#u9azb
Bo tak w życiu to różnie; można mieć szczęście, choć samemu nie zrobiło się nic, albo najlepsze chęci i mnóstwo wykonanej pracy, która i tak pójdzie na marne.
Chyba chciałabym w cokolwiek wierzyć i mieć to przekonanie, że ktoś kiedyś wymyślił bezwzględnie mądre i właściwe prawdy.
Lincoln powiedział, że gdy czyni dobro czuje się dobrze, a gdy zło - źle i że to jest jego religia. I ta 'religia' może być również twoją.
Poza tym sama możesz sobie narzucić zasady, stworzyć własny Dekalog.
Tylko przy takim podejściu pozostawiamy zbyt duże pole relatywizmowi. Co dla mnie dobre, może się bardzo źle dla ciebie skończyć.
A dekalog, to już w ogóle zbyt straszna pokusa:
1. Nie będziesz miała innych frajerów przede mną.
2. Nie wołaj mnie bez potrzeby
3. Pamiętaj aby zawsze ze mną świętować
4. Czcij teścia i teściową swoją
5. Nie rzucaj talerzami
6. Nie dawaj innym
7. Nie grzeb mnie w portfelu
8. Nie rozpowiadaj banialuków o mnie
9. Nie pożądaj domu mego (i tak go nie przepiszę)
10. Ani żadnej innej mojej rzeczy.
Patrzysz na to bardzo...realistycznie, podczas gdy ja założyłam, że ludzie dążą do bycia dobrym - niepoprawna optymistka ze mnie. Natomiast ten cały potencjalny Dekalog i relatywizm powinny się łączyć z jakimś kośćcem moralnym.
@darkwall - usuń strażników reguł życia społecznego i zobaczysz jak ludzie dążą do dobra ;)
Poza tym twój 'dekalog' jest bardzo dosłowny - nawet bardziej niż 'Dekalog (dla kobiety) jak się ubierać żeby pozostać czystą'.
Miałam na myśli bardziej jakiś zbiór 10 (względnie) moralnych zasad, którymi by się kierowała - ot cała filozofia.
Fakt,
ludzie jako masa to zło, dlatego nadzieję pokładam w jednostkach, a autorka to jednostka, która może chce się 'czuć dobrze'.
Ludzie nie dążą do dobra tylko do szczęścia.
Nie do szczęścia a do posiadania. A to nie to samo bo możesz być szczęśliwym bezdomnym albo bogatym z depresja
Ależ to że nie ma Boga nie oznacza że nie ma jakichś ogólnie mądrych i bezwzględnych prawd. Budda w żadnych bogów nie wierzył - zapytany, odpowiadał że może są, a może ich nie ma, ale nie o to chodzi. I sformułował Ośmioraką Ścieżkę, czyli zasady godnego życia. Dziwnym trafem nie różnią się bardzo od naszych 10 przykazań (tzn. nie ma tam odniesień do Boga, za to jest trochę o medytacji, ale poza tym są podobne).
Jeżeli różni mądrzy ludzie niezależnie od siebie odnajdują bardzo podobne zasady, i one funkcjonują, to znaczy że coś w tym jest.
To że ktoś wierzy, że nie ma Boga*
Miło by było gdyby ludzie nie manifestowali swoich przekonań czy coś jest czy nie
O mój bosze, co jest niemiłego w wyrażaniu swoich przekonań tak jak w komentarzu powyżej? Serio pytam, bo komentarz nie brzmi wrogo ani obraźliwie.
Nie ma żadnych fizycznych dowodów na istnienie boga więc to wierzący manifestuja swoje przekonania. Inni ludzie po prostu stwierdzają fakt, na podstawie obserwacji otaczającego ich świata
Ha, wiedziałam. Nie będę się zniżała do dyskusji. Ale ktoś kiedyś bardzo mądrze skomentował, że jak ktoś jest ateistą to należy szanować jego poglądy, nic mu nie narzucać. A jak ktoś wierzy to jest głupi, zacofany i najlepiej żeby się w ogóle nie odzywał
Ale tutaj, to Ty się czepiasz normalnie rozmawiających niewierzących.
Strasznie się doszukujesz, jak by się uczepić.
Ateista czy nie, nikomu nie powinno się narzucać swoich poglądów. Tyle ludzi śmieje się z Jehowych, że pukaja do drzwi, ale wielu chrześcijan robi tak samo, tylko nie puka do drzwi a wtyka religie w rozmowy z innymi. Religia powinna być prywatna
Religia powinna być w domach i kościołach ( zależnie od danej religii nazywanych) a nie na ulicach, w polityce, wszędzie dosłownie. Nie jestem ateista bo nie ma wystarczających dowodów że Boga nie ma, ani nie jestem żadnego popularnego wyznania bo twierdzę że to do mnie nie przemawia. Wierzę sobie w Boga, tak po prostu bez zakazów, nakazów itd. Żyje z przeświadczeniem że może być bóg który mnie rozliczy po śmierci.
