#uJquy
Był ode mnie o 10 lat starszy, przystojny, doświadczony, inteligentny, kłamca jakich mało. Na tyle zakochałam się w wyobrażeniu o nim, że nie przyjmowałam żadnych jego wad.
Mieszkał z mamą, notorycznie nie pracował, nie pomagał nawet w domu. Byliśmy ze sobą 4 lata.
Zawsze mnie motywował. Mówił co podoba się jemu, a ja jak żabka skakałam by wszystko dopiąć na ostatni guzik. Dla niego się odchudzałam, dla niego pracowałam, ja go ubierałam, a po całym dniu orki robiłam mu loda żeby nigdy nie pomyślał o innej.
Każdy jego wybryk brałam na klatę, zdarzyło się nawet, że dałam za niego raz kolesiowi w mordę.
Po tych czterech latach pękłam, wyrzuciłam go ze swojego życia i głowy, a przynajmniej tak myślałam. Minęły już dwa lata, a ja nadal go stalkuję. Wiem z kim jest, gdzie jeździ, czym jeździ. Nie potrafię utrzymać dobrej relacji z obecnym chłopakiem mimo tego, że przy nim odżyłam. Jesteśmy w trakcie budowy naszego domu, a ja czasem nadal w nocy płaczę. Na żadnego faceta nie spojrzałam tak samo. Przytyłam już prawie 30kg, obecnym facetem pomiatam jak chcę i wiem, że gdyby ON się do mnie odezwał - wróciłabym do niego w minutę.
Chodzę w tajemnicy do psychologa, próbuję przepracować mój syndrom sztokholmski i to on doradził mi streszczenie tego tutaj.
Wylejcie na mnie wiadro pomyj, może to mnie chociaż otrzeźwi, dziękuję.
Osobiście nie mam zamiaru wylewać na Ciebie pomyj. Jesteś w okropnym stanie. Zwiększ ilość spotkań z terapeutą i w żadnym wypadku nie wracaj, skoro wiesz, że to jednak zło
Powodzenia, wytrwałości, szacunku do siebie
Sama jestem w podobnej sytuacji. Rzuciłam faceta wbrew własnej woli (nie chciał zmienić pewnej wady, wszystko inne pasowało) i przez to całe porozstaniowe cierpienie tak osłabłam i tak mi go brakuje, że mimo, iż wiele razy mnie mocno zawiódł, wróciłabym do niego chyba bez wahania. Tak, że wybacz, ale twój komentarz jest nieco naiwny ;-)
@FoxyLadie Mój komentarz jest naiwny? A kto by wrócił NAIWNIE wierząc, że tym razem wytrzyma z tą wadą?
A wiesz, że niektórzy potrafią przezwyciężyć tęsknotę i podejść do emocji racjonalnie. I że na przykład mi się udało. Nie wróciłam, mimo bólu i tęsknoty i poczucia osamotnienia i mimo możliwości powrotu.
Związek trwał cztery lata
Tak, jest naiwny i zazdroszczę, bo ja bym tej siły nie miał (żeby nie wrócić) i autorka też nie.
Pozostaje mi zatem naiwnie wierzyć, że te 30kilo na plusie Autorki zniechęcą gościa do prób powrotu 😕
No cóż, przykro mi to mówić, ale mi też.
Trochę oszukujesz swojego obecnego chłopaka. Myślę, że najpierw powinnaś się uporać z przeszłością i zapomnieć o tamtym, a dopiero potem na poważnie wiązać się z kolejnym. Inaczej Twój związek nigdy nie będzie opierał się na solidnych podstawach, nie będzie się opierał na szczerości, bo myślami wciąż będziesz przy poprzednim mężczyźnie.
A teraz kolejna osoba dostaje to, na co sobie wcale nie zasłużyła. Szkoda autorki, szkoda jej obecnego faceta.
No właśnie. Ciężko jest "pogodzić się ze stratą" wpadając szybko w kolejną relację. Sama to przerabiałam. Trzeba dać sobie czas samemu i wypłakać, obecność drugiej osoby spowalnia lub blokuje ten proces. Nie jest to proste i przyjemne, ale dużo bardziej skuteczne, niestety.
Nie rozumiem dlaczego budujesz z chłopkiem wspólny dom? Wspólny dom to przecież pewnego rodzaju relacja na długie lata, nie chciałabym żeby mój partner udawał, ze ma wobec mnie plany a tak naprawdę traktował mnie jak coś na zastępstwo.
Psychopata - każdy taki sam; chcesz wiedzieć, co ma we łbie, przeczytaj sobie naukowe publikacje. Są ograniczeni jak budowa cepa i tak naprawdę nudni. Nie ma się czym zachwycać... Obudź się, dziewczyno- nie pierwsza, nie ostatnia się nabrałaś. Spójrz na sytuację rozsądnie i odpowiedzialnie- byłaś z manipulujacym frajerem. Już nie jesteś. Po co się unieszczęśliwiać? :)
Szkoda mi Twojego faceta, skoro nim pomiatasz to pewnie Ci na nim nie zależy i po co ten wspólny dom? Mam nadzieje, ze psycholog Ci pomoże, a jak nie to mam nadzieję, ze obecny partner kopnie Cię w du*ę.
Może zamiast pomiatać obecnym chłopakiem, to zacznij mu też codziennie robić loda?
nawet psychologowie wiedzą, że najlepszą terapia to anonimowe
Facet mieszkał z mamą, którą najwyraźniej wykorzystywał, skoro nic nie musiał robić.
Wykorzystywał najwyraźniej też Ciebie, skoro byłaś w stanie nawet uderzyć kogoś w jego imieniu.
Czy naprawdę jest tak przystojny i oczytany czy po prostu zwrócił Ci w głowie, bo był starszy i stwarzał takie pozory?
Przyjrzyj mu się ponownie. Twój ukochany składa się z paskudny wad.
Spokojnie, dojdziesz do siebie. 2 lata to wcale nie tak dużo czasu.
Odżyłaś przy chłopaku, budujecie dom i pomiatasz nim, jak chcesz? Czyli rewanżujesz się za to, że kiedyś pomiatano Tobą. Szkoda tylko, że ofiara jest niewinna. Do czego potem dojdzie? Zamieszkacie razem, będziesz dalej nim pomiatać, on nie wytrzyma, rozejdziecie się, albo pewnie Ty go wygonisz, bo nie będzie na Ciebie zasługiwał i znajdziesz następnego frajera, a potem zobaczymy go płaczącego w "Dlaczego ja?"