#sbPWl
Pomimo całego syfu jaki miałam w domu typu bójki, kłótnie i częsty seks, podczas gdy siedziałam w pokoju obok, moja fantastyczna szkoła miała nas w dupie.
Moja szkoła nigdy nie zainteresowała się dlaczego po weekendzie przychodziłam do szkoły nieuczesana, bez drugiego śniadania, ze spuchniętą buzią, z paczką dużych chipsów i dużą butla coli, która na odwal się ojciec kupił mi dnia poprzedniego gdy szedł po alkohol. Nikt nie spytał czy dobrze się czuję, gdy po raz kolejny po weekendzie siedziałam smutna w kącie i nie miałam nawet ochoty wyjść na korytarz pobawić się z dziećmi, które też z reguły za mną nie przepadały.
Gdy po raz kolejny awantura przerodziła się w drastyczną przemoc i do czwartej nad ranem musiałam uspokajać rodziców, coś we mnie pękło. Zmęczona tym gównem poszłam do naszej ulubionej pani pedagog - każdy nauczyciel mówił, że pani pedagog jest w stanie rozwiązać każdy problem, poszłam i ja ze swoim.
Kiedy powiedziałam, że mam problem w domu i rodzice przesadzają z alkoholem, pani pedagog stwierdziła, że nigdy nie widziała mojej mamy nietrzeźwej - a spotkała ją dwa razy na bazarze i raz w szkole na wywiadówce.
Wytłumaczyła mi, że czasem rodzice mogą się pokłócić, przecież jesteśmy tylko ludźmi.
Powiedziałam jej więc o wszystkim.
Finalnie stwierdziła, że pewnie trochę podkoloryzowałam i pomimo moich błagań, wezwała mamę do szkoły.
Mama oczywiście trzeźwa jak rybka, wypiękniona i wypachniona w nowej kurtce przyszła do szkoły, opowiedziała jak nam dobrze w domu i jaka ze mnie mała mitomanka.
W szkole, do samego końca uważano mnie za kłamczuchę - słyszałam też że powinnam się wstydzić tak opowiadać głupoty na własnych rodziców.
W domu sprawa zatuszowana przed ojcem, mama się na mnie obrazika i stwierdziła, że jej relacje z tatą to jej prywatna sprawa i nie życzy sobie żebym jej srała w życiorys.
Później już przy każdej kłótni modliłam się, żeby jedno z nich pobiło drugie na śmierć i moja męka się skończy.
Myślę, że taką Panią pedagog można by było podać do kuratorium albo nawet do sądu za nie wypełnienie obowiązków.
Pozdrawiam
Nie żebym broniła tej kobiety, pytam, bo po prostu nie wiem - co taka pedagog miałaby zrobić w takiej sytuacji? Nie może chyba wezwać żadnych służb, bo poza słowem dziecka (a z dziećmi różnie bywa, mogło z różnych przyczyn kłamać) nie ma żadnych dowodów na przemoc w domu. Wiem, że Autorka wspomina np., że nie dostawała śniadania, ale przecież żadna szkoła nie sprawdza na wejściu czy każde dziecko ma kanapki. Nie integrowała się z dziećmi, ale dzieci za nią nie przepadały, więc problem mógł leżeć gdzieś indziej. No i samo "wyłapanie", że Autorka jest odsunięta od grupy powinno raczej leżeć po stronie nauczyciela, a nie pedagog, która przecież nie może obserwować wszystkich dzieci. Wydaje mi się, że skontaktowanie się z rodzicem i rozmowa była dość sensownym rozwiązaniem. A że matka się wszystkiego wyparła...
Ja wezwałabym psychologa dziecięcego, który porozmawiałby z dzieckiem. Następnie zgłosiła sprawę do kuratorium, tylko po to by ktoś przez jakiś czas miał oko na rodzinę. Jakby nic nie było, to dobrze, ale z dzieckiem rozmawiałabym częściej i uważałabym na to co się w około niego dzieje.
