#rxosM

Kiedyś poszłam pracować do najzwyczajniejszego burdelu. Na kilka lat, z przerwami. Nie było fajnie, ale na pewno nie gorzej niż w domu albo przy zrywaniu wiśni za 40 zł dniówki.

Nie żałuję. Miałam wtedy niecałe 17 lat i dowiedziałam się, jak to jest nie być głodnym i w dodatku widzieć, że jutro też nie będę. I jak się mieszka bez zaćpanej matki oraz szóstki rodzeństwa, które albo tak samo zaczęło ćpać, albo niedługo miało zacząć.
wyzwolonaa Odpowiedz

To przykre, ale pamiętaj że nie masz się czego wstydzić. Zrobiłaś wszystko co mogłaś. Winna jest rodzina która nie dała ci wsparcia, państwo które nie zapewniło ci godnych warunków życia i prywaciarze którzy płacili ochłapy

Dragomir

I ty, bo taka bogata feministka a nie pomogła koleżance po fachu.

Maniack37

Chyba poszłaś do tego psychologa w końcu, bo coś z sensem napisałaś. Na siłę do drugiej części bym się przyczepił, ale masz plusika na zachętę.

wyzwolonaa

Przecież nie znam jej osobiście. Zresztą pokazy erotyczne to zupełnie co innego niż PRZYMUSOWA prostytucja. Ja wybrałam taką pracę bo chciałam, a tutaj autorka nie miała innego wyjścia

wyzwolonaa

@Maniack37 piszę z sensem od początku. Jeżeli "uczciwa" praca jest gorzej płatna niż prostytucja, to jaki jest sens nazywać ją uczciwą pracą?

Maniack37

A to do mnie pytanie, moja droga? Bo nie kojarzę bym jakieś twierdzenia w tym względzie wyrażał.

zdystansowany

To ja się przyczepię dla zasady. Prywaciarze nie są gorsi od pracodawcy w tzw. domu publicznym który zatrudnia na stanowisku prostytutki niepełnoletnią i jeszcze jej pozwala w miejscu pracy mieszkać ponieważ niełamanie prawa nie czyni gorszym a poza tym taki burdel to też biznes prywatny choć dom się zwie publicznym więc ten rzekomo cudowny pracodawca też jest prywaciarzem. A poza tym wyczuwam fałszywkę w tym wyznaniu. Podejrzewam że pani chwaląca się sprzedawaniem swego ciała za pieniądze to napisała w reakcji na komentarz o Soni Marmieładow.

wyzwolonaa

@zdystansowany mówiąc "prywaciarze" mam na myśli tych januszy biznesu, na przykład od wiśni, którzy płacą glodowe stawki, a mimo to narzekają że nikt nie chce u nich pracować. To jest określenie pejoratywne i nie należy go mylić z pracodawcą, bo pracodawca płaci uczciwe pieniądze. Inna sprawa, że prawdziwych pracodawców jest jak na lekarstwo

Dragomir

To porównaj ile płacą za wiśnie w skupie a ile za dymanie, to zrozumiesz różnicę płac. Poza tym właściciel burdlu zarabia więcej od dziewczyn tam "pracujących".

Nie wygłupiaj się już chłopczyku z tą podrabianą tożsamością i płcią bo jesteś jedynie żałosny.

wyzwolonaa

Mnie nie obchodzą koszty "uciśnionego cieciembiorcy". Sama też mam koszty i jakoś nie płaczę nad swoim losem. Ostatnio zatrudniłam graficzkę AI do przerobienia mojej strony i zapłaciłam jej 10 tysięcy za 3 dni realnej pracy. Czyli da się, trzeba tylko chcieć

Dodaj anonimowe wyznanie