#tthRI
Kiedy rodzice chodzili do szkoły by zgłosić to nauczycielom, jedyne co wychowawczyni robiła to chwilę pogadała, że tak nie wolno. Żadnych konsekwencji. Od pewnego czasu widziałam blizny na jej rękach, wiedziałam, że wyrządza sobie krzywdę, ale obiecała, że już nie będzie. Zrobiłam błąd, że to zignorowałam. Jednak byłam młodsza od niej i nie wiedziałam tak naprawdę jak się zachować, a rodzice wierzyli w każde jej ''jest dobrze''. Uważali, że trochę przesadzam, a nauczyciele mieli i ją, i mnie za wariatkę, przecież po co brała wszystko do siebie, to tylko banda kretynów.
Kiedy poszła do liceum, zauważyłam straszny spadek jej wagi. Na początku akceptowałam to, bo wiedziałam, że zdrowo je i dużo ćwiczy, aż w pewnym momencie z pulchnej dziewczyny zmieniła się w kościotrupa. Miesiąc temu zmarła z powodu konsekwencji anoreksji.
Nie mogę pogodzić się z jej śmiercią, szczególnie że czuję wyrzuty sumienia. Wiem, że większość z Was dokuczając komuś, docinając, stwierdza - ''hahaha, jakie to śmieszne!'', ''to tylko żarty!!'', ''nie bierz tego do siebie''. Nie każdy ma wielki dystans do siebie, szczególnie kiedy słyszy takie coś na każdym kroku.
Czy do ludzi kiedyś dotrze, że obrażanie nazwane żartem to wciąż obrażanie i to wcale nieśmieszne?
Moją koleżankę też obrażano z powodu jej wagi i mówiono że to żart, ale przestali, kiedy powiedziała im, że to nieśmieszne. Niestety nie wszyscy to rozumieją :/
Kiedy że mnie się śmieją ,,haha ale ona jest taka i taka" i widzą łzy w moich oczach to mówią ,,ej to tylko żarty", ja mówię, że żarty ze mnie, mnie nie śmieszą. Wtedy słyszę ,,nie bierz tego do siebie. To tylko dla jaj". Ludzie, żarty z osoby ,,dla jaj" jej nie śmieszą. Słowa potrafią zranić bardziej niż ból fizyczny. To, że coś was śmieszy nie znaczy, że ta druga osoba ma duży dystans do siebie i jej to nie rani.
Komentarz chaotyczny, ale zgadzam się :)
W dzieciństwie też się wiecznie ze mnie śmieli i mówili, że to tylko dla żartów. To kiedyś "dla żartów" złamałam jednemu nos. Żarty ustały :D
Ja kiedyś usłyszałam, że jestem po to "żeby mieć z kogo bękę krecić"...
Ok, niektóre żarty były zabawne, ale zdarzało się, że przesadzali.
Zgodzę się z tobą, ale nie zawsze słowa ranią bardziej...wsumke zależy jakie:(
@Redheadblondie Ostatnio usłyszałam prawie to samo.
Mnie "żarty" otoczenia nie bawią zbytnio. Zależy jeszcze które. Nie to, że nie potrafię się z siebie śmiać lub jestem za poważna. Po prostu duża cześć nie jest żartem, tylko swojego rodzaju obelgą, kpiną.
Też miałam w gimnazjum bardzo otyłą koleżankę. Nigdy nie usłyszała docinków na swój temat; po prostu była tak radosna, zabawna, inteligentna i z poczuciem humoru, że nie było jak jej szykanować. Za to najbardziej obrywało się tym nieśmiałym, którzy nie potrafią się odezwać. Waga to nie wymówka do wytykania palcami.
ale waga to jeden z kompleksow czesto..
a jak ktos jest cichy, spokojny to wysmiewaja sie ze wszystkiego..
No niestety, w życiu trzeba kształtowac swój charakter i pokonywać trudności. To nie jest tak, że zawsze będą nas chwalić
Jak ktoś chce się przyczepić to zawsze znajdzie sposób. Bo u was nie wyśmiewali grubej koleżanki tylko osoby nieśmiałe. Co cudowni jesteście po prostu. I jeszcze się tym chwalisz. Kształtowanie charakteru, no genialne po prostu. Ludzie są różni i różnie mogą zareagować. Te wasze nieśmiałki też się teraz mogą męczyć z problemami psychicznymi
No taka prawda, że trzeba nad sobą pracować. Mnie wyśmiewali, bo miałam trądzik i co, miałam się ciąć? Teraz wykładowcy mówią nam, że nic nie potrafimy, do niczego w życiu nie dojdziemy. Mam na nich naskarżyć czy rzucić studia? :p Trzeba pracować nad siła charakteru, nie przejmować się aż tak opinią innych, żeby później poradzić sobie ze stresem np na maturze, czy w rozmowie o pracę.
