#skB3Q

Mam 21 lat, a mój partner ma depresję.
Świadomość społeczeństwa na temat tej choroby jest nadal zdecydowanie za mała, ale ludzie często nie zdają sobie sprawy, że życie osoby kochającej chorego też do łatwych nie należy. Do osób cierpiących na tą paskudę: dbajcie o partnerów, starajcie się dla nich, bo to prawdopodobnie osoby, u których zdobędziecie najwięcej zrozumienia i empatii.

Miłość to piękne uczucie. Jesteśmy w stanie sobie radzić nawet z największymi trudami życia, bo czujemy jak mocno jesteśmy kochani, jak ufamy drugiej połowie i wiemy, że nic nas nie rozdzieli. Tak to wygląda przed większość dni. Jednak bywają momenty, gdy potrzeba dużo cierpliwości, ale też poniekąd odwagi. Szukanie powodów do obrażania się o najmniejszą rzecz, wbijanie szpilek w najczulsze punkty, byle jak najmocniej zabolało, mówienie o samobójstwie - to najprostsze rozwiązania, by komuś zadać cios. Cios, który boli o wiele bardziej niż cokolwiek innego. Są momenty, gdy czuć jak można bardzo łatwo sobie dać wejść na głowę, jak przeprasza się za rzeczy, za które nie powinno, bo to wyimaginowany problem, jak w bezsilności się płacze, bo znowu nie rozumie czemu ktoś się do niego nie odzywa i nie pozwala dotknąć. Wszystko jeszcze bardziej potęgują używki. W moim przypadku, młodej kobiety, nie rozumiałam jak bardzo nawet pojedynczy kieliszek może zmieniać percepcję, jak to zaburza ład i harmonię w duszy człowieka.

Bywa ciężko, bardzo ciężko, a przecież takich ludzi na świecie są miliony, ludzi, którzy chcą wspierać bliskie osoby w tej ciężkiej chorobie. Ktoś mi kiedyś zadał pytanie, "czemu właściwie nadal w tym tkwisz?". Odpowiedź jest prosta: jeżeli się kocha, to stara się zrobić wszystko, by osoba sobie poradziła z chorobą, bo po deszczu i burzach zawsze przychodzi słońce. Przecież te wszystkie zachowania to niestabilność emocjonalna związana z chorobą, pamiętajmy o tym... Prawdziwe osoby to te czułe i kochające, wyrozumiałe. Mają swoją gorszą stronę, ale z nią można walczyć. Można, bo to już dwa lata, odkąd mój chłopak jest na terapii. Dwa lata, odkąd objawy się przestają nasilać, a obawa o gorszy dzień znika. Mogłam tym wszystkim rzucić i powiedzieć, że to dla mnie za dużo, ale prawda jest taka, że nic nie daje więcej satysfakcji niż położenie wszystkiego na jedną kartę i widok poprawy, znaczącej poprawy. Nigdy nie żałowałam, że zostałam u jego boku, a teraz nie żałuję, że wiążemy ze sobą coraz to poważniejszą przyszłość.
Alpejski Odpowiedz

Żeby Cię nie rzucił, jak mu "przejdzie", bo mu się będziesz "źle kojarzyć". Nie nabijam się. Serio mam nadzieję, że doceni i zostanie.

WodaGazowana

Ja swojego partnera nie zostawiłam, wręcz przeciwnie. Jestem teraz pewna ze razem możemy przejść przez każde życiowe szambo. Za to chce już zmienić miasto w którym mieszkam bo to ono mi sie zle kojarzy. Takiego obrotu sprawy życzę autorce.

Elli Odpowiedz

A partner z tą depresja coś robi? Terapia, leki? Mój mąż ma jedna z lzejszych odmian chad, ale przez jego duża samokontrolę, przez szereg lat nawet nie byłam tego świadoma (on też nie), bo wszystko tłumił w sobie, wyszło jak kiedyś już nie mógł wytrzymać, poszedł do psychiatry i na terapię. To mu pomoglo, nie tłumi tak emocji, przepracował szereg swoich problemlow, leki łagodzą huśtawki nastrojów, ale nie do końca, emocje czasem wychodzą tak czy inaczej, tyle że on jest w stanie powiedziec: teraz jestem podminowany, rozdrażniony, pracuje żeby się uspokoić. Wtedy wiem żeby go zostawić w spokoju, zrobić herbatę, która on lubi itd. Traktuje to jako wsparcie płynące z miłości, on też mnie wspiera w różnych sytuacjach. Chamskiego wbijania szpil i szantazy typu straszenie samobojstwem nigdy u nas nie było, myślę że mój mąż czułby się poniżony gdyby miał się do tego odwołać (o tyle mam łatwiej) choć różne kłótnie owszem były. Generalnie, pierwszy krok, specjalisci: terapia i psychiatra.

