#tvxe1
Radzę sobie wszędzie normalnie, rozmawiam z ludźmi w pracy, na żywo, w Internecie etc., etc. Wszędzie. Tylko nie, kurna, na uczelni.
Stresuję się, nie mam zielonego pojęcia czemu, dlaczego, nieironicznie łapię się na tym, że nie mam zielonego pojęcia, o co mi znowu chodzi, po prostu stresuję się, bo czemu by nie, czasem do takiego stopnia, że mi słabo.
Nie potrafię normalnie z kimkolwiek pogadać ani odezwać się na wykładzie, bo albo zamieram, albo mówię jakiś bezsensowny bełkot, który czasami sklei się w coś sensownego.
Strasznie mnie to drażni, bo CHCĘ, ale sama siebie blokuję. Wiem, że tylko i wyłącznie we mnie jest problem, ale nie mam zielonego pojęcia jak to rozwiązać ani od czego w ogóle zacząć.
Są takie osoby które nie są w stanie stworzyć kontaktów pozasłużbowych , może jesteś jedną z nich. W pracy rozmowy idą świetnie bo każdy jest twoim przełożonym albo podwadnym a jeśli nawet nie to też macie jakieś wspólne zadania. A z jakim przypadkowym studentem? O czym tu w ogole gadać?
I to już jest upośledzenie społeczne, które znacząco obniża komfort życia.
Chyba czas odwiedzić specjalistę.