Też się nie cięłam mimo problemów w szkole, ale fobie społeczne mi zostały. Pracuje nad nimi, walczę z ogromną nieśmiałością mimo, że kiedyś taka nie byłam. A jaki klasa miała powód by nie dawać mi żyć - zwyczajnie nie miałam modnych ciuchów i tony makijażu więc byłam niegodna przebywania w tym towarzystwie. Ludzie są rożni tak jak rożne są też metody dręczenia, jeden sobie poradzi a inny się zabije
Agata nadal się nie zgodzę. Myślę, że poczuciem humoru, cięta ripostą i inteligencja można gimnazjalnych smieszkow łatwo pokonać. Trzeba po prostu uczyć się odpierac takie ataki, nie brać ich do siebie. Kolegom z klasy możesz odpowiedzieć, ale już szefowi średnio. W szkole może pomóc psycholog, rodzice itp, ale w dorosłym życiu musimy sami sobie radzić z "hejtem". Trzeba coś sobą reprezentować, zawsze znajdą się osoby, które będą nas gonić za nic.
Ja mam 31 lat, szkołę dawno za sobą, jednak nie do końca mi przeszło :) A są przypadki gorsze od mojego :) Wierz mi nawet małżeństwo z damskim bokserem nie dało mi w kość tak jak liceum:)
Słucham?! Mam docinki znosić, albo się stawiać? Nie, nie. Czemu to ja mam coś z tym robić? Zacznijmy od tego, że takie coś nie powinno mieć miejsca! Nie ważne czy jest się grubym, nieśmiałym, czy brzydkim. Przemocy nie można usprawiedliwiać!
Każdy jest jaki jest i nie musi być taki jak reszta w otoczeniu i to, że należy mieć dystans do siebie jest po prostu śmieszne, bo to nie my ofiary mamy problem, a agresorzy, którzy się na nas wyżywają.
Lanclota - w szkole coś z tym zrobisz, owszem. Powinien zareagować psycholog czy rodzic. Ale jak gnoi cie profesor z którym masz egzamin czy szef w nowej pracy, to nie zrobisz nic. Nie można być nadwrażliwym, tylko asertywnym i trenować swój charakter. A nie marudzić i płakać
To straszne, że uważacie przemoc psychiczną za coś normalnego, a wręcz pozytywnego. Musicie być strasznie nieszczęśliwi w tym świecie, gdzie kat jest usprawiedliwiony, a ofiara obwiniana. Współczuję
Dlatego nienawidze ludzi...
Zależy do jakiej szkoły się chodzi. Ja chuda nie byłam nigdy, a trafiłam do klasy totalnych debili. Byli zgrani tylko że sobą. Były straszne wyzwiska, zdarzały się nawet rwkoczyny z ich strony, a jakby mogli to chyba by mnie z tej nienawiści zabili. Ważne żeby się nie poddawać i żyć dalej. Pamiętajcie ze karma wraca i to z nich będą się później będą śmiać nie z was.
Wiesz dokładnie, czym jest karma?
Karma nie wraca - mnie wyśmiewali i moi oprawcy mają się świetnie.
Ci co się ze mnie śmiali to teraz albo nie Maja szkoły albo pracuja za marna kasę bez wykształcenia.
Jesteś dorosła, a ja w gimnazjum, także patrzę ze swojej perspektywy, ale liczę na to, że masz rację :)
Nie jestem i nie byłam otyła. Ale w podstawówce często byłam pośmiewiskiem. Czemu? Bo byłam kujonem. Istniałam tylko wtedy, gdy ktoś nie miał zadania domowego. Moje "przyjaciółki" zamieniły moje dzieciństwo w piekło. Moi rodzice nic nie podejrzewali, bo pomimo tej sytuacji zawsze byłam uśmiechnięta. Dopiero kilka innych znajomych im to powiedziało. Była skarga do nauczycielek. Ale one tylko upomniały i nic. Przez kilka lat byłam wyśmiewana, obrażana i upokarzana. Ale nie załamałam się. Ignorowałam obraźliwe komentarze itd. Przeżyłam. Zmieniłam gimnazjum i zaczęłam od nowa. Jednak skutkiem przeżyć z podstawówki było to, że już nigdy nikomu. Słowa ranią czasem bardziej niż czyny.
Przykro mi :(
Krew mnie zalewa jak słyszę lub czytam coś takiego. Kiedy ludzie zapamiętają, że żart jest wtedy kiedy śmieszy dwie strony, a to jest zwykłe dokuczanie i nękanie.
Mialam podobnie w gimnazjum. Chlopaki mowili ze jestem gruba i wyzywali mnie od dziwek. Strasznie to przeżylam, zaczelam sie ciac. Nikt o tym nie wiedzial. W jednych chlopaku, ktory mnie obrazal bylam zakochana. Naszczescie po przerwie swiatecznej przestali mi dokuczac, bi ja bym dluzej bie wytrzymalam mialam nawet mysli samobojcze.
bo* bym*
U mnie było identycznie. Kretyńska wychowawczyni nic z tym nie robiła, że mnie przezywali nawet czasem na większą skalę. A ona co? To tylko dzieci, nie przejmuj się...Współczuję ci straty siosty, ale pamiętaj, karma wraca. Ci którzy ją do tego doprowadzili jeszcze za to zapłacą! Trzymaj się ;)
Bo karma nie wraca. Byłam wyśmiewana i nadal tym oprawcom jest dobrze.