Coraz częściej widzę na Anonimowych - ale też na ulicy - niepokojącą tendencję. Zwykle objawia się jako "byłem brzydki, gruby, pryszczaty, miałem 140 cm wzrostu itp. itd., ale spodobała mi się najpiękniejsza dziewczyna w szkole, która nie potrafiła się opędzić od adoratorów". Krew mnie zalewa. Później kolejne wyznanie jest o friendzonie albo okropnym i chamskim odrzuceniu.
Zawsze uważałam, że trzeba patrzeć najpierw na siebie, zanim zaczynasz do kogoś podbijać, a nie później robić z siebie ofiarę losu.
Dodaj anonimowe wyznanie
No dokładnie zgadzam sie.
Bo ładni mogą byc tylko z ładnymi lub/i bogatymi.
A brzydcy mogą byc tylko z brzydkimi. Prosta sprawa. W miłości nie chodzi o to kto jakim jest człowiekiem i przy kim sie dobrze czujemy, w miłości chodzi tylko o wygląd, urodę i pieniądze. Tez mnie oburza jak brzydcy ludzie myślą ze mogą byc z ładnymi
Znaczy nie chodzi o urodę, kiedy najladniejsza dziewczyna ma przyjąć zaloty brzydkiego chłopaka. Ale kiedy on wybiera obiekt westchnień po wyglądzie, to już „natura, hormony, zakochanie, normalna sprawa”
będą stękać, ale masz rację. Oczywiście istnieje szansa, że majętna 27-letnia laska 10/10 z doktoratem zakocha się w bezrobotnym, 40-letnim zakolaku 160cm na skraju niepełnosprawności intelektualnej, mieszkającym z rodzicami... ale bądźmy poważni, zazwyczaj związki sa zawierane pomiędzy osobami o dość podobnym profilu atrakcyjności, ew. poprawkami na naddatki różnego rodzaju kapitałów.
Myślę, że nawet gdybyś przyjął, że szansa o której mówisz występuje w jednym przypadku na dziesięć miliardów i tak skala Twojego szaleńczego optymizmu byłaby bezprecedensowa w dziejach ludzkości.
Czy to znaczy że jak ktoś nie jest superprzystojnym wysportowanym gościem to nie ma prawa się zakochać?
Druga sprawa to to że zazwyczaj połowa chłopaków w szkole/w klasie kocha się w najładniejszych dziewczynach, olewając te trochę mniej ładne, no ale po prostu tak już jest.