PaniPanda

Doczytałaś Ty wyznanie? Jest napisane jak byk, że mijają już dwa lata, odkąd chłopak jest na terapii, i objawy przestają się nasilać.

ohlala

Mówienie o samobójstwie a grożenie nim to są dwie różne rzeczy.

@PaniPanda
To anonimowe, nieważne, że jak byk napiszesz, że ktoś się leczy - skoro coś zostało tutaj opisane, to nie ma leczenia, to oczywiste ;)

PaniPanda

Denerwuje mnie ta oczywistość. Bo dla mnie oczywistością jest tekst przed oczami, i każdy ma potencjał aby coś przeczytać ze zrozumieniem, doczytać tekst w całości. Ale jak widać, to za dużo dla niektórych

Elli

Nie doczytałam drugiej po reklamie wtedy, części wyznania ze facet jest na terapii. To dobrze, może przestanie być tak toksyczny.

CzarnyOpal Odpowiedz

Ja rozumiem, miłość, chęć walki z chorobą o ukochaną osobę, wspólne plany, to wszystko bardzo szlachetne i piękne, ale w tej konkretnej sytuacji którą odpisujesz, radziłabym uciekać. Manipulacja (straszenie samobójstwem, wywoływanie poczucia winy, obrażanie sie bez powodu), przemoc psychiczna (wbijanie szpilek w najczulsze punkty, z premedytacją żeby bolało!), używki (stosowanie pomimo że szkodzą, zmieniają percepcję). Chłopak jest na szczęście na terapii, a ty? Rodziny osób uzależnionych są często współuzależnione i powinny też byc pod opieką fachowca. I mają nawet podobny sposób myślenia: to dobry człowiek, to tylko alkohol sprawia że bije (on jest wspanialy, kochający, czuły, te wszystkie źle zachowania są związane z chorobą, depresją). Większość czasu przecież jesteśmy szczęśliwy, tylko czasami jest zły (ale to oczywiście przez narkotyki, depresję, itp.) Albo stawianie wszystkiego na jedną kartę, ja muszę go uratować, na pewno dzięki mnie wyzdrowieje (z depresji, czy alkoholizmu) poświęcę wszystko, ja będę tą silną. Owszem, istnieją ludzie którzy uwielbiają się poświęcać, w końcu to taka satysfakcja komuś pomóc i można zapomnieć o własnych problemach. Tylko czy zamiast żyć dlugo i szczesliwie to w końcu ty nie dostaniesz depresji, podczas gdy twój biedny, cierpiący chłopak będzie co rusz odreagowywał na tobie swoje gorsze dni.

Oretyrety

Też mi to zgrzyta. Bo depresja, to jedno a sprawianie komuś bólu, to już całkiem inna para kaloszy.

Oretyrety Odpowiedz

Miłość nie polega na poświęceniu, miłość to całkiem inne uczucie. Miłość to nie walka z gorszą stroną. Jesteś bardzo młoda, bardzo naiwna i lojalna, tylko czy na pewno ta druga osoba zasługuje na twoje łzy i jest warta tego bólu. Życie z osobą chorą psychicznie, to ogromne wyzwanie, to rezygnacja z dzieci, często rezygnacja z siebie samego.
Poszukaj psychologa dla siebie, spróbuj spojrzeć na to z boku, bo jak dla mnie ten układ wygląda fatalnie.

DisabledBunny Odpowiedz

Jako osoba z ChADem wiem o czym mówisz. Ale twój partner również powinien się starać a nie jedynie "Mam depresję, będę robić co mi się podoba". Nad wieloma rzeczami da się pracować. Nie daj sobie wejść na głowę.

PaniPanda Odpowiedz

Dzięki Ci za to wyznanie.

WendyWu Odpowiedz

Marnujesz sibej przy nim życie. Typa nie zmienisz, a stracisz swoje najlepsze laga

WendyWu

Lata miało byc

Vito857 Odpowiedz

Wiesz no, jeśli tylko się leczy to jest okej. Tylko żeby po wyleczeniu nagle mu się nie odmieniło i nie zamienił cię na "lepszy model".

Czaroit Odpowiedz

Nic nie wie o miłości ten, kto nie kocha najpierw samego siebie. Ponieważ nie możesz dać komuś czegoś, czego nie masz w sobie. A gdy masz w sobie miłość, najpierw opromienia ona i nasyca twoje własne serce. Dopiero z niego wypływa na zewnątrz, do innych istot.

Pozwalanie na szantaż emocjonalny, na straszenie samobójstwem, używki... gdzie tu miłość do własnej osoby? Gdzie szacunek dla siebie? Gdzie chronienie i dbanie o swoją godność, zdrowie psychiczne, bezpieczeństwo?

Tak bardzo rajcuje Cię bycie ratownikiem? Uratuj najpierw siebie.

WielkieGie4 Odpowiedz

Minus. Nikogo nie obchodzą twoje apele

Zobacz więcej komentarzy (6)
Dodaj anonimowe wyznanie