#uUtH4
Straciłem ją przez kłamstwa, sądziłem, że znając prawdę, nie będzie mnie chciała, później tylko to się nawarstwiło. Aż w końcu, żeby z tego wybrnąć, bo za bardzo mnie to dusiło, zerwałem z nią, oczywiście wymyślając kłamstwo.
Byłem w związkach, ale to nigdy nie było to samo, było fajnie, nawet bym powiedział, że byłem szczęśliwy, ale... jest to ale.
Próbowałem naprawiać sytuację, pisałem, ale bez odpowiedzi.
Nie chcę wyjść na psychopatę, bo przecież jakby chciała się spotkać, to by to napisała.
Nie wiem, czy całkowicie zapomnieć, żyć dalej, czy walczyć,
Ona nie ma nikogo, wiem, że dla niej też byłem tym jedynym. „Byłem” – słowo klucz.
Piszę, bo chcę wiedzieć, jakie macie rady, odpuścić czy w jakiś sposób spróbować.
Darujcie sobie komentarze, że zasłużyłem, że jestem złą osobą itp., dobrze zdaję sobie z tego sprawę.
Jeśli ktoś poważnie podchodzi do tematu, to w każdym związku myśli o partnerze jako tym "jedynym". Tez mi się wydawało po rozstaniu z ex, że świat mi się kończy, a miesiąc później nie mogłam się nadziwić jakiej kuli uniknęłam. Wystarczyło dopuścić do siebie i wypowiedzieć wszystkoz co mi nie pasowało w tym związku, żeby zrozumieć jak bardzo bez sensu był. W Waszej historii minęło 6 lat - ona prawdopodobnie już przepracowała i zamknęła tę relację. Gdyby na Ciebie czekała, to by Ci odpisała. Innymi słowy ten statek już odplynal. Ale jeśli Cię to pocieszy, nie ma czegos takiego jak "ta jedyna", każda miłość jest inna, ale koniec końców związek jest tak dobry, jak bardzo nad nim pracujemy z partnerem. Nie biczuj się za bardzo, próbuj zapomnieć, tylko wyciągnij wnioski z błędów na przyszłość i nie popełnij ich w następnym związku.
Jak nie odpisała to znaczy, że nie chce wracać do kontaktów z Tobą, powinieneś to uszanować. Z resztą co innego możesz zrobić? Będziesz ją prześladował?
To moje wyznanie, jak 70 innych tutaj