#sBFSs
Maluch okazał się podlotem gatunku dość licznie występującego w Polsce. Przeniosłam go na krzak obok i zostawiłam - takich ptaszków nie należy zabierać do domu, bo są karmione przez rodziców - no chyba, że są ranne, chore albo głodne. Trochę później poszłam sprawdzić, jak tam ptaszek. Siedział dokładnie w tym samym miejscu i piszczał z głodu, co oznaczało, że matka nie wróciła. Zaniepokoiłam się, bo trzy godziny to dla takiego maluszka dość długo, ale postanowiłam jeszcze poczekać. Po kolejnych trzech godzinach sytuacja nie uległa zmianie, ptaszek wręcz błagał o jedzenie, kiedy tylko się do niego zbliżyłam. Robiło się ciemno, więc wzięłam go do domu - na noc zapowiadali burze, a on byłby pozostawiony sam sobie, zdenerwowany i głodny - wątpię, że dałby radę to przeżyć. Załatwiłam mu małą, bezpieczną klatkę, karmiłam kilka, a nawet kilkanaście razy w ciągu dnia, również w nocy. Maluch zaczął się coraz bardziej do mnie przywiązywać. W końcu osiągnął wiek, w którym powinnam wypuścić go na wolność, a tymczasem mój wychowanek domagał się kontaktu z człowiekiem. Zostałam z ptakiem, który uważa siebie za dwunożnego, nieopierzonego nielota. I co zrobiłam?
Zostawiłam wszystko tak, jak jest. Nie mam zamiaru wypuścić go na pewną śmierć. 70 procent młodych ptaków śpiewających nie dożywa roku, a tymczasem mój gatunek może żyć nawet 20 lat. I są to dane dotyczące ptaków wychowanych na wolności, a więc przystosowanych do swobodnego życia - co oznacza, że ptak wykarmiony przez człowieka ma wielokrotnie mniejsze szanse - 5, 10 procent? 10 procent szans na życie, i ja mam go na to skazać? Absurd. Ktoś powie "taka natura" - trudno. Naturze jeden ptak w tą czy w tą nie robi różnicy - a za to dla tego jednego ptaka różnica to życie lub śmierć.
Co mu po swobodzie lotu, tak pięknie przedstawionej w wierszu o czyżykach, skoro musi wiecznie walczyć o przetrwanie (o czym autor chyba zapomniał)? Mój maluch nie dałby rady na wolności, boi się dworu, wystawiony w klatce na dwór zastyga w bezruchu i odżywa dopiero po powrocie do domu. Boi się gałęzi, liści, jest oswojony z nową klatką, większą niż poprzednia i kupioną na stałe. Każdego dnia ma ją otwartą, chętnie wraca, karmię go tym samym, co jedzą te ptaki w naturze. Reaguje na swoje imię, rozpoznaje mnie spośród innych osób, sam do mnie przylatuje i domaga się kontaktu. Uwielbia siadać mi na głowie i bawić się włosami, zasypia wtulony we mnie. Pokochałam go i nie miałabym serca skazać go na łaskę lub niełaskę losu. Dzięki temu, że został, zyskałam przyjaciela, a on zyskał życie. Muszę tylko załatwić zezwolenie, żeby trzymać go legalnie, ale to nie problem.
Dajcie sobie spokój z tymi karami za przetrzymywanie ptaka. Piszecie tak jakby robiła coś złego. Nikt jej nic za to nie zrobi bo nie sądzę, by ktoś znający sytuację to zgłaszał.
Ja tylko ostrzegam
W końcu glos rozsądku. Swiat stanął na glowie....ludzie zsszczuwaja sie nawzajem. I straszą sie nawzajem. A jak nie robisz czegos zgodnie z prawem to od razu donoszą. No ludzie troche spokoju.
A po co pytać o zgodę ? Jesteśmy tacy niesamodzielni i strasznie żądamy praw i ustaleń a nie mamy własnego zdania, idealni obywatele państwa z "1984".
Jak oboje szczęśliwi to nie ma problemu
Piękne wyznanie <3 nie chodzi o ratowanie całych tysięcy istnień, ale o to, że kiedy ma się okazje do dobroci to należy to wykorzystać tak jak autorka.
No i dobrze zrobiłaś, skoro ptak się przywiązał i ty też to miałaś go wyrzucać na dwór "bo tak powinno być"?
Imponuje mi to zachowanie anonimowości ptaka, jakby po gatunku ktoś mógł zidentyfikować autorkę i jej pierzaka i donieść stosownym organom xD
Ja kiedyś też "uratowałam" ptaka, konkretnie jerzyka. Leżał jak nieżywy przed drzwiami budynku, w którym pracowałam. Po pracy przywiozłam do domu, skontaktowałam się z ośrodkiem rehabilitacji dzikich zwierząt i wedle ich wytycznych opiekowałam się ptaszkiem i uczyłam go latać (tylko i wyłącznie w moim pokoju). Po tygodniu, kiedy już dość swobodnie latał po pomieszczeniu, chciałam go wypuścić na wolność. Wtedy pod moją nieobecność brat, który nigdy nie interesował się moim pokojem, wszedł do niego, bo czegoś szukał. Zostawił otwarte drzwi. Po chwili mama widziała, jak nasz domowy kot niesie w pysku biednego czyżyka. Uraz do dziś. I to z mojej winy to się stało.
To w końcu jerzyk czy czyżyk?
Jerzyk, jerzyk ;) Po napisaniu historii wygooglowałam sobie dla pewności, jak wygląda czyżyk i okazało się, że to nie mój ptak. :D Wtedy przypomniałam sobie, że był to jerzyk, ale zapomniałam poprawić na końcu tekstu.
To jaki Ty masz wielki pokój że jerzyk sobie po nim swobodnie latał? Te ptaki to małe odrzutowce.
Można spytać, co to za ptak?
Jeżeli to czyżyk jak wspomniała autorka to 5 lat pozbawienia wolności będzie ją czekało xD
@Wavvy tak, policja z anonimowych już jedzie bo uratowała ptaka, a ten się do niej przywiązał.
Jeśli będzie składać papiery o legalne trzymanie w domu dopiero wtedy policja się przypieprzy :>
Autorka wspomniała, że zdobycie zezwolenia nie będzie trudne oraz ptak licznie występuje w Polsce, więc raczej to nie jest ptak objęty ochroną.
Wszystkie ptaki objęte są ochroną. (Oprócz gospodarskich)
Hahaha, Panie Scor, gdzie Pan jest? Policja potrzebna :) swoja droga, Autorka ma wielkie serce. Tak trzymac.
Ja cię popieram. Ptaszek sam chce z tobą być, nie ma w tym nic złego. Nie musisz się tak tłumaczyć, bo z pewnością każdy by zrozumiał.
Ten jego strach związany z podwórkiem jest pewnie wynikiem tego, że go nie wystawiałaś ta te zewnętrzne bodźce. Mam wrażenie, że wypuszczanie go na wolność gdy był w odpowiednim wieku skazało by go na śmierć ponieważ nie został nauczony jak zdobywać jedzenie więc dobrze, że go zatrzymałaś
Na wolność wypuszcza się te ptaki, które zostały w odpowiedni sposób wychowane - nie miały szansy przywiązać się do człowieka. Błędem było to, że nie zabrałaś go następnego dnia do odpowiedniego stowarzyszenia, ale stało się. Krzywdy mu nie robisz.