#skB3Q
Miłość to piękne uczucie. Jesteśmy w stanie sobie radzić nawet z największymi trudami życia, bo czujemy, jak mocno jesteśmy kochani, jak ufamy drugiej połowie i wiemy, że nic nas nie rozdzieli. Tak to wygląda przed większość dni. Jednak bywają momenty, gdy potrzeba dużo cierpliwości, ale też poniekąd odwagi. Szukanie powodów do obrażania się o najmniejszą rzecz, wbijanie szpilek w najczulsze punkty, byle jak najmocniej zabolało, mówienie o samobójstwie – to najprostsze rozwiązania, by komuś zadać cios. Cios, który boli o wiele bardziej niż cokolwiek innego. Są momenty, gdy czuć jak można bardzo łatwo sobie dać wejść na głowę, jak przeprasza się za rzeczy, za które nie powinno, bo to wyimaginowany problem, jak w bezsilności się płacze, bo znowu nie rozumie, czemu ktoś się do niego nie odzywa i nie pozwala dotknąć. Wszystko jeszcze bardziej potęgują używki. W moim przypadku, młodej kobiety, nie rozumiałam, jak bardzo nawet pojedynczy kieliszek może zmieniać percepcję, jak to zaburza ład i harmonię w duszy człowieka.
Bywa ciężko, bardzo ciężko, a przecież takich ludzi na świecie są miliony, ludzi, którzy chcą wspierać bliskie osoby w tej ciężkiej chorobie. Ktoś mi kiedyś zadał pytanie, „czemu właściwie nadal w tym tkwisz?”. Odpowiedź jest prosta: jeżeli się kocha, to stara się zrobić wszystko, by osoba sobie poradziła z chorobą, bo po deszczu i burzach zawsze przychodzi słońce. Przecież te wszystkie zachowania to niestabilność emocjonalna związana z chorobą, pamiętajmy o tym... Prawdziwe osoby to te czułe i kochające, wyrozumiałe. Mają swoją gorszą stronę, ale z nią można walczyć. Można, bo to już dwa lata, odkąd mój chłopak jest na terapii. Dwa lata, odkąd objawy się przestają nasilać, a obawa o gorszy dzień znika. Mogłam tym wszystkim rzucić i powiedzieć, że to dla mnie za dużo, ale prawda jest taka, że nic nie daje więcej satysfakcji niż położenie wszystkiego na jedną kartę i widok poprawy, znaczącej poprawy. Nigdy nie żałowałam, że zostałam u jego boku, a teraz nie żałuję, że wiążemy ze sobą coraz to poważniejszą przyszłość.
Twoje wyznanie jest równie piękne, co naiwne. Dla romantyków nie mających takich doświadczeń, z pewnością w większości będzie piękne. Natomiast dla realistów znających syndrom ratownika (którego jesteś książkowym przykładem), współuzależnienie emocjonalne i pojęcie wampiryzmu energetycznego, będzie niestety częściej naiwne.
Cieszę się, że u Ciebie to idzie w dobrym kierunku, ale często idzie z złym albo nie idzie wcale, dla własnego bezpieczeństwa jest się wówczas lepiej ewakuować, a ratowanie drugiej osoby zostawić terapeutom (zakładając, że będzie jej się chciało do nich chodzić).
To prawda, że po każdej burzy wychodzi słońce, ale czasem taka burza potrafi być jedynie częścią składową większego huraganu wyrywającego drzewa, zrywającego dachy i miotającymi ludźmi, głównie tymi, którzy nie potrafili obiektywnie oszacować ryzyka ani się zabezpieczyć (tak, to o Tobie).
Cieszę się, że potrafisz romantyzować tą sytuację i w ten sposób uzasadniać swoje postępowanie, obyś nigdy tego nie pożałowała.
Powodzenia.
Pięknie napisane ;)
Już jak czytałam wyznanie to sobie pomyślałam, że chłopak swoje przemocowe zachowania i używki usprawiedliwia depresją. Jasne, może mieć depresję, ale nigdzie nie jest powiedziane, że po prostu źle tę dziewczynę traktuje i ją właściwie szantażuje swoją chorobą.
Najgorsze w tym wszystkim jest to, że gdyby on wyszedł na prostą albo by mu się znudziła i kopnąłby ją w dupę, to ona pewnie wręcz błagałaby go na kolanach, by pozwolił jej wrócić do swojego toksycznego świata i marnować życie w dalszym ciągu. Silny efekt utopionych kosztów + utrata własnego środka ciężkości we własnej rzeczywistości na rzecz chłopaka i jego problemów. Z jego punktu widzenia to wygrana na loterii, bo ma darmową służącą, kurtyzanę, terapeutkę i wiele więcej, na wyłączność, nie dając nic w zamian, a jedynie przytakując wizjom wielkiej miłości, ale z punktu widzenia tej drugiej osoby - choć naprawdę nie chcę być czarnowidzem - wygląda to bardzo źle. Plus jest taki jak pod jednym z innych wyznań, które ostatnio komentowałem - autorka pewnie jest osobą bardzo młodą, więc istnieje duża szansa, że w razie czego uda jej się jeszcze wyjść na prostą i zbudować wartościową relację.
Ale to tylko czarny scenariusz, wcale nie musi się spełnić! Może być tak, że chłopak też wyjdzie na prostą, doceni autorkę, rzuci się na kolana, będzie błagał ją o rękę, oboje będą zalewać się łzami w uściskach, a nad ich głowami zamiast burzowych chmur rozłoży się tęcza. W oddali żwawo przebiegnie stado wesołych sarenek, znajomi autorki masowo będą się z nią kontaktować, by powiedzieć, że to jednak ona miała rację, po chwili z lasu nieopodal wyjdzie Krzysztof Ibisz i da im walizkę ze 500 000 zł od Polsatu na nowy start. Świat odżyje, a wraz z nim radość w ich sercach i nadzieja na lepsze jutro, które zacznie się już dzisiaj.
Autorko, opamiętaj się i zacznij myśleć o sobie i o tym, co dobre dla Ciebie. MYŚLEĆ, a nie dopasowywać myśli do EMOCJI.
Lepiej bym tego nie ują to było dużo cennych informacji
"Szukanie powodów do obrażania się o najmniejszą rzecz, wbijanie szpilek w najczulsze punkty, byle jak najmocniej zabolało" - to nie są objawy depresji a bycia wredną osobą. Depresja nie usprawiedliwia wszystkiego. Szantażowanie zrobieniem sobie krzywdy też. Czym innym są myśli rezygnacyjne a czym innym szantażowanie zrobieniem sobie krzywdy.
Tak samo jak depresja nie usprawiedliwia używek u chorego. To tylko pogorszy jego stan.
Miłość do chłopaka miłością do chłopaka, ale siebie powinnaś kochać najbardziej i o siebie dbać najbardziej.