki. Nieumiejętność wyczucia sprzęgła będzie kwestią praktyki, to można wyćwiczyć i potrzebny jest do tego samochód, ale to do czego ono służy będziesz wiedział jak przeczytasz i zapamiętasz. Nie musisz mieć do tego samochodu. Braku wiedzy nie można zwalać na brak praktyki. W przypadku samochodu to już wybitnie właśnie za braki w wiedzy ludzie powinni się wstydzić a nie umiejętności, podczas kiedy wstydzą się jeździć przepisowo, a braki wiedzy to takie tam, hihi a po co to komu, zdałem zapomniałem ruszać i hamować już umiem, na czerwonym stoję a na zielonym mogę zapier… i w pytke.
Przecież to porównanie jest kompletnie nie trafione... Jeśli instruktor chce coś kursantce obrazowo wytłumaczyć, naprawdę mógłby wymyślić lepszy przykład.
Gdy jest czerwone światło to czeka się na zielone, proste, tak samo bym facetowi odpowiedziała.
Kontrolki i powód ich świecenia to zupełnie inna sprawa :)
Również uważam, że tym pytaniem raczej drogi jej nie oświetlił, ale pomyślałem też, że autorka mogła sens tej wypowiedzi zgubić. Bo nie było jej tam, coś pomieszała czy pominęła, ona albo nawet i siostra gdy jej opowiadała, co zaburzyło jakoś sens w samej wypowiedzi, w wyznaniu.
I się tak zastanawiam, bo jeśli faktycznie pytanie miało być ‚dobre’ to musiało chodzić o coś innego. Albo może miało sens dokładając sytuacje na drodze, wcześniej omawianą czy coś. Ale nie mam żadnego pomysłu z typu w miarę ‚oczywistych’ nie wzbogacając za bardzo tej historii o własne wyobrażenia
Nie przesadzajcie, nie wiecie co stres potrafi robić z człowiekiem??
No ale co, powiedziała przecież prawdę XD
Tyle samo złych kierowców wsród kobiet, co i wsród mężczyzn. Uważam jednak, ze kobiety jeżdżą mniej nerwowo.
Nie uważam, żeby jeździły mniej nerwowo. Mniej brawurowo owszem, ale z tymi nerwami śmiem się nie zgodzić ;)
A później jeździ to to po ulicach, na rondzie nie włącza kierunkowskazów, na krzyżowaniu boi się wyjechać i hamuje jak widzi zielone bo zaraz będzie czerwone...
Po to jest kurs, żeby się tego wszystkiego nauczyła. ..
Zauważ, że sytuacja miała miejsce na KURSIE prawa jazdy, a nie po zdaniu egzaminu. I do tego na początku.
Jasne, po Ty po 2 lub 3 lekcjach już potrafiłaś zrobić wszystko. Kurs trwa 30 godzin + teoria, a to była jej 4 lekcja. Była po 10% szkolenia.
Czwarta jazda a nie lekcja. To niby było lata temu, ale jak robiłem prawko to zanim rozpoczęły się jazdy miałem już skończoną teoretyczną część. Czyli jakby 50% było już za mną, a nie 10. Zreszta w tych 50% zawierało sie niemal 95% informacji. Nawet jak wykładowca ich nie zgłębiał były w materiałach do przerobienia samemu. Nie wiem, może teraz jest inaczej, może teraz jest nurt - najpierw naucz sie prowadzić, a teoria to takie tam nikomu nie potrzebne pierdy?
Przed swoją ostatnią jazdą czekałam na instruktora, który jeździł z dziewczyną, która na jednej z ostatnich jazd ruszała na ponad 4000 obrotów.
Auć... To ja miałam okazję, będąc mniej więcej w połowie swoich jazd, dzielić L-kę z dziewczyną, która szarpała, wjeżdżała na krawężniki, zgrzytała biegami i gasiła auto co kilka zatrzymań. Żeby ją trochę pocieszyć zaczęliśmy z instruktorem mówić, że spokojnie, nie ma co się stresować, pojeździ, pozna trasy, nauczy się jeszcze i tak dalej... Chcieliśmy dobrze, a chyba jeszcze bardziej ją podminowaliśmy - po naszych słowach okazało się, że następnego dnia owa dziewoja ma mieć egzamin :')
oj to by czekała i czekała..
I takie Asie giną na przejazdach kolejowych w trakcie egzaminu. Nie umiesz jeździć samochodem to na rower wypierdalaj...