#rsUvh
W wakacje postanowiłam pojechać do kuzynki, z którą nie widziałam się dłuższy czas. Ona mieszka na obrzeżach większego miasta, więc powiedziała, że do centrum musimy dojechać PKS-em. Nie chciałam nic mówić, że nigdy nie sama nie jechałam autobusem (jedynie może na szkolnej wycieczce).
Kiedy tylko podjechał zaczęła się moja zła passa.. Nie mogłam otworzyć drzwi, bo były tak mocno zatrzaśnięte, na szczęście kierowca łaskawie mi pomógł. Kupiłam bilet i poszłam szukać miejsca. Kiedy już je znalazłam nagle ludzie zaczęli wołać "Panienko bilet", "Zapomniałaś biletu wziąć". No to wstałam.. ale długo nie postałam, bo kiedy byłam w połowie drogi autobus gwałtownie się ruszył, a ja upadłam na twarz. Szybko się podniosłam i udawałam, że wszystko jest w jak najlepszym porządku. Wzięłam ten bilet i upokorzona wróciłam na miejsce.
Kuzynka tylko się ze mnie śmiała. Powiedziała, że zaraz nasz przystanek i że pewnie nie dam rade zamknąć drzwi, więc mam iść pierwsza. No to wstałam jakoś doszłam do tych drzwi. Kiedy tylko autobus się zatrzymał złapałam za klamkę i już miałam wysiąść, gdy nagle kierowca zaczął krzyczeć "Toć to skrzyżowanie! Zaraz zielone światło będzie! Co ty pierwszy raz autobusem jedziesz?! Wsiadaj z powrotem!". Nie wiem co ci ludzie o mnie myśleli w tamtej chwili.. ja czułam się tak zażenowana jak nigdy.. Chciałam stamtąd jak najszybciej uciec i jednak zamknąć te nieszczęsne drzwi za sobą. Kuzynka wysiadła, a ja zaraz za nią ja. Wzięłam zamach i zatrzasnęłam te drzwi. Szkoda tylko, że przy okazji staranowałam biedną staruszkę, która była tuż za mną.
Dawno się tak nie uśmiałam . Nie ma się czym przejmować, zdarza się najlepszym.
Jak można być taką pierdołą?