Msciwoj82 - dokładnie, są tak zwane prawa naturalne, które nie mają żadnego odniesienia do Boga, a jednak współgrają z "głównymi zasadami" w większości religii.
Xanx - tutaj również się zgadzam, jestem za świeckim państwem, ale wiem, że trudno będzie całkowicie wyplenić głęboko zakorzenioną w naszym państwie tradycję, która opiera się na kościele katolickim. Np święta Bożego Narodzenia, Wielkanoc, Boże Ciało, różnego rodzaju procesje, pasterka, koszyczek wielkanocny, chrzty, komunie, śluby, pogrzeby, uczenie dzieci pacierza itp tid
Wiara jest po to, żeby ludzie byli szczęśliwsi we względnie prosty sposób. Każda porażka jest lepiej znoszona, kiedy się pomyśli "to mój własny krzyż", albo "w świecie musi być równowaga". A jeśli zdarzy się coś dobrego, ludzie traktują to jako nagrodę od istoty wyższej i tym mocniej w nią wierzą, żeby nagród było więcej. Ogólnie, ludzie czują się bezpieczniejsi ze swoimi bogami za plecami.
A deisci? Kurcze, sadzilem, ze zasade predestynacji odrzucilismy juz dawno temu.. :c
Napisałbym komentarz dotyczący wiary i przekonań, ale za dużo już minusów od Etanol.
A czy nie możesz mieć swojej wiary? Niekoniecznie w Boga. Możesz wierzyć w sumienie czy żyć tak by mieć czyste serce.
Ja również niezmiernie ubolewam że nie wierzę w Boga. Gdybym wierzył, przynajmniej bym miał satysfakcję, że istnieje piekło po śmierci.
Jestem ateistką a nie choruje na brak sensu. Nie potrzebuję też nikogo do nadzoru. Staram się być dobrym człowiekiem dla siebie , dla swojej rodziny, dla otaczającego świata. Bzdury piszesz, ateiści nie mają takich rozkmin, bo to bez sensu.
Ta nagroda dla wierzących to "wieczny odpoczynek" i nic więcej.
Tylko to nie takie proste uwierzyć w coś, w co nie wierzysz. Jestem osobą, która nie uwierzy, póki nie zobaczy, a póki co nie ma żadnych dowód na istnienie Boga.
Czy tylko dla mnie przekładnie wiary na opłacalność jest trochę (no nie wiem) głupie?
W sensie: wierzysz w coś naprawdę czy tylko dlatego, że wyliczyłeś, że tak się bardziej opłaca?
Jeśli zobaczysz to w co wierzysz lub nie wierzysz, to znaczy, ze to wiesz. Wlasnie wiara polega na tym, zeby uwierzyć w to czego nie wiemy i elo
My chrześcijanie nie uważamy Boga za surowego i wierzymy że każdy grzech to kara sama w sobie (konsekwencje, wyrzuty sumienia) więc możesz sobie mówić że jeśli będziesz złym człowiekiem to będziesz miała problemy i kieruj się sumieniem.
Nie sposób się nie zgodzić. Za dotkliwe pobicie nieskutkujące jednak natychmiastową śmiercią niewolnika, jego właściciel w ogóle nie ponosił odpowiedzialności. Może stąd ta tolerancja w katolickiej Polsce, do karcenia kobiet za zbyt słoną zupę.
Majer przeginasz czasem. Możesz być niewierzący, ale zarzucanie katolikom przemocy jako wpisanej w religię jest poniżej krytyki.
Jak poczytam księgi katolików to sporo jest tam przemocy. Starotestamentowy Bóg to niezły okrutnik. Ale nawet abstrahując od ksiąg wystarczy nawet pobieżny rzut okiem na historię katolicyzmu, by widzieć że przemocą jest pisana. Jak cała historia ludzkości. Mierzi mnie tylko to ich przybieranie owczej skóry.
Świat, jaki został przedstawiony w ST to nie wzór jak ma postępować katolik. Od tego jest przykazanie Jezusa mówiące o wzajemnym miłowaniu w NT. Nie wiem nadal, dlaczego zachowanie jednostek ma być powodem krytykowania całej religii, jakby była odpowiedzialna za całe zło.
Religia to opium dla mas
Ci ludzie są zwyczajnie zbyt głupi, żeby samodzielnie myśleć więc czekają aż ktoś wymyśli za nich.
A religia, jakąkolwiek, to ostatnie czym powinnaś się kierować szukając moralnego kompasu .
Proponuję raczej kodeksy prawne i zwyczajną przyzwoitość zamiast zabobonów.
@MatkaDzieciom, szczycisz się taką inteligencją, a nie jesteś w stanie sobie wyobrazić, że ktoś może zwyczajnie przemyśleć zasady danej religii i uznać je za słuszne? Zresztą zapewne to, co uważasz za "zwyczajną przyzwoitość" w dużej mierze opiera się na etyce chrześcijańskiej.
Ja myślę, ze glupi to sa ludzie którzy wszystko wiedza. Wiem, ze nic nie wiem