@Tictac,
czy wezwanie psychologa dziecięcego przez szkołę jest w ogóle możliwe? W sensie, czy na taką rozmowę nie potrzeba czasem zgody rodzica? Szkoła chyba nie może ot tak sobie uznać, że dziecko pójdzie na rozmowę do psychologa. Wdaje mi się, że to jednak wymaga zgody opiekunów. Co do kuratorium to właśnie pytam - można prosić o takie profilaktyczne obserwowanie rodziny jedynie na podstawie tego, że dziecko coś powiedziało i poza jego słowem nie ma żadnych innych dowodów (a z perspektywy szkoły rodzina ma nawet dobrą opinię)? Ja wiem, że Autorka nie kłamała, ale chyba nawet na anonimowych były opowieści jak to dzieci nakłamały właściwie bez żadnego powodu albo tylko dlatego, że chciały zrobić rodzicom na złość. Czy gdyby okazało się, że rodzina jest jednak w porządku i kuratorium niepotrzebnie zajmowało się sprawą to nie ma to żadnych konsekwencji dla zawiadamiającego, że - kolokwialnie mówiąc - dupę im zawracali? Odnośnie częstszych rozmów z dzieckiem i obserwacji - zgadzam się, to rzeczywiście dobra opcja.
Rillianne - nie wiem dokładnie, jakie są procedury, ale tak na "chłopski rozum" pedagog po słowach autorki powinna poinformować rodziców, że ze względu na podejrzenie zaniedbania dziecka zgłasza sprawę do Ośrodka Pomocy Społecznej lub podobnej instytucji, która nałoży na rodzinę kuratora i zbada zgłoszenie. Słowa dzieck nawet bez dowodów są brane pod uwagę. Normalna rodzina nie musi się w żaden sposób obawiać takiego zgłoszenia, bo sprawa zostanie szybko zamknięta.
Dowody by były. Spuchnięta twarz nie bierze się znikąd
Nie jestem psychologiem ani pedagogiem, a uważam, że zrobiłabym lepiej! Przede wszystkim obserwowałabym dziecko i częściej z nim rozmawiała. Serio myślicie, że jakieś dziecko przyjdzie samo do pedagoga, by nakłamać na rodziców o piciu, biciu, seksie? To mało prawdopodobne, chociaż oczywiście możliwe. Sprawdziłabym jakoś tą rodzinę, nie wiem zapytała sąsiadów, ale na pewno nie wezwalabym matki do szkoły! Żeby potem pobiła dziecko??? Kto tak ku*wa robi? Jeżeli przypuszczenia, że chleją by się potwierdziły to zawsze można wezwać opiekę społeczną. A w dzisiejszych czasach nawet nagrać awantury i bicie telefonem.
To bardzo cenna rada dla dziecka. Tak trzymaj.
@Rillianne nie jest sensownym rozwiązaniem. dziecko przychodzi i skarży się że rodzice się nad nim znęcają, pedagog wzywa matkę, ta się wypiera, a w domu jeszcze gorsze piekło niż zwykle. Tak jest okej? co więcej pedagog dalej nic nie może zrobić, bo przecież matka powiedziała, że jest dobrze.
No co za cipa z tej pedagog...
>Dziecko płacze że rodzice je biją
>Wezwij rodziców do szkoły
?¿
Tyle się mówi o bezbronności dzieci, o tym że kiedy już proszą o pomoc to znaczy, że naprawdę jest im ciężko. I choć trudno jest wyczuć czy dziecko przypadkiem nie kłamie bo obraziło się na rodzica ( i tak się zdarza) czy faktycznie potrzebuje pomocy, to właśnie tacy ludzie jak np szkolny pedagog powinni starać się dotrzeć do sedna problemu, by np czegoś nie przegapić. Szkoda, że tak wiele dzieciaków nie miało szansy otrzymać właściwego wsparcia i pomocy.
Ja już dawno z autopsji nauczyłam się, że pedagog nic nie zrobi, a nawet pogorszy sprawę.
Polecam terapię, bo nikt z nas Ci tutaj nie pomoże.
I ta durna pedagog tez nie.
Tak, pedagog jej nie pomoże. Ale terapeuta czy psycholog już może jej pomóc.
Boze...
U mnie się skapneli w ostatniej klasie liceum, kiedy nie przyszłam trzy dni z rzędu do szkoły, bo się wstydzilam podbitego oka