#rhuXR
Umalowałam się, ogarnęłam włosy i założyłam odświętną sukienkę, a mój mąż ubrał już-nie-tylko-ślubny garnitur i ruszyliśmy w drogę. Przybyliśmy pod kościół dziesięć minut przed ślubem. Na miejscu, ku naszej konsternacji, była obecna grupka jedynie ok. 10 nieznanych nam osób. Pięć minut później z kościoła wyszli goście i para młoda (nie byli to nasi znajomi). Przy okazji dowiedzieliśmy się, że osoby, które widzieliśmy wcześniej były gośćmi ww. pary młodej.
Mąż zadzwonił do kolegi, który też miał być na ślubie i zapytał gdzie oni są. Po jego wyrazie twarzy zorientowałam się, że coś ewidentnie było nie tak.
Pomyślałam, że może pomyliły nam się kościoły, albo godzina mszy, albo miejscowości (ślub i wesele miały być w innych miejscowościach).
Gorzej.
Ślub miał być za tydzień!
Jak to mówią: śmiechom nie było końca :D
Dobrze ze nie przyszliscie tydzień później
Tia, mi się kiedyś w kolejce do lekarza wepchnęła babka, która wizytę umówioną miała tydzień wcześniej. ;p
Może jestem dziwna, ale ja swoich momentów roztrzepania nie opisuję na anonimowych, bo raczej nie ma w tym nic anonimowego czy wstydliwego. Ludzkie zapominalstwo i tyle.
Kogo to obchodzi.
mam throwback z chwili dla ciebie
Zaliczyłam gorszą sytuację; chłopak zamiast sprawdzić zaproszeniu, spytał pana młodego o adres, pan młody zrobił literówkę w adresie a gdy się poprawił, już było wszystko wklepane w GPS a na telefon nikt nie spojrzał (do momentu paniki, że żaden z budynków w okolicy nie ma tabliczki z opisem, że to urząd stanu cywilnego).
Jako, że nieczęsto noszę wysokie buty, po 500m biegu po bruku na 10cm obcasach prawie nie mogłam chodzić.
To czemu ich nie zdjęłaś? Boso wygodnej niż w takich butach.
No way, w butach było znacznie lepiej. Mówiłam, że to był bruk. Bez nich skończyłoby się poharatanymi stopami. Plus, rozsznurowanie mogłoby zająć prawie kilka minut.
Skoro zadzwonił to skąd wie jaki kolega miał wyraz twarzy ? :O