#v9HsC

Boję się przyznać rodzicom do tego, że drugi raz wyrzucili mnie ze studiów. I nie dlatego, że coś odwaliłam. Za pierwszym razem nie napisałam pracy inżynierskiej, bo miałam ciężki epizod depresyjny, ale wywierałam dalej na siebie presję, zamiast wziąć L4. Za drugim razem znów przy epizodzie po prostu przestałam chodzić na zajęcia, na zaliczenia, nawet boję się wejść na pocztę. Przysłali list, że zostałam skreślona z listów studentów. Znowu, ten sam kierunek. Myślałam, że będę mieć siłę, nie udało się. Nie wiem, czy wygram jeszcze z depresją, ale tego kierunku już nie dokończę...
Tartaruga Odpowiedz

A jakbyś miała wznowę raka, to tez byś się obwiniała, ze znowu wyrzucili Cię ze studiów, depresja to choroba, zacznij ją tak traktować i przestań się obwiniać, jak wyjdziesz z depresji, zajmiesz się swoim życiem, a teraz jest czas na leczenie.

ZouzaMaua Odpowiedz

To nie kończ :) Nie każdy musi mieć studia. Zadbaj o siebie, bo jesteś najważniejsza!

Marquise Odpowiedz

Życzę Co olbrzymiej ilości siły. I bardzo dużo zdrowia. I żebyś wygrała z tym wszystkim, co Cię nęka, z czym się zmagasz.
Abyś spełniła swoje marzenia i pokonała to wszystko, abyś wygrała z tym wszystkim. Życzę Ci wszystkiego co najlepsze, moc uścisków, dużo wsparcia Ci przesyłam.

Nie wiem, czy podjęłaś decyzję o leczeniu, czy bierzesz leki na depresję, czy chodzisz do psychiatry / psychologa / terapeuty. Nie mnie oceniać, ale jeśli wiesz (sama z siebie), że potrzebujesz tej pomocy, to proszę nie bój się poprosić o nią i sięgnąć po nią. Proszę. Zrób to dla siebie, bo może to pomoże Ci zrealizować postanowienie (marzenie?) o skończonych studiach.
Wszystkiego co najlepsze Ci życzę. Trzymaj się tam. I walcz, a także nie poddawaj się. Proszę. Zrób to dla samej siebie.

Cystof Odpowiedz

Mamy tak daleko posuniętą nadprodukcję magistrów i jednocześnie takie parcie społeczne, że świstek świadczący o tym że możesz se fajny akronim postawić przed nazwiskiem nic nie znaczy. Ten akronim też zresztą nie... Wiem że to łatwo mówić nie przejmuj się ale ja się akurat czuję upoważniony bo na własne życzenie po 2 latach zmieniłem pierwotny kierunek studiów a z tego nowego wywalili mnie po dwóch semestrach. Ups... koniec końców i tak zrobiłem magistra a jak dostałem dyplom to zaczałem się zastanawiać " A właściwie to po kiego wuja mi ten świstek???".

Skończysz, nie skończysz kierunku, mało istotne, to co jest istotne to Twoje zdrowie psychiczne, o to musisz zadbać, na wszystko inne będzie czas później.

dewitalizacja Odpowiedz

Nie każdy z depresją jest osobą wysoko funkcjonującą. Jest mnóstwo ludzi, którzy z powodu tej choroby tracą pracę albo nie są w stanie chodzić do szkoły/studiować. Jeśli nie leczyłaś nigdy dotąd psychiki, to spróbuj. Może jak dobrze ustawią Cię na lekach, zaczniesz funkcjonować.

Accio

Chodzę co tydzień na terapię, ale niestety pieniądze od rodziców już na nią nie starczają, więc muszę nauczyć się łączyć pracę z nauką i pisaniem licencjatu.

dewitalizacja

Musi być Ci ciężko. Ja, dopóki się uczę, jestem utrzymywana przez rodziców i oni płacą za wizyty u lekarza. Nie wydaje mi się, żebym była w stanie łączyć studia z pracą jak większość ludzi.

Accio

Myślę, że wszystko zależy od tego jaki kierunek się studiuje i na którym roku. Ale skoro Twoi Rodzice dają radę Ci pomagać finansowo, to nie ma co się gimnastykować, żeby jakoś łączyć pracę ze studiami. Prawdę mówiąc, większość osób które znam pracowały dopiero na samej końcówce studiów, w wakacje albo na jakiś pojedynczych eventach

Accio Odpowiedz

Bardzo dobrze Cię rozumiem. Mam depresyjne zaburzenia osobowości, od dzieciństwa nie wierzyłam w siebie i w to, że z czymkolwiek sobie poradzę, a szczególnie stresująca była dla mnie właśnie nauka i bycie ocenianą. Na studia poszłam pod naciskiem rodziny i ze strachu, że sama nie będę sobie w stanie sensownie ułożyć życia i znaleźć pracy. Dzięki korepetycjom jakoś się na nich utrzymuję, ale płacę za to wysoką cenę - nie daję rady bez antydepresantów i leków na uspokojenie, zdarzają mi się napady paniki i cięcie się - po akcji z tym ostatnim, spowodowanej głównie przez frustrację studiami, została mi wielka szrama na ręce, przez którą prawdopodobnie już zawsze będę miała przez niewtajemniczone osoby dopinaną łatkę samobójcy. Chodzę co tydzień na terapię, ale potrzeba kilku miesięcy, by widać było efekty, a już teraz musiałam podjąć pracę, bo nie starcza mi na sesje i leki.

Przy bardziej stresujących okresach - jak obecny rok, bo piszę licencjat - mam problem, żeby w ogóle wyjść z łóżka i konfrontować się z ludźmi, szczególnie obcymi. Wczoraj nie miałam zupełnie siły gotować, ale wolałam już nic nie jeść niż zamówić jedzenie i odebrać je od dostawcy. Obiecałam sobie, że dzisiaj zawiozę samochód do mechanika, ale również za bardzo się bałam.

Jeśli chcesz pogadać i wymienić się doświadczeniami, odezwij się pod tym komentarzem.

Bebej Odpowiedz

No! I co jeszcze?

Dodaj anonimowe wyznanie