#tLYal

Pewnego dnia dwa lata temu wracałam wieczorem do domu z zakupów. Z tramwaju do mojego mieszkania prowadziły dwie drogi: krótsza, ale nieoświetlona, przez kładkę nad torami kolejowymi i dłuższa, ale oświetlona, czyli wydaje się, że bezpieczniejsza. Jako że było już ciemno, wybrałam tę drugą. Następnego dnia wyjeżdżałam, więc moja torba była pełna jedzenia. 

Jakieś 100 metrów od domu usłyszałam, że ktoś biegnie. Potem ktoś mnie przewrócił, a inna osoba wyrywała mi torbę. No nie, nikt mi nie będzie kradł jedzenia! Zaczęłam się bronić, kopać, gryźć. A kiedy to nie pomogło - biec za napastnikami i wrzeszczeć. Nie wiem, co we mnie wystąpiło ani jaki miałam wyraz twarzy, ale złodzieje rzucili torbę na ziemię i uciekli. Szybko sprawdziłam, czy jest w niej moje jedzenie. Było. Poszłam więc do domu. 

Będąc na miejscu zaczęłam wszystko rozpakowywać. Bułki, ser, ukochane kabanosy, dokumenty, nowiutki tablet, portfel, a w nim dość spora ilość gotówki. Zostałam napadnięta, w torbie miałam ponad 500 złotych i nowy sprzęt, a ją blondynka myślałam tylko ratowaniu kabanosów. Ech, te priorytety. .. ;)
Ebubu Odpowiedz

W takich chwilach widać co w życiu dla danego człowieka jest najważniejsze...
Ale rozumiem twoją reakcje... człowiek głodny to człowiek zły...

stateofmind Odpowiedz

Trzeba było nie kraść nowego tableta i kogoś portfela to nikt by za Tobą nie biegł i nie musiałabyś się martwić o swoje ukochane kabanosy.

Dodaj anonimowe wyznanie