#rqzQp
Bardzo mnie to bolało, gdy jednak powoli zaczęłam wychodzić z choroby widziałam uśmiech na jej twarzy, więc ćwiczyłam i chodziłam na każdą rehabilitację pomimo wszystko. Musiałam też sporo zgubić kilogramów, bo przytyłam podczas choroby, ale miałam taką motywację, że dałam radę schudnąć.
Na moją osiemnastkę widziałam szczęśliwą mamę, uśmiechniętą. Widziała mnie zdrową, a ja widziałam ją szczęśliwą. Złe chwile w jej życiu minęły, zafarbowała włosy i zakryła siwe, przytyła troszkę, po depresji nie było słuchu ni widu, gotowała, śpiewała sobie. Widziałam moją mamę, którą pamiętałam przed zachorowaniem. Byłam pewna, że moje jak i jej złe chwile odeszły.
Od dwóch lat widzę w niej bardzo szczęśliwą kobietę, ale ja zaczęłam udawać szczęście od paru miesięcy. Zapisałam się na badania kontrolne, mamie nie mówiłam, w końcu to tylko badania. Lekarzowi coś się nie spodobało, badania zaczęły być dokładniejsze. Ja opuszczałam zajęcia, a mamie mówiłam, że byłam ze znajomymi gdzieś, a nie chodziłam po lekarzach, nie chciałam jej martwić. Przeprowadziłam się i zamieszkałam sama. Przyszły wyniki badań, dowiedziałam się, że mam nowotwór... nie jestem w stanie powiedzieć o tym mamie, ponieważ boję się, że wróci jej strach, łzy, niepewność każdego dnia, że ona się rozchoruje. Walczę dla niej, żeby być z nią jak najdłużej i widzieć jej uśmiech, gdy się spotykamy, ten uśmiech daje mi wielką motywację i siłę do walki.
Lekarze dają mi dużą szansę na pełne dojście do zdrowia. Niby wyjeżdżam niedługo na praktyki do innego miasta, a tak naprawdę będę walczyła.
Matka razem z dzieckiem rodzi strach. Każdy inny strach, nawet najokropniejszy, jest niczym przy strachu o swoje dziecko. Mam nadzieję, że obie jesteście bezpieczne.
I co, żyjesz?
moam nadzieje, ze udalo sie pokonac raka :)
Powodzenia
Szacun, że chcesz tak odciążyć mamę i bierzesz to wszystko na klatę. Niewiele osób by sobie z czymś takim poradziło, niech moc będzie z Tobą!
Jesteś bardzo silna dla mamy i naprawdę duży szacun za to! Trzymam mocno kciuki, żebyś pokonała raczysko!